Atak serca, kadra U-20 i wiadomość od Polanskiego. Kulisy meczu z Niemcami

Z kim po latach spotkał się Joachim Loew? Kto poprawnie wytypował wynik spotkania z Niemcami? Jak na bramkę zareagował Adam Nawałka? I dlaczego Robert Lewandowski po meczu nie mógł dołączyć do kolegów? Zobacz na Polsatsport.pl kulisy zwycięskiego meczu z Niemcami!
Na dwie godziny przed meczem z Niemcami organizatorzy sobotniego spotkania zdecydowali się otworzyć dach. – Niech niebiosa patrzą i pomagają – żartowali nie mając pojęcia, jak prorocze słowa wypowiadają. Niepoparta logicznymi argumentami atmosfera śmiałości panowała na Narodowym od rana. Coś przeczuwali także polscy reprezentanci, którzy już po przyjeździe na stadion przekonywali, że będzie dobrze. Biało-czerwoni byli szalenie skupieni – żaden z nich nie kwapił się do przedmeczowej rozmowy z telewizją. Jedni z słuchawkami na uszach, inni z pochylonymi nisko głowami krążyli między szatnią i murawą unikając wzroku kibiców i dziennikarzy. Robert Lewandowski poszedł nawet dalej i postanowił nie pojawiać się na płycie boiska aż do rozpoczęcia meczu.
Choć w Warszawie mieliśmy obserwować piłkarski bój przez chwilę atmosfera zrobiła się… rodzinna. Na Narodowym spotkali się byli i obecni klubowi koledzy. Lewandowski mógł podyskutować z zawodnikami Bayernu Monachium: Neuerem, Boatengiem, Mueller czy Götze, a także ze znajomymi z Dortmundu: Erikiem Durmem, Matsem Hummelsem i Romanem Weidenfellerem. Ze wspomnianą trójką długo rozmawiał także Łukasz Piszczek. Wojciech Szczęsny i Łukasz Fabiański wymienili opinie z Lukasem Podolskim, a Arkadiusz Milik z Karimem Bellarabim.
W kuluarach doszło do jeszcze jednego wyjątkowego spotkania – Radosława Gilewicza i Joachima Loewa, którzy znają się jeszcze z czasów wspólnej pracy w VfB Stuttgart. – Ostatni raz widzieliśmy się na Euro 2012. Teraz udało się porozmawiać kilka minut prywatnie i kilka na wizji. Jogi się nie zmienia. To wciąż ten sam sympatyczny facet – mówił Gilewicz, który w sobotę wcielił się w rolę reportera Polsat Sport. – Niemcy mają żelazne zasady. Namawiałem Joachima na wywiad przed pierwszym gwizdkiem, ale powiedział, że nigdy tego nie robi – tłumaczył były reprezentant Polski.
Nagroda za wygraną z Włochami
W sobotę Stadion Narodowy przeżywał istne prawdziwe oblężenie i to nie tylko kibiców. Na trybunie prasowej zasiadło blisko ćwierć tysiąca żurnalistów z Polski i Niemiec, ale także… Szkocji. Tak licznej rzeszy piłkarskich reporterów stadion nie widział przynajmniej od czasów półfinału mistrzostw Europy w 2012 roku. Po proteście Niemców, którzy kilka dni przed meczem zgłosili do UEFA zbyt małą liczbę miejsc przeznaczonych dla dziennikarzy znad Renu, trybuna prasowa została powiększona o kilkanaście pulpitów. Sprawiło to, że na stadionie pojawiło się blisko stu niemieckich korespondentów. Mimo to PZPN i tak zmuszony był do odrzucenia kolejnych trzystu wniosków akredytacyjnych. – Nie było szans zmieścić wszystkich. Zainteresowanie było ogromne – tłumaczył rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski.
Na trybunach nie zabrakło także polityków (Grzegorz Schetyna, Jerzy Buzek, Janusz Piechociński) czy celebrytów (Natalia Siwiec), ale przede wszystkim byłych i obecnych reprezentantów Polski. Lista jest wyjątkowo długa: Artur Wichniarek, Jacek Krzynówek, Adam Matysek, Jerzy Dudek, Andrzej Buncol, Antoni Szymanowski, Marek Dziuba czy Roman Wójcicki. Zjawił się także siatkarski mistrz świata Andrzej Wrona i jego trener Stéphane Antiga, a także mistrz federacji KSW Michał Materla.
Mecz z wysokości trybuny VIP oglądali także reprezentanci Polski U-20. Wszyscy z biało-czerwonymi szalikami na szyjach dopingowali piłkarzy Adama Nawałki momentami denerwując się nie mniej, niż starsi koledzy na murawie. – Po zwycięstwie z Włochami w Lublinie do szatni przyszedł prezes Boniek. Nasz kapitan Tomasz Kędziora zapytał, czy nie da rady załatwić biletów na mecz z Niemcami. Prezes obiecał, że spróbuje. No i udało się! – opowiadał w trakcie meczu uśmiechnięty od ucha do ucha Piotr Zieliński, który w pierwszej reprezentacji zdążył zagrać siedem meczów. Zwycięstwo nad bliską sercu prezesa Bońka Italią okazało się wystarczającym argumentem, aby zaprosić młodych kadrowiczów na pojedynek z mistrzami świata. – To była świetna lekcja futbolu. W niedzielę lecimy do Szwajcarii, tam zagramy kolejny mecz w ramach Turnieju Czterech Narodów. Obyśmy zaprezentowali się nie gorzej, niż Polacy na Narodowym – mówił piłkarz wypożyczony miesiąc temu z Udinese do Empoli.
Atak serca
W trakcie pierwszej połowy na ławce rezerwowych biało-czerwonych panował spokój. Piłkarze w trójkach rozgrzewali się za bramką Manuela Neuera przygotowując się na ewentualne zmiany. Rezon zachowywał także Adam Nawałka, choć od czasu do czasu zrywał się na równe nogi, aby w swoim energetycznym stylu podpowiedzieć piłkarzom. Ci próbowali realizować taktyczne założenia selekcjonera i – choć momentami wydawało się, że bramka dla Niemców to kwestia czasu – szczęśliwie zakończyli pierwszą połowę bezbramkowym remisem. – W przerwie powiedzieliśmy sobie, że musimy grać tak samo i czekać na swoją okazję – zdradził już po meczu Łukasz Piszczek.
W drugich czterdziestu pięciu minutach było znacznie bardziej nerwowo, szczególnie, że od 51 min. prowadziliśmy po trafieniu Arkadiusza Milika! Polska ławka rezerwowych eksplodowała jednak dopiero po drugim trafieniu. Szalał rzecznik prasowy PZPN Jakub Kwiatkowski, który jeszcze przed meczem trafienie wytypował wynik spotkania! – Atak serca, atak serca – krzyczał, a wszyscy wokół niego skakali do góry i ściskali się. Ostatnie minuty spotkania polscy kibice oglądali na stojąco. Podobnie sztab szkoleniowy i dziennikarze. Adam Nawałka próbował trzymać nerwy na wodzy, ale emocje udzieliły się także jemu. Selekcjoner nie mógł powstrzymać uśmiechu. Stadion Narodowy na kilka minut był najszczęśliwszym miejsce na całym piłkarskim świecie!
Niepocieszoną minę miał tylko Jakub Błaszczykowski, który siedział bezpośrednio za ławką rezerwowych polskiej reprezentacji. Kubie trudno się dziwić, bo gdyby nie kontuzja, to w tym historycznym meczu byłby przecież na murawie z kapitańską opaską na ramieniu. Mimo kwaśnej miny gwiazdor Borussii Dortmund pofatygował się do polskiej szatni, gdzie gratulował swoim kolegom.
SMS od Polanskiego
Kilka minut po ostatnim gwizdku portugalskiego sędziego do szatni Polaków przyszedł także prezes Zbigniew Boniek. Najpierw uniósł ręce w geście triumfu, a później dziękował naszym piłkarzom. – Przed meczem Polanski wysłał mi wiadomość, że trzyma za nas kciuki. Dziś wszystkie tematy z przeszłości nie mają znaczenia. Wygraliśmy i to najważniejsze – cieszył się Boniek, który dodawał jednocześnie, że selekcjoner Adam Nawałka przed medialnymi atakami obronił się w najkorzystniejszym dla niego miejscu – na murawie. Zakłopotanie działaczy PZPN budził tylko incydent z ostatnich minut spotkaniach. Na murawę wbiegli dwaj kibice, co najpewniej skończy się dla naszej federacji karami.
Największym pechowcem okazał się jednak… Robert Lewandowski. Piłkarz Bayernu Monachium został wytypowany na kontrolę antydopingową, a odwodnienie i stres sprawiły, że Lewy jako ostatni opuszczał okolice szatni. Przedłużająca się kontrola sprawiła, że wszyscy reprezentanci zdążyli udzielić pomeczowych wywiadów i udać się do autokaru. Tam zawodników czekało krótkie świętowanie, bo po powrocie do hotelu przyszedł czas na zasłużony sen. Od niedzieli rozpoczyna się kolejna misja. Tym razem o kryptonimie: „Szkocja”.
Komentarze