Pora na przebudzenie Tygrysów z Sheffield!

Joe Screen, indywidualny mistrz świata juniorów z 1993 roku, dwukrotny zwycięzca Finału Brytyjskiego, były uczestnik cyklu Grand Prix, zrozumiał, że niełatwo jest prowadzić drużynę. Jednak Screen „The Machine” nigdy nie wątpi w swoich zawodników.
W poniedziałkowy wieczór jego Tygrysy podejmą na kosmicznie szybkim torze Owlerton mistrzów Premier League – Rebeliantów z Somerset. Szykują się cudowne emocje! Polsat Sport, godz. 20.30.
Joe jest człowiekiem, z którym przyjemnie można zabłądzić. Nigdy nie zostawi cię w potrzebie. Niezależnie czy penetrujesz szwedzkie lasy, australijskie bezdroża, afrykańską pustynię czy francuskie winnice – na Joe zawsze można liczyć. Screen to wielkie serce. Marzy o tym, aby otworzyć żużlową szkółkę, bo wie ile dał mu speedway. „Chodzi mi po głowie szalony pomysł, aby wraz z moim serdecznym przyjacielem Garym Havelockiem stworzyć szkółkę z prawdziwego zdarzenia. Speedway to piękna pasja, a ja i Gary chcielibyśmy przekazać wiedzę młodym ludziom, którzy chcą mieszkać w oparach metanolu.
Niestety Havvy miał makabryczny wypadek, po którym uszkodził sobie nerw odpowiedzialny za poruszanie dłonią. Gdy wyszedł cało z tej rzezi, zajął się drużyną Coventry Bees, a ja wylądowałem jako menedżer Sheffield Tigers. Odkładamy ambitne plany na przyszłość, ale nie zamierzamy z nich rezygnować” – mówi Joe popijając wodę mineralną. Przez szkło nie widać tego co przyniosą najbliższe tygodnie. Tygrysy chcą poprawić pozycję w tabeli. Przedostatnie miejsce nie jest szczytem możliwości ekipy z Sheffield.
Laczek na lewym bucie
Tak naprawdę niewiele brakowało, a Joe nie objąłby funkcji menedżera Tygrysów. W sezonie 2014 Screen miał pracować z Richie Worrallem, ale pewnego dnia zadzwonił jego serdeczny przyjaciel Simon Stead i doszło do maleńkiej roszady myśli… „Racja. Steady obudził mnie któregoś ranka i zapytał czy nie chciałbym pobawić się w prowadzenie Sheffield Tigers. Miałem zajmować się karierą Worralla, ale większym wyzwaniem jest praca z grupą ludzi. Kocham żużel, więc chcę być na bieżąco. Nie tęsknię za jazdą, bo mam swoje lata. W listopadzie będę obchodził 42 urodziny.
Umiem żyć bez laczka na lewym bucie…” – uśmiecha się Joe i patrzy na armię czworonogów. Screen kocha zwierzęta. Otworzył biznes, który sprawia mu frajdę. Prowadzi schronisko dla psów i kotów. Wraz z życiową partnerką stworzył piękną bazę na północy Anglii. Bogaty Brytyjczyk wyjeżdża na wakacje i oddaje swoje psiaki pod opiekę Joe Screena. „Uwielbiam zwierzaki. Psy są wspaniałe. Jestem szefem dla samego siebie, nie muszę słuchać zrzędzenia jakieś nadętego jegomościa. Wiem, że to co robię to idealne zajęcie dla mnie. Kiedy chcę przenieść się myślami w inny świat, jadę na stadion Owlerton albo wsiadam na swój motocykl do enduro i jeżdżę po wertepach. Jestem teraz po drugiej stronie bandy, ale nie doskwiera mi brak walki na łokcie w pierwszym łuku” – twierdzi Screen.
Jeździł w 22 klubach na Wyspach, w Polsce i w Szwecji. Posiada ogromne doświadczenie, ale nie jest typem, który wprasza się na cudze wesele. Simon Stead przekonał nowych właścicieli Sheffield, że bez Joe trudno będzie zbudować sensowną ekipę. „W poprzednim roku jednym z moich sponsorów był Paul Bates. Poznałem jego brata Damiena. Podoba mi się ich entuzjazm. Peter Mole i Simon Parker potrafią świetnie zorganizować pracę w klubie. To miłe towarzystwo. Nie odczuwam presji, a widzę sporo radości u ludzi, którzy chcą, aby Sheffield powróciło do formy z czasów świetności” – podkreśla Joe, który przed laty wprawiał w zachwyt kibiców wyprzedzając rywali po akcjach mrożących krew w żyłach.
Powrót do sportu
Tygrysy wygrywały Premier League w 1999 oraz 2002 roku. Wówczas wydawało się, że ekipa z Owlerton będzie długo rządzić w drugiej dywizji brytyjskiej. Neil Machin martwił się czy znajdzie połacie materiału, którym będzie czyścił gablotę pełną pucharów, a tu klops… Złote lata odfrunęły w historyczną czeluść. „Jestem dziwakiem, bo zawsze lubiłem być dobrze przygotowany do sezonu. Jeździłem gdzie się dało od stycznia do marca. Z reguły byłem dobrze wjeżdżony w sezon, a od późnej wiosny moja forma stopniowo wędrowała w dolinę. We wrześniu byłem już beznadziejny” – śmieje się Screen.
