Kto by pomyślał, że faworytem meczu siatkarskiego między Kanadą a Kubą będą ci pierwsi. Ale tak właśnie było, to drużyna z Ameryki Północnej rozgrywa dobry turniej i z 5-cioma punktami była na czwartym miejscu w grupie F.

Kubańczycy, mimo że do drugiej fazy awansowali z zaledwie jednym punktem, walczyli z całych sił i wygrali pierwszego seta na przewagi (27:25). Kanadyjczycy jakby zdziwieni taką postawą rywali podkręcili tempo w drugiej partii i szybko go zdystansowali. Wynik 25:18 mówił sam za siebie.

Trzeci set znowu był wyrówanany. To była zresztą pewna reguła, jak była wyrównana walka, to wygrywali Kubańczycy - jak ktoś odskakiwał na kilka punktów, to byli to Kanadyjczycy. Tak więc tę partię wygrali podopieczni Rodolfo Sancheza. A w czwartej lepsi byli siatkarze z klonowym liściem na piersi. Wygrali pewnie i zdecydowanie - do 11!

A więc tie-break. Dla Kanady to był lekki zawód, bo jeden punkt już przeszedł koło nosa. Jednak do zgarnięcia ciągle były dwa, więc z dużym impetem zaczęli ostatniego seta. Mieli zdecydowaną przewagę, jednak w pewnym momencie utknęli w jednym ustawieniu i zrobiła się emocjonująca końcówka, w której więcej zimnej krwi zachowali Kanadyjczycy. Wygrali do 13 i cały mecz 3:2.