Biało-czerwoni po raz dwunasty zmierzą się z najlepszą aktualnie drużyną świata. Dotychczasowe konfrontacje z mistrzami globu przyniosły trzy zwycięstwa, jeden remis i siedem porażek. Biorąc pod uwagę klasę rywali – bilans nie najgorszy. A więc jednak można ograć najlepszych! Statystyki nie mówią jednak wszystkiego. Wymienione sukcesy to znak czasów, w których polscy piłkarze mieli fantazję i możliwości rywalizowania ze światową czołówką.

 

Polska - Brazylia 1:0 (1974)

 

Brazylijczycy nie mieli już co prawda szans na obronę mistrzowskiego tytułu, jednak w chwili rozgrywania meczu o III miejsce MŚ 1974 wciąż formalnie byli mistrzami świata. Było to spotkanie dwóch zmęczonych turniejem drużyn. Obie ekipy miały zupełnie inną motywację. Dla Canarinhos zdobycie III miejsca i tak było porażką, dla Polaków - największym sukcesem w historii. O wyniku meczu przesądziła akcja z 76. minuty. Grzegorz Lato skierował piłkę do siatki obok wybiegającego bramkarza rywali po długim rajdzie przez pół boiska. Siódme trafienie w turnieju dało polskiemu napastnikowi koronę króla strzelców, a drużynie trzecie miejsce na świecie.

 

Jan Tomaszewski (bramkarz reprezentacji Polski):

 

Mecze z mistrzami świata to spotkania, których nie zapomina się do końca życia. Już na kilka dni przed "grało" się ten mecz w myślach, nawet podczas snu. Zastanawiałem się jak strzela  Rivelino, jak zagrają inni Brazylijczycy. Choć to nie była ta sama Brazylia co cztery lata wcześniej, fakt, że dobrze wypadliśmy na tle tych wybitnych zawodników, że ich pokonaliśmy na pewno został zauważony. Grając przeciwko mistrzom świata nie ma się nic do stracenia, ma się za to wiele do zyskania.

 

RFN - Polska 0:0 (1978)

 

Mecz otwarcia argentyńskiego mundialu obejrzało ponad miliard telewidzów na całym świecie i 78 tysięcy kibiców, którzy pojawili się na trybunach Estadio Monumental. Konfrontacja mistrzów świata - piłkarzy Republiki Federalnej Niemiec z trzecią drużyną poprzedniego mundialu - Polską miała być rewanżem za pamiętny "mecz na wodzie". Batalia o finał mistrzostw świata 1974, rozegrana w anormalnych warunkach, była widowiskiem pasjonującym, pełnym dramaturgii... Tego samego kibice oczekiwali po meczu inaugurującym finały MŚ 1978.

 

 

 

Zachowawcza gra obu drużyn rozczarowała fanów ofensywnego futbolu. Do dziś to spotkanie wywołuje wśród kibiców nad Wisłą wiele dyskusji. Polacy mogli wtedy z Niemcami wygrać. Selekcjoner Helmut Schön zabrał do Argentyny wyjątkowo przeciętną ekipę, która ugrzęzła w II fazie turnieju. Może szarże, do jakich przyzwyczaiła kibiców drużyna sprzed czterech lat wgniotłyby rywali w murawę? Z drugiej jednak strony, punkt zdobyty po brzydkiej grze wart był więcej, niż przegrana po pięknym widowisku na poprzednim mundialu. Był to przecież pierwszy mecz turnieju, a obie ekipy miały w perspektywie gry ze słabszymi rywalami.

 

Jacek Gmoch (selekcjoner reprezentacji Polski):

 

To było spotkanie ważne z wielu powodów: graliśmy z Niemcami, mistrzami świata i w meczu otwarcia mundialu. Wbrew pozorom nie był to jednak trudny mecz. Mieliśmy dużo czasu na rozpoznanie rywali. Byliśmy świetnie przygotowani pod względem organizacyjnym, logistycznym. Wysyłałem trenerów na wszystkie mecze towarzyskie, jakie piłkarze RFN grali na własnym terenie. Przeanalizowaliśmy grę każdego z zawodników szerokiej kadry.Stosowaliśmy analizę sieciową: chodziło o to, by znaleźć boiskowe powiązania między zawodnikami, które świadczyłyby o ich sile, bądź słabości. Helmut Schön krzyczał, że gramy antyfutbol, ale to dlatego, że oni nie mogli nic grać, tak ich rozpracowaliśmy.

 

Jan Tomaszewski (bramkarz reprezentacji Polski):

 

Graliśmy jako medaliści poprzednich mistrzostw świata, poza tym pamiętaliśmy o tym meczu we Frankfurcie, po którym pozostał niesmak. Zarówno my, jak i Niemcy zaprezentowaliśmy 80 procent swoich możliwości w defensywie i 20 procent w ataku. Wiedzieliśmy, że następne mecze z Tunezją i Meksykiem wygrają oba zespoły, dlatego na inaugurację nie chcieliśmy sobie zrobić krzywdy i graliśmy przede wszystkim na zero z tyłu. Niemcy grali podobnie zachowawczo, co w jakimś sensie dawało nam satysfakcję, bo pokazało, że nas doceniają.