W marcu Joe zaprosił swoich podopiecznych na ostre treningi na tor Eddie Wright Raceway do Scunthorpe. Chciał przegnać swoje demony, a to co ujrzały jego oczy, było radosnym portretem. 37-letni Andre Compton z Dewsbury w zachodniej części hrabstwa Yorkshire, mistrz Premier League Riders Championship z 2004 roku, wprost fruwał na motocyklu. „Dawno nie widziałem Andre w takiej dyspozycji. Szalał, napędzał się po orbicie, przycinał na szpicy, był piekielnie szybki. Wiem co znaczy powrót do sportu po długiej nieobecności. Kiedy złamałem nogę, wypadłem na 12 miesięcy poza speedway. Tym bardziej szanuję Andre za styl, w jakim wrócił do żużla” – komplementuje Comptona jego wierny druh, Joe Screen.
17 lipca 2014 roku Sheffield Tigers podejmował na własnym torze Newcastle Diamonds. Andre Compton jeździł z nr 4 i w czterech wyścigach uzbierał 7 punktów i 1 bonus. Tygrysy wygrały 50-40, a na twarzy Joe zagościł uśmiech. Poczciwy Andre wie jak trzymać gaz…
Królestwo Neila Machina
Choć Owlerton zbudowano w 1929 roku i na przestrzeni lat Tygrysy miały w składzie fenomenalnych żużlowców (Doug Wyer, Reg Wilson, Les Collins, Kelly i Shawn Moranowie), trudno wyobrazić sobie Sheffield bez Neila Machina. Machin to ojciec chrzestny Taia Woffindena, ale przede wszystkim człowiek, który przez ponad dwie dekady budował potęgę Sheffield Tigers. Minionej zimy Neil doszedł do wniosku, że siwych włosów zaczęło przybywać, więc lepiej wygrzewać się na australijskim słońcu aniżeli martwić się o sprawne funkcjonowanie klubu.
Sprzedał klub nowym właścicielom. Wciąż kocha speedway, ale spogląda na żużel z innej perspektywy. „Przez wiele lat przyjaźniłem się z Robem Woffindenem. Niemalże każdej zimy wybierałem się do Perth i wraz z Robem, Sue, Taiem, odpoczywałem po trudach sezonu. To wspaniali ludzie. Wciąż nie wierzę, że Roba nie ma z nami… Uważam, że to baśń kiedy przypomnę sobie dzieciństwo Taia, a sekundę później zerknę na obecny stan. Pamiętam jak Steve Johnston bawił się na plaży z małym Taiem, nie zapomnę pierwszych ślizgów Woffindena na torze Bibra Lake, a potem na Pinjar Park. Nigdy nie pomyślałbym, że wyrośnie z niego tak fenomenalny zawodnik… Czy na naszej planecie jest ktoś kto mógł przewidzieć taki rozwój wypadków?" - głowi się Neil Machin, który jesienią 2013 roku był naocznym świadkiem koronacji Woffindena na toruńskiej MotoArenie.
Za młodu Machin był praktykantem w British Gas. W tejże samej gazowni w Sheffield, w której Neil uczył się twardego życia, pierwsze szlify zbierał późniejszy gwiazdor rocka i bluesa, Joe Cocker. „Przeglądałem ostatnio stare taśmy VHS z zarejestrowanym koncertem na Woodstock. Na scenie czarował mój kolega po fachu z gazowni – Joe Cocker. 5 lat przed oszałamiającym występem na Woodstocku, Joe ciężko pracował w Sheffield. Niesłychane, jak ten solidny pracownik gazowni potrafił porwać tłumy. Uważam, że to co stało się z Taiem Woffindenem po śmierci jego ojca Roba to niemalże kalka kariery Joe Cockera. Tytuł indywidualnego mistrza świata zdobyty przez Woffy’ego w 2013 roku to jego osobisty Woodstock…” – opowiada Neil Machin.
Spełnione marzenie Woffinden
Mało kto dziś o tym pamięta, ale debiutancki występ Taia Woffindena miał miejsce na Owlerton! „Woffy kręcił mi dziurę w brzuchu. Chodził za mną i mówił: Neil, pozwól mi pojechać w barwach Sheffield Tigers w dniu moich 16 urodzin (10 sierpnia 2006 roku). Tygrysy jeżdżą mecze na własnym torze w czwartkowe wieczory. 16 urodziny Taia wypadły w czwartek, więc nie miałem wyjścia! Musiał dokonać delikatnych roszad w zespole. Przemeblowałem ekipę i rozzłościłem Benji Comptona, który ustąpił miejsca Taiowi.
Spełniło się marzenie Woffindena, ale jego występ był wielką katastrofą. W trzech startach nie zdobył żadnego punktu… Jeździliśmy wtedy przeciwko Redcar Bears. Starał się, walczył, dokonywał zmian w sprzęcie i wszystko na nic. Kto przed meczem z Niedźwiadkami przewidziałby, że Tai pojedzie tak koszmarnie w dniu swoich urodzin? Nikt. Rok później szalał i jeździł jak natchniony w barwach Rye House Rockets…” – wspomina Neil Machin.
Sheffield Tigers pod wodzą Neila Machina... Kapitalny sezon 1997 w wykonaniu Robbie Kesslera i średnia meczowa na poziomie 9,76. Rok później w barwach Tygrysów błyszczał Carl Stonehewer. A od 1999 do 2005 roku w Sheffield nie było mocnych na Seana Wilsona. Przed siedem sezonów Sean był królem Owlerton. Lata 2006-2008 to złoty okres Andre Comptona. A w sezonach 2009-2010 Ricky Ashworth nie miał sobie równych… 14 października 2010 roku Ricky wykręcił rekord toru: 59,1 sekund. Do dziś nikt go nie poprawił, a warto pamiętać, że Ricky wrócił z drugiego świata, bo kiedy leżał w śpiączce w 2013 roku, niewielu dawało mu szanse, że przeżyje. Neil wierzył w to, że pewnego dnia Ricky przemówi i tak się stało. Wiarę w cudowne ozdrowienie Ashwortha podsycał Argentyńczyk, były żużlowiec Sheffield Tigers, Emiliano Sanchez…
Steady w nowej szacie
Praca na dwa etaty: w Sheffield i w Leicester. Pomoc ojcu w prowadzeniu rodzinnego biznesu, salonu samochodowego Hyundai. Koszmarna kontuzja odniesiona podczas treningu na Norfolk Arena w King’s Lynn w czerwcu 2013 roku. Złamana noga, potworny ból w kostce, długa rehabilitacja… I odważna decyzja, aby nawiązać współpracę z Adamem Cropleyem, specjalistą od przygotowania fizycznego. Ponadto treningi z byłym bokserskim mistrzem Wielkiej Brytanii w wadze lekkopółśredniej, Ryanem Rhodesem. Steady, który 25 kwietnia ukończył 32 lata powiedział zdmuchując świeczki z tortu: „myślałem, że mój statek z napisem Puchar Świata odpłynął w siną dal”.
Tymczasem katorżnicze obciążenia treningowe sprawiły, że Simon odzyskał dawną sprawność fizyczną. 9 marca 2014 roku podczas Ben Fund Bonanza rozegranego na torze w Leicester, Rosco nie wyszeptał choćby słowa o angażu Steada do kadry Wielkiej Brytanii. Tylko obserwował Simona i sporo rozmyślał… „Nie sparuję z Ryanem, bo walka skończyłaby się w pierwszej rundzie, ale wiem, że codzienne treningi umożliwiły mi powrót do dobrej formy. Zimą czułem się znakomicie. Bez Ryana Rhodesa nie byłoby wyniku na torze. Nie chodzi tylko o trening. Ryan rozsiewa pozytywne wibracje. Pozwala uwierzyć w sukces” – zaznacza Simon Stead.
Simon pochodzi z Sheffield, więc nic dziwnego, że na starych śmieciach odzyskał dawny wigor. 3 lipca Steady wspaniale poprowadził Tygrysów do zwycięstwa 52-38 nad Rye House Rockets. 12 oczek w 5 startach budzi szacunek. Ponadto świetny występ Ty Proctora (11 + bonus w 4 wyścigach), dobry występ mistrza Wielkiej Brytanii juniorów Josha Batesa (7+1) i kibice zaczęli wierzyć, że Tygrysy opuszczą ostatnie miejsce w tabeli. Dziś nikt już nie wraca pamięcią do bolesnej porażki ze Scunthorpe Scorpions (15 maja Tygrysy przegrały na własnym torze ze Skorpionami 41-49).
Screen dał mi drugie życie
Steady nie może wesprzeć Tygrysów w potyczce z Rebeliantami, bo pozostaje do dyspozycji menedżera kadry Wielkiej Brytanii, Aluna Rossitera do soboty 2 sierpnia. Simon, którego styl jest wręcz skrojony na obiekt Norfolk Arena nie zawiódł Rosco w King’s Lynn. 26 lipca Steady zdobył 10 oczek walnie przyczyniając się do awansu Brytyjczyków do finału Drużynowego Pucharu Świata. Pierwszy raz od 4 lat Wielka Brytania znalazła się w finale. Wspaniałe osiągnięcie Rosco i jego ekipy! Steady przygotowuje się w ciszy do finałowej batalii, a Joe Screen sięga po gościa: Richarda Lawsona, gwiazdę Redcar Bears. Optymizm Screena jest umiarkowany, wszak na Owlerton przyjeżdżają mistrzowie Premier League: Somerset Rebels.
Ziarenko pozytywnego myślenia wrzucił Ben Wilson. Nie jest utracjuszem, choć spadał już w skalną rozpadlinę. Cudem przeżył… „Screen dał mi drugie życie. Chcę wykorzystać szansę i pokazać, że potrafię jeździć na motocyklu. Bardzo przeżyłem śmierć dziadka i babci: Roya i Betty. Nie zapomniałem jak należy wejść w łuk na Owlerton. Uczyłem się speedwaya na tym torze. Wiem, że w Redcar nie byłem kozakiem, chciałem skończyć z żużlem, ale odzyskałem entuzjazm ścigając się dla Stoke Potters. Joe przyjechał na zawody National League, zobaczył mnie w akcji i zaproponował angaż w Sheffield” – cieszy się 28-letni Ben Wilson.
17 lipca Joe Screen zestawił parę: Stead-Wilson i był to dobry manewr taktyczny. Ben zdobył 6 punktów + 2 bonusy w 4 startach. Wilson został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu, a Tygrysy zainkasowały 3 duże punkty meczowe pokonując Diamenty z Newcastle. W niedzielę 20 lipca nie było już tak różowo. W wyjazdowym spotkaniu z Glasgow Tigers Ben wykręcił 3 oczka + bonus w 4 wyścigach, a Szkoci odnieśli wysokie zwycięstwo 55-40. Na swoim poziomie pojechali starzy wyjadaczy z klubu 30 lat minęło… Steady zdobył 15 oczek, a Compton 12.
