Po wpadce Legii Warszawa w Gliwicach, Lech Poznań stał przed znakomitą szansę na zmniejszenie starty punktowej do mistrzów Polski. Rywalem był GKS Bełchatów, czyli drużyna, która w przypadku zwycięstwa miała szansę na fotel lidera T-Mobile Ekstraklasy! Był to pojedynek wagi ciężkiej.

W którym dominował Lech. Od początku to Kolejorz dyktował swoje warunki. Brakowało tylko bramek. Jednak do czasu. Po dośrodkowaniu Szymona Pawłowskiego świetnie w powietrzu zachował się Kasper Hamalainen, który głową skierował piłkę w stronę bramki bełchatowian. Arkadiusz Malarz zdołał ją odbić, ale zrobił to już zza linii bramkowej. Na nic zdały się protesty. Sędzia liniowy wytrzymał napięcie.

W drugiej połowie nastąpil pogrom beniaminka. Mimo że bramkarz dwoił się i troił, to i tak przepuścił cztery bramki. Na początku nawet sam wpakował piłkę do własnej bramki. Wszystko przez nieudane piąstkowanie.

Później wszystko poszło już gładko. Najpierw Hamalainen po dwójkowej akcji z Dariuszem Formellą, następnie Gergo Lovrencsics po podaniu Hamalainena, a całe show zakończył Darko Jevtić. Piąty strzał wylądował w siatce Malarza. Pogrom. Deklasacja. Wynik 5:0 to najmniejszy wymiar kary. GKS w dotychczasowych meczach stracił tylko cztery gole. Poznań zweryfikował siłę beniaminka.