Przegrali pomimo tego, że wszystko było pod kontrolą - pisze w niedzielę "Frankfurter Allgemeine Zeitung", zwracając uwagę na liczne zmarnowane szanse oraz na błąd, który miał poważne następstwa.

 

(Na świecie) nie ma zbyt wielu stadionów tak pięknych jak ten w Warszawie. Dla Niemców miejsce to związane było jednak raczej z przykrymi wspomnieniami. To tutaj drużyna Joachima Loewa podczas mistrzostw Europy 2012 przegrała pojedynek półfinałowy z Włochami. Aby sobie przypomnieć, jak smakuje porażka w meczu kwalifikacyjnym, reprezentacja musiała znów przyjechać do Warszawy - czytamy w relacji z sobotniego meczu.

 

- Przegrana złości, ponieważ nie musiało do niej dojść - pisze "FAZ". W przegranym 0:2 meczu przeciwko Polsce mistrzowie świata - także w zdziesiątkowanym składzie - byli drużyną lepszą, pozbawili się jednak sami sukcesu, nie wykorzystując szans bramkowych i popełniając poważny błąd w defensywie. Przy pierwszej bramce (obrońcy) Boatengowi i bramkarzowi Neuerowi "zabrakło koniecznej orientacji".

 

Niemiecka drużyna będzie teraz w eliminacjach ME ścigała Polaków, "co jest zadaniem, do którego Niemcy nie przywykli", lecz nie powinno to nadmiernie niepokoić. Poziom zaprezentowany przez drużynę jest "ogólnie w porządku", a rozkład eliminacji komfortowy. We wtorek przeciwko Irlandii trzeba będzie zdobyć komplet punktów. W przeciwnym razie "trudny październik", o którym mówił Oliver Bierhoff, stanie się "gorącą jesienią" - ostrzega "FAZ".

 

28 strzałów, zero bramek, zaledwie czwarte miejsce w grupie eliminacyjnej: mistrz świata zaliczył w meczu z Polską historyczną porażkę i szuka wytłumaczenia - pisze "Sueddeutsche Zeitung" w wydaniu internetowym.

 

Niemcy pokazali, szczególnie w ostatnich 20 minutach przed przerwą, szybką, finezyjną i ofensywną piłkę - ocenia autor materiału. Nawet po zdobyciu przez Polskę bramki były szanse na odwrócenie złej passy. Na przeszkodzie stawał jednak albo bramkarz Szczęsny albo poprzeczka.

 

"SZ" zwraca uwagę na historyczny gest przed rozpoczęciem meczu. Gdy o 20.40 zaczęto grać niemiecki hymn, rozległy się początkowo gwizdy. Polacy, którzy nie gwizdali, zaczęli wtedy spontanicznie klaskać. W pewnym momencie klaskał już cały stadion, a gwizdy ucichły. "To była demonstracja szacunku i przyjaźni z sąsiadem w mieście, które 70 lat temu przez przedstawicieli tego hymnu zostało zrównane z ziemią" - czytamy w "SZ".

 

"Der Spiegel" opisuje radość Polaków ze zwycięstwa, w tym niekończące się śpiewy "biało-czerwoni". Jego zdaniem przebieg gry nie wskazywał na takie zakończenie pojedynku. Reprezentacja Niemiec oddała 28 strzałów na bramkę przeciwnika, stwarzając co najmniej tuzin niebezpiecznych sytuacji podbramkowych. Polacy ograniczyli się do czekania na kontrę i do szukania szczęścia w stałych elementach gry - pisze niemiecki tygodnik.

 

- Polska pobiła mistrza świata - konstatuje "Der Tagesspiegel". Ukazująca się w Berlinie gazeta chwali polską obronę za zorganizowaną i uporządkowaną grę. "Plan Polaków przewidywał szybkie kontry po odebraniu Niemcom piłki; drużyna niemiecka była jednak dobrze przygotowana do tej taktyki" - ocenia autor materiału. Jak podkreśla, Niemcy pogubili się pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy.

 

Po dośrodkowaniu grającego w Dortmundzie Łukasza Piszczka Arkadiusz Milik z Ajaksu Amsterdam znalazł się, zupełnie niekryty, pięć metrów przed bramką. Interwencja Manuela Neuera była spóźniona. Faworyt przegrywał 0:1. "Stadion wrzał - widzowie ryczeli i gwizdali - pojedynek stał się dla mistrzów świata prawdziwym wyzwaniem" - relacjonuje "Der Tagesspiegel".