Brazylijczycy od pierwszych piłek zaczęli budować swoją przewagę. Po ataku Lucasa ze środka było juz 8:4. Bezpieczna zaliczka wynika ze słabego przyjęcia przeciwników, którzy nie potrafili grać poprawnie właśnie w tym elemencie. Różnica klas była aż nadto widoczna. Na drugiej przerwie technicznej (16:9) Brazylia miała ponad 60% skuteczności w ataku, a Chińczycy zaledwie... 27. na zagrywkę wszedł nierozgrzany Fonteles i od razu zaserwował asa. Canarinhos wygrali 25:14.


W pierwszym secie Brazylia zaserwowała aż 7 asów! Chińczycy nie radzili sobie z przyjęciem.W kolejnyj partii było już znacznie lepiej. W końcu rozgorzała walka. Ale tylko do stanu 10:10. Wtedy zadziałała zielono-żółta zagrywka oraz blok. Trzy, cztery punkty przewagi powinny wystarczyć, lecz wtedy przyszło rozprężenie. Po jednym z prostych błędów przewaga stopniała do jednego oczka. W końcówce wszystko było na styku. Po ataku Lucarellego Azjaci bronili dwóch piłek setowych. Jedną obronili, drugiej - nie.


Pod koniec tego seta urazu nabawił się Felipe Fonteles. Po jednej z prób ofiarnej interwencji uszkodził dłoń. Jak się okazało nie była to groźna kontuzja. Trzeci set był formalnością. Wallace, Lucarelli i Murilo bez kłopotów rozbijali Chińczyków, którzy nie byli w stanie przeciwstawić się faworytom. Przegrali do 18. Brazylijczycy pokazali siłę. Po raz kolejny na tych mistrzostwach.