 

Argentyna - Polska 1:2 (1981)

 

Podopieczni Antoniego Piechniczka jechali to Buenos Aires tuż po sukcesie w eliminacjach MŚ 1982. Bohaterem spotkania był bramkarz Józef Młynarczyk, który wystąpił ze złamanym palcem dłoni. Nie miał zmiennika, więc musiał zagrać i mimo kontuzji znacząco przyczynił się do sukcesu biało-czerwonych, którzy na gola Daniela Passarelli odpowiedzieli celnymi trafieniami Andrzeja Buncola i Zbigniewa Bońka z rzutu wolnego.

 

Antoni Piechniczek (selekcjoner reprezentacji Polski):

 

Była to pierwsza porażka Argentyńczyków na własnym boisku po zdobyciu mistrzostwa świata. Dlatego na trenera Césara Luisa Menottiego spadła po spotkaniu fala krytyki. Wygrana 2:1 po bardzo dobrym meczu dała nam olbrzymią satysfakcję. Radość była tym większa, że rozegraliśmy to spotkanie kilkanaście dni po wygranym 3:2 meczu z NRD, który dał nam awans do finałów mistrzostw świata.

 

Polska - Włochy 1:0 (1985)

 

W zimowych warunkach biało-czerwoni rozegrali bardzo dobre spotkanie, którego głównym bohaterem został Dariusz Dziekanowski. Gospodarze wygrali zasłużenie, przeważali (szczególnie w pierwszej połowie) i mieli więcej okazji do strzelenia gola. Włosi w drugiej części gry mogli wyrównać, ale trafili w poprzeczkę, a w kolejnych akcjach Polacy dwukrotnie wybili piłkę z linii bramkowej.

 

 

Antoni Piechniczek (selekcjoner reprezentacji Polski):

 

Był to mój pięćdziesiąty mecz w roli selekcjonera reprezentacji, również dlatego wspominam to zwycięstwo z ogromną satysfakcją. Stwierdziliśmy na odprawie przedmeczowej, że aby ograć Włochów, musimy ich po prostu zagonić, narzucić szybkie tempo gry. Według oceny grających we Włoszech Władka Żmudy i Zbyszka Bońka, byliśmy lepiej biegowo przygotowani od Włochów i kluczem do zwycięstwa miała być nasza duża aktywność. Udało się, wygraliśmy 1:0 po pięknej bramce Dariusza Dziekanowskiego. Był to dla nas ważny sprawdzian przed mistrzostwami świata.

 

Dariusz Dziekanowski (strzelec zwycięskiej bramki):

 

Mecz rozgrywaliśmy w listopadzie. W drużynie rywali wielu bohaterów mistrzostw świata z Hiszpanii, wiele słynnych nazwisk: Gaetano Scirea, Alessandro Altobelli... Prowadziliśmy z nimi otwartą grę i byliśmy o jedną bramkę lepsi. Wynik dał ogromną satysfakcję, nasze zwycięstwo nie było jednak wielkim zaskoczeniem: byliśmy przecież trzecią drużyną świata. Bramka padła na początku spotkania, w 6. minucie. Grałem jako prawy pomocnik, zszedłem do środka i uderzyłem z około dwudziestu metrów z lewej nogi pod poprzeczkę. Franco Tancredi nie miał w tej sytuacji żadnych szans.

 

Jak grać przeciwko mistrzom świata?

 

Jacek Gmoch:

 

Do spotkania z Niemcami trzeba świetnie przygotować drużynę, tu nie może być żadnego przypadku, czy typowej dla naszego charakteru improwizacji. Trzeba mieć dobrze przygotowany plan i konsekwentnie dążyć do jego realizacji. Czy stać nas na to? Myślę, że będzie trudno, ale konsekwencja w grze, umiejętność trzymania drużyny w ryzach może nam pomóc.

 

Antoni Piechniczek:

 

Kluczem jest dobra organizacja gry. Zawodnik, który ma piłkę powinien mieć przynajmniej dwie możliwości jej rozegrania. Jeżeli piłkarze będą się chować za plecy przeciwników, nie będą szukali gry, będą się bali brać na siebie odpowiedzialność, to wtedy jesteśmy skazani na niepowodzenie. Musimy przystąpić do tego meczu z nastawieniem, że gramy jak równy z równym, bez względu na to, że są to mistrzowie świata. Trzeba uwierzyć we własne możliwości, grać bez kompleksów.

 

Jan Tomaszewski:

 

Niemcy są nie tylko mistrzami świata, ale są również najlepszą drużyną świata. Myślę, że nie mieliśmy szczęścia podczas losowania terminarza. Pech polega na tym, że zaraz po tym spotkaniu gramy najważniejszy mecz roku. My ze Szkocją musimy wygrać, żeby myśleć o wyjściu z drugiego miejsca. Gdyby kolejność spotkań była odwrotna, gdybyśmy najpierw grali mecz ze Szkotami, a dopiero potem z Niemcami, przystępując do rywalizacji z mistrzami ten kluczowy mecz mielibyśmy już za sobą. Moglibyśmy zaryzykować. Co bym jednak naszym piłkarzom nie powiedział, to jestem przekonany, że i tak przeciwko Niemcom będą chcieli zaprezentować maksimum swoich umiejętności. Dlatego chciałbym, żeby w tym spotkaniu padł remis i żebyśmy osiągnęli go jak najmniejszym nakładem sił. Bo – powtarzam – dla nas najważniejsze jest to drugie spotkanie, w którym będziemy walczyć ze Szkocją.

 

Dariusz Dziekanowski:

 

Polscy piłkarze powinni dać z siebie maksimum swoich umiejętności. W tak ważnym meczu muszą sprzedać to, co najlepsze. Muszą zagrać maksymalnie skoncentrowani, nie mogą być przemotywowani. Trzeba wierzyć w osiągnięcie dobrego wyniku, nawet w zwycięstwo. Pamiętajmy, że Niemcy nie prezentują w chwili obecnej formy z finałów mistrzostw świata.

 

***

 

- Polacy rozegrali do tej pory 11 spotkań z aktualnymi mistrzami świata:

 

Brazylia 1:4 (1966), Brazylia 1:2 (1966), Brazylia 1:0 (1974), RFN 0:0 (1978), Argentyna 1:2 (1980), Argentyna 2:1 (1981), Włochy 0:2 (1984), Włochy 1:0 (1985), Brazylia 1:2 (1995), Brazylia 2:4 (1997), Francja 0:1 (2000).

Bilans tych konfrontacji to 3 zwycięstwa – 1 remis – 7 porażek; bramki 10-18.

 

- Brazylia była najczęstszym rywalem Polaków (x 5); najwięcej spotkań z mistrzami globu biało-czerwoni zagrali w Buenos Aires (na Estadio Monumental) – 3. Właśnie na obiekcie River Plate (1980, 1981) oraz na Stade de France (2000) Polacy zmierzyli się z mistrzami świata na arenie, na której zdobyli oni tytuł.

 

- Najwięcej widzów: 130 000 oglądało spotkanie z Brazylią (1:2) w 1966 roku na stadionie Maracanã w Rio de Janeiro, najmniej – około 20 000 widzów zameldowało się na meczu z Włochami (1:0) w 1985 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie.

 

- Jan Liberda to jedyny reprezentant Polski, który strzelił dwa gole (w dwóch meczach) mistrzom świata. Po jednym trafieniu w konfrontacjach z najlepszą drużyną globu mają: Grzegorz Lato, Włodzimierz Ciołek, Andrzej Buncol, Zbigniew Boniek, Dariusz Dziekanowski, Andrzej Juskowiak, Cezary Kucharski i Marek Citko.

 

- We wszystkich czterech spotkaniach, w których reprezentacja Polski wygrała, bądź zremisowała z mistrzami świata wystąpił Władysław Żmuda. Obrońca zagrał 90 minut w każdej z tych gier. Żmuda ma na koncie aż sześć spotkań przeciwko mistrzom świata (w tym dwa w roli kapitana) – najwięcej wśród biało-czerwonych.

 

- Antoni Piechniczek jako jedyny polski trener dwukrotnie ograł mistrzów świata, ma również na koncie najwięcej spotkań przeciwko najlepszej drużynie globu – 4. Jacek Gmoch jako jedyny rywalizował z mistrzami świata w roli piłkarza (1966) i trenera (1978). W sobotę dołączy do niego Adam Nawałka (1978 i 2014).

 

- Dariusz Wdowczyk jako jedyny z Polaków w meczu z mistrzami świata obejrzał czerwoną kartkę (1984), ponadto biało-czerwoni obejrzeli w tych grach 9 żółtych kartoników.

 

- Dwa spotkania reprezentacja Polski rozegrała w finałach mistrzostw świata: z Brazylią w 1974 roku i z Niemcami cztery lata później; pozostałe konfrontacje to mecze towarzyskie.

 

- W 1966 roku biało-czerwoni zagrali z mistrzami świata Brazylijczykami dwukrotnie w przeciągu trzech dni (5 czerwca w Belo Horizonte, 8 czerwca w Rio de Janeiro). Niespełna miesiąc później (5 lipca) Polacy zmierzyli się w Chorzowie z Anglikami, którzy kilka tygodni po tym meczu zdobyli Złotą Nike.

 

- Tylko jeden raz Polacy zmierzyli się z mistrzami świata na własnym boisku, gdy 16 listopada 1985 roku zagrali w Chorzowie z Włochami. Nie oznacza to jednak, że na mistrzów świata czekamy w Polsce już blisko 29 lat. Podczas finałów Euro 2012 trzy spotkania grupowe (Włochy 1:1, Irlandia 4:0, Chorwacja 1:0) na PGE Arena w Gdańsku rozegrali ówcześni mistrzowie globu Hiszpanie.