Olly Allen wśród Rebeliantów
„Chcę wrócić do dawnej formy. Sheffield Tigers to miłość mojego życia. Gdy byłem brzdącem kibicowałem Tygrysom. Dziś mogę jeździć w mojej ukochanej drużynie. Joe zrozumiał, że po śmierci dziadka i babci musiałem zaczerpnąć świeżego powietrza, bo byłem zdruzgotany ich odejściem. Oni nauczyli mnie jak kochać sport. Podjąłem pracę u sponsora: Steel City Bearings i nauczyłem się szanować grosza. Jeśli będę robił w granicach 6-8 punktów na mecz, będę szczęśliwy” – prawi Ben Wilson.
Rocznik 1982 wraca do gry. Simon Stead w barwach Sheffield, a Oliver Allen w Somerset Rebels. W zimie powodzie zniszczyły wiele gospodarstw w okolicach Somerset, ale nie złamały ducha Rebeliantów. „W Premier League krąży opinia, że Somerset to fascynujący klub i nie ma w tym krzty przesady. To mały, kameralny klub, który nie porywa się z motyką na słońce, ale realnie spogląda na świat. Decyzja o podpisaniu kontraktu z Somerset Rebels to najlepsze posunięcie w mojej karierze” – wyznaje Brytyjczyk Oliver Allen, który 27 maja ukończył 32 lata. Allenowi nie doskwierają nawet dalekie dojazdy z rodzinnego Norwich.
Somerset to dobrze naoliwiona maszyna – takie stwierdzenie najczęściej słyszy się w boksie zajmowanym przez Olly Allena. „Nie mogę nachwalić się wolontariuszy, którzy z radością przychodzą sprzątać Oak Tree Arena. Uwielbiam przekazywać wiedzę młodzieży. Pracuję z Brady Kurtzem, Australijczykiem z Cowra, który we wrześniu ukończy 18 rok życia. To bardzo pojętny uczeń i zdolny chłopak” – mówi Olly, przyjaciel tragicznie zmarłego Łukasza Romanka.
Młodszy brat Olivera – Tommy zakończył starty na żużlu. Tata Olivera i Tommy’ego – Dave Allen przed laty ścigał się na szlace. Olly wygrał Conference League z Peterborough w 1997 roku, a ponadto zdobył mistrzostwo Elite League z Coventry Bees w 2007 roku.
Inżynieryjny biznes dziadka
W ubiegłym roku Allen reprezentował barwy Rye House Rockets i wygrał Premier League Riders Championship. „Świetnie czuję się w parze z Nickiem Morrisem, bo jesteśmy przeciwieństwami. A takie ponoć świetnie trybią… On wybiera inne ścieżki niż ja, inaczej siedzi na motocyklu, ale razem tworzymy zgrany duet. Ubolewam, że sędzia wykluczył Nicka z powtórki finału w Premier League Pairs, bo czułem, że mogliśmy pokonać duet Edinburgh Monarchs, ale cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Spróbujemy za rok” – mówi wicemistrz Premier League w jeździe parami, Olly Allen.
Przed laty Olly ścigał się w parze z Czechem Tomasem Topinką, ale finał par w Glasgow był koszmarnym doświadczeniem. Samo życie…
Dziadek Allena założył inżynieryjny biznes, maszyny schodzą z taśmy produkcyjnej, a że latka lecą, więc i Olly musiał zmierzyć się z nową rolą. Przejął stery po dziadku i ojcu. „Mam na głowie speedway, rodzinę i firmę. Musiałem ograniczyć starty w Polsce, choć jeździłem w tym pięknym kraju przez 9 sezonów. Jednak w poniedziałek rano firma musi grać na pełnych obrotach, a ja nie zawsze w poniedziałki docierałem na Wyspy, bo odwoływano loty albo kolacja przedłużała się zanadto… Dobrze bawiłem się przed rokiem w Rye House, ale tamtejszy tor nie bardzo odpowiadał mojemu stylowi jazdy, więc z radością przeniosłem się do Somerset. Dwójka małych synków wymaga czułem opieki ze strony mojej małżonki Jo, której jestem wdzięczny za poświęcenie. Joshua ma 3 lata, a Jack osiem miesięcy. Jeszcze nie wiem czy będą jeździć na żużlu… Miałem oferty z Elite League, ale wolę skoncentrować się na występach w Premier League, bo mierzymy w obronę tytułu, a coś mi mówi, że znajdziemy się w play-off” – twierdzi Allen.
Rebelianci zajmują czwarte miejsce w tabeli Premier League, a do fazy play-off awansuje sześć zespołów, więc Debbie Hancock i Garry May mogą spać spokojnie. Na własnym torze Rebelianci nie okazują rywalom miłosierdzia (vide wygrana nad Redcar Bears 68-24), ale na wyjazdach zdarzają się potknięcia. Porażki z Newcastle, Redcar, Scunthorpe i Plymouth nie przynoszą chluby mistrzom Premier League, ale Garry May, menedżer Somerset, nie rozdziera szat. „Cieszy mnie powrót do zdrowia Pontusa Aspgrena. Bałem się, że kontuzjowana ręka nie będzie się prawidłowo goić, a to zdolny i ambitny chłopak z Avesty, który chciał szybko wrócić na tor. Prosiłem go o cierpliwość, wysłuchał moich rad. Zdobył 9 oczek + 2 bonusy w 4 wyścigach przeciwko Newcastle Diamonds. Szwed jest dobrym duchem drużyny. Nie wyobrażam sobie dalszej części sezonu bez Pontusa” – mówi menedżer Garry May.
Jeśli starszy z braci Kurtz, Todd, była gwiazda Newport Wasps i Plymouth Devils, utrzyma dobrą dyspozycję w rezerwie Rebeliantów, można być pewnym, że mecz Tygrysów z mistrzami Premier League będzie niezapomnianym widowiskiem…
Joe jest człowiekiem, z którym przyjemnie można zabłądzić. Nigdy nie zostawi cię w potrzebie. Niezależnie czy penetrujesz szwedzkie lasy, australijskie bezdroża, afrykańską pustynię czy francuskie winnice – na Joe zawsze można liczyć. Screen to wielkie serce. Marzy o tym, aby otworzyć żużlową szkółkę, bo wie ile dał mu speedway. „Chodzi mi po głowie szalony pomysł, aby wraz z moim serdecznym przyjacielem Garym Havelockiem stworzyć szkółkę z prawdziwego zdarzenia. Speedway to piękna pasja, a ja i Gary chcielibyśmy przekazać wiedzę młodym ludziom, którzy chcą mieszkać w oparach metanolu.
Niestety Havvy miał makabryczny wypadek, po którym uszkodził sobie nerw odpowiedzialny za poruszanie dłonią. Gdy wyszedł cało z tej rzezi, zajął się drużyną Coventry Bees, a ja wylądowałem jako menedżer Sheffield Tigers. Odkładamy ambitne plany na przyszłość, ale nie zamierzamy z nich rezygnować” – mówi Joe popijając wodę mineralną. Przez szkło nie widać tego co przyniosą najbliższe tygodnie. Tygrysy chcą poprawić pozycję w tabeli. Przedostatnie miejsce nie jest szczytem możliwości ekipy z Sheffield.
Laczek na lewym bucie
Tak naprawdę niewiele brakowało, a Joe nie objąłby funkcji menedżera Tygrysów. W sezonie 2014 Screen miał pracować z Richie Worrallem, ale pewnego dnia zadzwonił jego serdeczny przyjaciel Simon Stead i doszło do maleńkiej roszady myśli… „Racja. Steady obudził mnie któregoś ranka i zapytał czy nie chciałbym pobawić się w prowadzenie Sheffield Tigers. Miałem zajmować się karierą Worralla, ale większym wyzwaniem jest praca z grupą ludzi. Kocham żużel, więc chcę być na bieżąco. Nie tęsknię za jazdą, bo mam swoje lata. W listopadzie będę obchodził 42 urodziny.
Umiem żyć bez laczka na lewym bucie…” – uśmiecha się Joe i patrzy na armię czworonogów. Screen kocha zwierzęta. Otworzył biznes, który sprawia mu frajdę. Prowadzi schronisko dla psów i kotów. Wraz z życiową partnerką stworzył piękną bazę na północy Anglii. Bogaty Brytyjczyk wyjeżdża na wakacje i oddaje swoje psiaki pod opiekę Joe Screena. „Uwielbiam zwierzaki. Psy są wspaniałe. Jestem szefem dla samego siebie, nie muszę słuchać zrzędzenia jakieś nadętego jegomościa. Wiem, że to co robię to idealne zajęcie dla mnie. Kiedy chcę przenieść się myślami w inny świat, jadę na stadion Owlerton albo wsiadam na swój motocykl do enduro i jeżdżę po wertepach. Jestem teraz po drugiej stronie bandy, ale nie doskwiera mi brak walki na łokcie w pierwszym łuku” – twierdzi Screen.
Jeździł w 22 klubach na Wyspach, w Polsce i w Szwecji. Posiada ogromne doświadczenie, ale nie jest typem, który wprasza się na cudze wesele. Simon Stead przekonał nowych właścicieli Sheffield, że bez Joe trudno będzie zbudować sensowną ekipę. „W poprzednim roku jednym z moich sponsorów był Paul Bates. Poznałem jego brata Damiena. Podoba mi się ich entuzjazm. Peter Mole i Simon Parker potrafią świetnie zorganizować pracę w klubie. To miłe towarzystwo. Nie odczuwam presji, a widzę sporo radości u ludzi, którzy chcą, aby Sheffield powróciło do formy z czasów świetności” – podkreśla Joe, który przed laty wprawiał w zachwyt kibiców wyprzedzając rywali po akcjach mrożących krew w żyłach.
Powrót do sportu
Tygrysy wygrywały Premier League w 1999 oraz 2002 roku. Wówczas wydawało się, że ekipa z Owlerton będzie długo rządzić w drugiej dywizji brytyjskiej. Neil Machin martwił się czy znajdzie połacie materiału, którym będzie czyścił gablotę pełną pucharów, a tu klops… Złote lata odfrunęły w historyczną czeluść. „Jestem dziwakiem, bo zawsze lubiłem być dobrze przygotowany do sezonu. Jeździłem gdzie się dało od stycznia do marca. Z reguły byłem dobrze wjeżdżony w sezon, a od późnej wiosny moja forma stopniowo wędrowała w dolinę. We wrześniu byłem już beznadziejny” – śmieje się Screen.
W marcu Joe zaprosił swoich podopiecznych na ostre treningi na tor Eddie Wright Raceway do Scunthorpe. Chciał przegnać swoje demony, a to co ujrzały jego oczy, było radosnym portretem. 37-letni Andre Compton z Dewsbury w zachodniej części hrabstwa Yorkshire, mistrz Premier League Riders Championship z 2004 roku, wprost fruwał na motocyklu. „Dawno nie widziałem Andre w takiej dyspozycji. Szalał, napędzał się po orbicie, przycinał na szpicy, był piekielnie szybki. Wiem co znaczy powrót do sportu po długiej nieobecności. Kiedy złamałem nogę, wypadłem na 12 miesięcy poza speedway. Tym bardziej szanuję Andre za styl, w jakim wrócił do żużla” – komplementuje Comptona jego wierny druh, Joe Screen.
17 lipca 2014 roku Sheffield Tigers podejmował na własnym torze Newcastle Diamonds. Andre Compton jeździł z nr 4 i w czterech wyścigach uzbierał 7 punktów i 1 bonus. Tygrysy wygrały 50-40, a na twarzy Joe zagościł uśmiech. Poczciwy Andre wie jak trzymać gaz…
Królestwo Neila Machina
Choć Owlerton zbudowano w 1929 roku i na przestrzeni lat Tygrysy miały w składzie fenomenalnych żużlowców (Doug Wyer, Reg Wilson, Les Collins, Kelly i Shawn Moranowie), trudno wyobrazić sobie Sheffield bez Neila Machina. Machin to ojciec chrzestny Taia Woffindena, ale przede wszystkim człowiek, który przez ponad dwie dekady budował potęgę Sheffield Tigers. Minionej zimy Neil doszedł do wniosku, że siwych włosów zaczęło przybywać, więc lepiej wygrzewać się na australijskim słońcu aniżeli martwić się o sprawne funkcjonowanie klubu.
Sprzedał klub nowym właścicielom. Wciąż kocha speedway, ale spogląda na żużel z innej perspektywy. „Przez wiele lat przyjaźniłem się z Robem Woffindenem. Niemalże każdej zimy wybierałem się do Perth i wraz z Robem, Sue, Taiem, odpoczywałem po trudach sezonu. To wspaniali ludzie. Wciąż nie wierzę, że Roba nie ma z nami… Uważam, że to baśń kiedy przypomnę sobie dzieciństwo Taia, a sekundę później zerknę na obecny stan. Pamiętam jak Steve Johnston bawił się na plaży z małym Taiem, nie zapomnę pierwszych ślizgów Woffindena na torze Bibra Lake, a potem na Pinjar Park. Nigdy nie pomyślałbym, że wyrośnie z niego tak fenomenalny zawodnik… Czy na naszej planecie jest ktoś kto mógł przewidzieć taki rozwój wypadków?" - głowi się Neil Machin, który jesienią 2013 roku był naocznym świadkiem koronacji Woffindena na toruńskiej MotoArenie.
Za młodu Machin był praktykantem w British Gas. W tejże samej gazowni w Sheffield, w której Neil uczył się twardego życia, pierwsze szlify zbierał późniejszy gwiazdor rocka i bluesa, Joe Cocker. „Przeglądałem ostatnio stare taśmy VHS z zarejestrowanym koncertem na Woodstock. Na scenie czarował mój kolega po fachu z gazowni – Joe Cocker. 5 lat przed oszałamiającym występem na Woodstocku, Joe ciężko pracował w Sheffield. Niesłychane, jak ten solidny pracownik gazowni potrafił porwać tłumy. Uważam, że to co stało się z Taiem Woffindenem po śmierci jego ojca Roba to niemalże kalka kariery Joe Cockera. Tytuł indywidualnego mistrza świata zdobyty przez Woffy’ego w 2013 roku to jego osobisty Woodstock…” – opowiada Neil Machin.
Spełnione marzenie Woffinden
Mało kto dziś o tym pamięta, ale debiutancki występ Taia Woffindena miał miejsce na Owlerton! „Woffy kręcił mi dziurę w brzuchu. Chodził za mną i mówił: Neil, pozwól mi pojechać w barwach Sheffield Tigers w dniu moich 16 urodzin (10 sierpnia 2006 roku). Tygrysy jeżdżą mecze na własnym torze w czwartkowe wieczory. 16 urodziny Taia wypadły w czwartek, więc nie miałem wyjścia! Musiał dokonać delikatnych roszad w zespole. Przemeblowałem ekipę i rozzłościłem Benji Comptona, który ustąpił miejsca Taiowi.
Spełniło się marzenie Woffindena, ale jego występ był wielką katastrofą. W trzech startach nie zdobył żadnego punktu… Jeździliśmy wtedy przeciwko Redcar Bears. Starał się, walczył, dokonywał zmian w sprzęcie i wszystko na nic. Kto przed meczem z Niedźwiadkami przewidziałby, że Tai pojedzie tak koszmarnie w dniu swoich urodzin? Nikt. Rok później szalał i jeździł jak natchniony w barwach Rye House Rockets…” – wspomina Neil Machin.
Sheffield Tigers pod wodzą Neila Machina... Kapitalny sezon 1997 w wykonaniu Robbie Kesslera i średnia meczowa na poziomie 9,76. Rok później w barwach Tygrysów błyszczał Carl Stonehewer. A od 1999 do 2005 roku w Sheffield nie było mocnych na Seana Wilsona. Przed siedem sezonów Sean był królem Owlerton. Lata 2006-2008 to złoty okres Andre Comptona. A w sezonach 2009-2010 Ricky Ashworth nie miał sobie równych… 14 października 2010 roku Ricky wykręcił rekord toru: 59,1 sekund. Do dziś nikt go nie poprawił, a warto pamiętać, że Ricky wrócił z drugiego świata, bo kiedy leżał w śpiączce w 2013 roku, niewielu dawało mu szanse, że przeżyje. Neil wierzył w to, że pewnego dnia Ricky przemówi i tak się stało. Wiarę w cudowne ozdrowienie Ashwortha podsycał Argentyńczyk, były żużlowiec Sheffield Tigers, Emiliano Sanchez…
Steady w nowej szacie
Praca na dwa etaty: w Sheffield i w Leicester. Pomoc ojcu w prowadzeniu rodzinnego biznesu, salonu samochodowego Hyundai. Koszmarna kontuzja odniesiona podczas treningu na Norfolk Arena w King’s Lynn w czerwcu 2013 roku. Złamana noga, potworny ból w kostce, długa rehabilitacja… I odważna decyzja, aby nawiązać współpracę z Adamem Cropleyem, specjalistą od przygotowania fizycznego. Ponadto treningi z byłym bokserskim mistrzem Wielkiej Brytanii w wadze lekkopółśredniej, Ryanem Rhodesem. Steady, który 25 kwietnia ukończył 32 lata powiedział zdmuchując świeczki z tortu: „myślałem, że mój statek z napisem Puchar Świata odpłynął w siną dal”.
Tymczasem katorżnicze obciążenia treningowe sprawiły, że Simon odzyskał dawną sprawność fizyczną. 9 marca 2014 roku podczas Ben Fund Bonanza rozegranego na torze w Leicester, Rosco nie wyszeptał choćby słowa o angażu Steada do kadry Wielkiej Brytanii. Tylko obserwował Simona i sporo rozmyślał… „Nie sparuję z Ryanem, bo walka skończyłaby się w pierwszej rundzie, ale wiem, że codzienne treningi umożliwiły mi powrót do dobrej formy. Zimą czułem się znakomicie. Bez Ryana Rhodesa nie byłoby wyniku na torze. Nie chodzi tylko o trening. Ryan rozsiewa pozytywne wibracje. Pozwala uwierzyć w sukces” – zaznacza Simon Stead.
Simon pochodzi z Sheffield, więc nic dziwnego, że na starych śmieciach odzyskał dawny wigor. 3 lipca Steady wspaniale poprowadził Tygrysów do zwycięstwa 52-38 nad Rye House Rockets. 12 oczek w 5 startach budzi szacunek. Ponadto świetny występ Ty Proctora (11 + bonus w 4 wyścigach), dobry występ mistrza Wielkiej Brytanii juniorów Josha Batesa (7+1) i kibice zaczęli wierzyć, że Tygrysy opuszczą ostatnie miejsce w tabeli. Dziś nikt już nie wraca pamięcią do bolesnej porażki ze Scunthorpe Scorpions (15 maja Tygrysy przegrały na własnym torze ze Skorpionami 41-49).
Screen dał mi drugie życie
Steady nie może wesprzeć Tygrysów w potyczce z Rebeliantami, bo pozostaje do dyspozycji menedżera kadry Wielkiej Brytanii, Aluna Rossitera do soboty 2 sierpnia. Simon, którego styl jest wręcz skrojony na obiekt Norfolk Arena nie zawiódł Rosco w King’s Lynn. 26 lipca Steady zdobył 10 oczek walnie przyczyniając się do awansu Brytyjczyków do finału Drużynowego Pucharu Świata. Pierwszy raz od 4 lat Wielka Brytania znalazła się w finale. Wspaniałe osiągnięcie Rosco i jego ekipy! Steady przygotowuje się w ciszy do finałowej batalii, a Joe Screen sięga po gościa: Richarda Lawsona, gwiazdę Redcar Bears. Optymizm Screena jest umiarkowany, wszak na Owlerton przyjeżdżają mistrzowie Premier League: Somerset Rebels.
Ziarenko pozytywnego myślenia wrzucił Ben Wilson. Nie jest utracjuszem, choć spadał już w skalną rozpadlinę. Cudem przeżył… „Screen dał mi drugie życie. Chcę wykorzystać szansę i pokazać, że potrafię jeździć na motocyklu. Bardzo przeżyłem śmierć dziadka i babci: Roya i Betty. Nie zapomniałem jak należy wejść w łuk na Owlerton. Uczyłem się speedwaya na tym torze. Wiem, że w Redcar nie byłem kozakiem, chciałem skończyć z żużlem, ale odzyskałem entuzjazm ścigając się dla Stoke Potters. Joe przyjechał na zawody National League, zobaczył mnie w akcji i zaproponował angaż w Sheffield” – cieszy się 28-letni Ben Wilson.
17 lipca Joe Screen zestawił parę: Stead-Wilson i był to dobry manewr taktyczny. Ben zdobył 6 punktów + 2 bonusy w 4 startach. Wilson został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu, a Tygrysy zainkasowały 3 duże punkty meczowe pokonując Diamenty z Newcastle. W niedzielę 20 lipca nie było już tak różowo. W wyjazdowym spotkaniu z Glasgow Tigers Ben wykręcił 3 oczka + bonus w 4 wyścigach, a Szkoci odnieśli wysokie zwycięstwo 55-40. Na swoim poziomie pojechali starzy wyjadaczy z klubu 30 lat minęło… Steady zdobył 15 oczek, a Compton 12.
Olly Allen wśród Rebeliantów
„Chcę wrócić do dawnej formy. Sheffield Tigers to miłość mojego życia. Gdy byłem brzdącem kibicowałem Tygrysom. Dziś mogę jeździć w mojej ukochanej drużynie. Joe zrozumiał, że po śmierci dziadka i babci musiałem zaczerpnąć świeżego powietrza, bo byłem zdruzgotany ich odejściem. Oni nauczyli mnie jak kochać sport. Podjąłem pracę u sponsora: Steel City Bearings i nauczyłem się szanować grosza. Jeśli będę robił w granicach 6-8 punktów na mecz, będę szczęśliwy” – prawi Ben Wilson.
Rocznik 1982 wraca do gry. Simon Stead w barwach Sheffield, a Oliver Allen w Somerset Rebels. W zimie powodzie zniszczyły wiele gospodarstw w okolicach Somerset, ale nie złamały ducha Rebeliantów. „W Premier League krąży opinia, że Somerset to fascynujący klub i nie ma w tym krzty przesady. To mały, kameralny klub, który nie porywa się z motyką na słońce, ale realnie spogląda na świat. Decyzja o podpisaniu kontraktu z Somerset Rebels to najlepsze posunięcie w mojej karierze” – wyznaje Brytyjczyk Oliver Allen, który 27 maja ukończył 32 lata. Allenowi nie doskwierają nawet dalekie dojazdy z rodzinnego Norwich.
Somerset to dobrze naoliwiona maszyna – takie stwierdzenie najczęściej słyszy się w boksie zajmowanym przez Olly Allena. „Nie mogę nachwalić się wolontariuszy, którzy z radością przychodzą sprzątać Oak Tree Arena. Uwielbiam przekazywać wiedzę młodzieży. Pracuję z Brady Kurtzem, Australijczykiem z Cowra, który we wrześniu ukończy 18 rok życia. To bardzo pojętny uczeń i zdolny chłopak” – mówi Olly, przyjaciel tragicznie zmarłego Łukasza Romanka.
Młodszy brat Olivera – Tommy zakończył starty na żużlu. Tata Olivera i Tommy’ego – Dave Allen przed laty ścigał się na szlace. Olly wygrał Conference League z Peterborough w 1997 roku, a ponadto zdobył mistrzostwo Elite League z Coventry Bees w 2007 roku.
Inżynieryjny biznes dziadka
W ubiegłym roku Allen reprezentował barwy Rye House Rockets i wygrał Premier League Riders Championship. „Świetnie czuję się w parze z Nickiem Morrisem, bo jesteśmy przeciwieństwami. A takie ponoć świetnie trybią… On wybiera inne ścieżki niż ja, inaczej siedzi na motocyklu, ale razem tworzymy zgrany duet. Ubolewam, że sędzia wykluczył Nicka z powtórki finału w Premier League Pairs, bo czułem, że mogliśmy pokonać duet Edinburgh Monarchs, ale cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Spróbujemy za rok” – mówi wicemistrz Premier League w jeździe parami, Olly Allen.
Przed laty Olly ścigał się w parze z Czechem Tomasem Topinką, ale finał par w Glasgow był koszmarnym doświadczeniem. Samo życie…
Dziadek Allena założył inżynieryjny biznes, maszyny schodzą z taśmy produkcyjnej, a że latka lecą, więc i Olly musiał zmierzyć się z nową rolą. Przejął stery po dziadku i ojcu. „Mam na głowie speedway, rodzinę i firmę. Musiałem ograniczyć starty w Polsce, choć jeździłem w tym pięknym kraju przez 9 sezonów. Jednak w poniedziałek rano firma musi grać na pełnych obrotach, a ja nie zawsze w poniedziałki docierałem na Wyspy, bo odwoływano loty albo kolacja przedłużała się zanadto… Dobrze bawiłem się przed rokiem w Rye House, ale tamtejszy tor nie bardzo odpowiadał mojemu stylowi jazdy, więc z radością przeniosłem się do Somerset. Dwójka małych synków wymaga czułem opieki ze strony mojej małżonki Jo, której jestem wdzięczny za poświęcenie. Joshua ma 3 lata, a Jack osiem miesięcy. Jeszcze nie wiem czy będą jeździć na żużlu… Miałem oferty z Elite League, ale wolę skoncentrować się na występach w Premier League, bo mierzymy w obronę tytułu, a coś mi mówi, że znajdziemy się w play-off” – twierdzi Allen.
Rebelianci zajmują czwarte miejsce w tabeli Premier League, a do fazy play-off awansuje sześć zespołów, więc Debbie Hancock i Garry May mogą spać spokojnie. Na własnym torze Rebelianci nie okazują rywalom miłosierdzia (vide wygrana nad Redcar Bears 68-24), ale na wyjazdach zdarzają się potknięcia. Porażki z Newcastle, Redcar, Scunthorpe i Plymouth nie przynoszą chluby mistrzom Premier League, ale Garry May, menedżer Somerset, nie rozdziera szat. „Cieszy mnie powrót do zdrowia Pontusa Aspgrena. Bałem się, że kontuzjowana ręka nie będzie się prawidłowo goić, a to zdolny i ambitny chłopak z Avesty, który chciał szybko wrócić na tor. Prosiłem go o cierpliwość, wysłuchał moich rad. Zdobył 9 oczek + 2 bonusy w 4 wyścigach przeciwko Newcastle Diamonds. Szwed jest dobrym duchem drużyny. Nie wyobrażam sobie dalszej części sezonu bez Pontusa” – mówi menedżer Garry May.
Jeśli starszy z braci Kurtz, Todd, była gwiazda Newport Wasps i Plymouth Devils, utrzyma dobrą dyspozycję w rezerwie Rebeliantów, można być pewnym, że mecz Tygrysów z mistrzami Premier League będzie niezapomnianym widowiskiem…
Komentarze