Pindera: Amatorzy atakują

Sporty walki
Pindera: Amatorzy atakują
Czy Zou Shiming zostanie wielką gwiazdą boksu zawodowego? / fot. hbo.com

Guillermo Rigondeaux dotrzymał słowa i szybko rozstrzygnął swój pojedynek w Makau. Nie zawiódł też inny as amatorskich ringów, Chińczyk Zou Shiming, choć z Luisem De la Rosą musiał walczyć dziesięć rund. Kolejny mistrz olimpijski, Jegor Miechoncew, rozprawił się z rywalem w trzeciej rundzie. I od razu dodam, że warto tego Rosjanina dobrze zapamiętać, bo to poważny kandydat na zawodowego czempiona.

Trochę bawią mnie opinie różnej maści specjalistów dyskredytujących gwiazdy amatorskiego boksu. Zgadzam się oczywiście, że dyscyplina ta w wydaniu profesjonalnym różni się zasadniczo od tej w olimpijskiej wersji, ale tak się składa, że najlepsi amatorzy (oczywiście nie wszyscy) jakoś dają sobie radę, gdy przychodzi im się bić o prestiżowe pasy i wielkie pieniądze w zupełnie innej sportowo i biznesowo rzeczywistości.

Dlatego przyznam szczerze, trochę nie rozumiem krytyki znakomitego mistrza pięści, jakim bez wątpienia jest Guillermo Rigondeaux. Kubańczyk być może nie zadowoli tych, którzy kochają ringowe wojny, ale na pewno podoba się tym, którzy lubią wysublimowany, techniczny boks. Ponieważ ci drudzy są w mniejszości oczywistym jest, że pojawia się problem, jak dobrze sprzedać kogoś takiego, jak „Szakal”. Rigondeaux ma już swoje lata, stylu nie zmieni, ale przecież może, tak jak obiecał i dotrzymał słowa, być w ringu bardziej agresywny. Szkoda, że jego walka w Makau zakończyła się tak szybko, bo na pewno pokazałby sporo ciekawych akcji, i być może nieco zmienił nastawienie do siebie tych, którzy go tak bezinteresownie nie lubią.

Ja nie jestem jakiś szczególnym wielbicielem Kubańczyka, choć doceniam jego mistrzostwo. Powiem więcej, komentując jego wiele amatorskich występów, nigdy się nim nie zachwycałem, bo mimo wszystko w jego boksie jest jednak spory pierwiastek nudy. Był przed laty taki niedościgniony mistrz najcięższej kategorii, nieżyjący już Roberto Balado. Wygrywał od niechcenia, bez wysiłku, nie nokautował, nie rozbijał w ringu rywali, tylko dominował od pierwszej do ostatniej minuty walki. Na amerykańskich, zawodowych ringach prawdopodobnie wielkiej kariery, by jednak nie zrobił, ale to nie oznacza, że byłby z tego powodu słabszym pięściarzem.

Tak samo jest z Rigondeaux. Kubańczyk szybko i bez większego wysiłku sięgnął po mistrzowskie pasy dwóch prestiżowych organizacji, utarł już nosa takiej znakomitości jak Nonito Donaire, ale coś mi się zdaje, że czego, by nie zrobił, to i tak nie zadowoli zawziętych przeciwników swojego talentu. Co więcej, będzie miał problem, by się tej łatki nudziarza pozbyć, bo teraz ci najlepsi nie będą zbyt chętni , by z nim walczyć. I trudno się dziwić. Starcie z „Szakalem” wielkich pieniędzy nie gwarantuje, a wygrana jest więcej niż problematyczna. Po cóż więc ryzykować?

Chińczyk Zou Shiming, choć dla mnie znacznie większy nudziarz niż „Rigo, jest w znacznie lepszej sytuacji. Dwukrotny mistrz olimpijski i trzykrotny mistrz świata nie musi się martwić o widownię, tę telewizyjną również z powodów oczywistych. I wszystko wskazuje, że być może jeszcze w tym roku dostanie szansę walki o mistrzostwo świata organizacji WBA. A jego rodacy bardzo chętnie taki pojedynek zobaczą, kto wie czy nie w systemie pay per view. Tym bardziej, że z Luisem De la Rosą wygrał w minioną sobotę Makau w zupełnie niezłym stylu.

Ale ja, korzystając z okazji, szczególną uwagę chciałbym zwrócić na innego mistrza olimpijskiego z Londynu, Jegora Miechoncewa. 29. letni Rosjanin wygrał czwarty zawodowy pojedynek, czwarty przed czasem, ale nie to jest najistotniejsze. Sądzę, że w niedalekiej przyszłości może być nową, ciekawą opcją w wadze półciężkiej. Ten mierzący 185 cm mańkut ma za sobą piękną karierę amatorską. Dwukrotnie wygrywał mistrzostwa Europy, a raz był mistrzem świata w wadze ciężkiej ! Tak w wadze ciężkiej.

W tym samym mniej więcej czasie jego rodak Artur Bieterbijew wygrywał w wadze półciężkiej. I proszę sobie wyobrazić, że w perspektywie igrzysk olimpijskich w Londynie (2012) obaj panowie zamienili się rolami. Bieterbijew przeszedł do wagi ciężkiej, a Miechoncew zdecydował się na starty w kategorii półciężkiej. I to on wziął całą pulę zdobywając olimpijskie złoto. Teraz będzie szedł w górę w zawodowych rankingach. Stać go na mistrzowski pas, ale jeszcze nie teraz, bo to nie jest Wasyl Łomaczenko, swoisty geniusz, który podobnie jak on też stał w Londynie na najwyższym stopniu olimpijskiego podium. Ale ten ostatni jest tylko potwierdzeniem, że wybitne jednostki są w stanie szybko zacierać różnicę pomiędzy boksem zawodowym i amatorskim. Miechoncew musi uzbroić się w cierpliwość.
Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze