Eliminacje mistrzostw Europy rozpoczęliście efektownym zwycięstwem nad Gibraltarem 7:0, a pan strzelił dwie bramki w tym meczu. Takie spotkanie dodaje pewności siebie?

 

Kamil Grosicki: To się okaże w najbliższych meczach z Niemcami i Szkocją. Oczywiście zdaję sobie sprawę, z klasy naszego ostatniego rywala. Jednak długo czekałem na zdobycie gola w reprezentacji, a to zawsze dobrze działa na psychikę piłkarza.

 

Czy dostrzega pan postępy, jakie zrobiła reprezentacja Polski pod wodzą Adama Nawałki, który prowadzi kadrę od roku?

 

Póki co wygraliśmy dopiero dwa mecze – z Litwą i Gibraltarem. Mecz z tym pierwszym rywalem był towarzyski, a wynik spotkania z Gibraltarem może nie być wymierny, bo to nie był wymagający przeciwnik. Jednak z pewnością lepiej gramy po odbiorze piłki. Potrafimy szybko przedostać się pod bramkę rywala i tam stworzyć zagrożenie. Potrzebujemy do tego zaledwie trzech podań, a na szpicy mamy Roberta Lewandowskiego, który od kilku lat jest w świetnej formie. Póki co nie błyszczał skutecznością w reprezentacji. Jednak eliminacje do Euro 2016 rozpoczął czterema golami i oby utrzymał taką skuteczność.

 

Panu natomiast pomogła przeprowadzka do Francji, gdzie z powodzeniem występuje w Stade Rennes.

 

To prawda, choć po meczu z Gibraltarem miałem problem z plecami. Z tego powodu nie grałem w trzech meczach, które mój zespół przegrał. W sobotę wróciłem do podstawowego składu i wygraliśmy (2:0 z RC Lens – PAP). Za występ w tym meczu zebrałem pozytywne opinie, choć mogło być jeszcze lepiej. Przy stanie 0:0 miałem dobrą okazję, ale trafiłem w poprzeczkę. Jednak potem miałem udział przy zdobyciu pierwszej bramki.

 

Dwa ostatnie mecze z reprezentacją Niemiec biało-czerwoni zremisowali (2:2 w Gdańsku trzy lata temu i 0:0 w Hamburgu w maju). W obu pan nie zagrał, ale teraz ma duże szanse na występ. Czy ponowny remis byłby sukcesem dla naszego zespołu?

 

Na majowe spotkanie w Hamburgu trener Nawałka chciał mnie powołać. Jednak to nie był oficjalny termin FIFA i klub nie wyraził zgody na mój wyjazd. Tamte dwa spotkania miały charakter towarzyski. Poza tym w maju oba zespoły nie zagrały w optymalnych składach. Teraz gramy o punkty i postaramy się zrobić niespodziankę. Wydaje mi się, że stać nas, aby odnieść to historyczne zwycięstwo. Bo kiedy, jak nie teraz? Z drugiej strony zdajemy sobie sprawę z kim gramy. Od pięciu, sześciu lat reprezentacja Niemiec jest w ścisłej światowej czołówce.

 

Fakt, że gracie z mistrzami świata przemawia do wyobraźni?

 

Oczywiście. Możliwość rywalizowania ze świeżo upieczonymi mistrzami globu to fajna sprawa. Jednak znam swoją wartość i wiem, że trener Nawałka na mnie liczy. Wierzę, że za tydzień może się o nas mówić w samych superlatywach. Swoje sukcesy odnosili piłkarze ręczni, a ostatnio siatkarze. Dlatego teraz czas na nas. Zwycięstwem w sobotnim spotkaniu możemy zrewanżować się kibicom za ostatnie wpadki. Wiem jaka jest "chemia” między Niemcami i Polską. Poza tym kiedyś dosyć kontrowersyjnie wypowiedziałem się o Niemcach i teraz mam dodatkowego „kopa” motywującego. Poza tym w tym spotkaniu mamy tylko wiele do zyskania, a Niemcy po prostu muszą z nami wygrać. Ciągle słyszę złośliwości, że dostaniemy "baty”. Ale przyjmuję to na klatę.

 

Kto zrobił na panu największe wrażenie w reprezentacji Niemiec podczas mundialu w Brazylii?

 

Na pewno zaimponowały mi zmiany, jakie były przeprowadzane. Największe wrażenie robił Andre Schuerrle, który wchodził z ławki rezerwowych i był kluczowym zawodnikiem na boisku. Poza tym imponowali gracze ze środka pola jak Sami Khedira i Bastian Schweinsteiger. Co prawda ta dwójka nie zagra z nami w sobotę. Jednak trener Joachim Loew na pewno ma godnych zastępców.

 

Oprócz tych dwóch graczy zabraknie również m.in. Marco Reusa, Mario Gomeza czy Benedikta Hoewedesa. To będzie miało znaczenie w sobotnim spotkaniu?

 

Według mnie żadnego, bo zmiennicy również prezentują bardzo wysoki poziom. Można to było zobaczyć w majowym spotkaniu towarzyskim w Hamburgu, gdzie nasi rywale wystąpili w ligowym składzie. Co prawda my także nie zagraliśmy w optymalnym zestawieniu. Jednak trener Loew ma bardzo szeroką kadrę do dyspozycji.

 

W jednym z wywiadów prezes PZPN Zbigniew Boniek powiedział, że życzyłby sobie zakończenia roku z 12 punktami na koncie w grupie D eliminacji do mistrzostw Europy (po Niemcach i Szkocji, biało-czerwoni zagrają na wyjeździe z Gruzją). Czy jest to możliwe?

 

Do każdego spotkania musimy podchodzić z myślą o zwycięstwie. Oczywiście, na jednym meczu świat się nie kończy i nawet w przypadku porażki w sobotnim spotkaniu, nic się nie stanie, bo utrzymamy szanse na awans do Euro. Jednak przystąpimy z wolą walki o zwycięstwo. Na Stadionie Narodowym będzie komplet publiczności i duża presja. Musimy jednak ją wytrzymać, bo ten mecz może być dla nas przełomowy. Takim spotkaniem była wygrana z Portugalią za czasów Leo Beenhakkera. Teraz zwycięstwo z Niemcami może sprawić, że uwierzymy we własne możliwości. Bo póki co nasze umiejętności nie mają przełożenia na wyniki.