Trenerzy na Półwyspie Iberyjskim są po prostu zazdrośni – przecież „Zizou” nie ma nawet odpowiedniej licencji. Z drugiej strony, nawet jego największy wróg, Marco Materazzi, uważa, że Francuz nie potrzebuje dyplomu, by być świetnym szkoleniowcem. Ta wypowiedź świadczy o poparciu całej reszty świata.

Kwestia licencji wywołała ostatnio nad Sekwaną mnóstwo emocji. Sprawą zainteresował się nawet prestiżowy L'Equipe, który problemowi poświęcił całą pierwszą kolumnę. „Pozwólmy mu pracować!” - głosił tytuł gazety. Zidane'a wsparła też FFF. Dzięki odpowiednim zabiegom, hiszpański trybunał arbitrażowy (podlegający Ministerstwu Sportu) zawiesił decyzję związku – Francuz nadal może siedzieć na ławce rezerwowych.

Jednak w sobotę na tej ławce właściwie nie siedział. Przez cały mecz żywiołowo wspierał swoich podopiecznych z Castilli, którzy podejmowali Rayo Vallecano. Na pewno nie obeszło się bez ostrych reprymend – do przerwy przegrywali 0:1. Ale w szatni wydarzył się chyba jakiś cud, bo po 90 minutach było... 4:1! To już ich czwarte zwycięstwo w pięciu ostatnich meczach (jeden remis). Na razie zajmują 6. miejsce w tabeli, a do play-offów Segudna Division brakuje im zaledwie punktu.

Wracając do przepisów – FFF twierdzi, że Zidane może pracować w pełni legalnie. Przed nim już tylko ostatni rok w szkole trenerów, rok do dyplomu, a przecież na takiej samej zasadzie z Bastią pracuje Claude Makelele czy Willy Sagnol z Bordeaux. Także wcale nie mówimy tu o żadnej uldze – takie przepisy obowiązują we Francji.

Zidane powiedział jasno: - Mogłem poświęcić na to trzy miesiące i zdobyć dyplom w Hiszpanii, ale już trzeci rok studiuję w FFF. Co mnie zmotywowało? Jestem Francuzem. Francja dała mi solidne „wykształcenie” piłkarskie i wierzyłem, że da mi równie solidne wykształcenie trenerskie. Absolutnie nie widzę tu zaniedbania z mojej strony – zawsze próbowałem robić wszystko zgodnie z przepisami. Tak było i tym razem.

Gwoli ścisłości: to wcale nie federacja hiszpańska, ani nawet ci zazdrośni trenerzy – największy problem z trenerem Zidanem miał człowiek zarządzający prywatnymi hiszpańskimi szkołami. Czyżby jakaś zawiść, że „Zizou” nie skorzystał z jego oferty? Jednak wszystko w najbliższych dniach powinno się wyjaśnić i Francuz znów będzie mógł spokojnie pracować w swoim ukochanym klubie. A dyplom, tak ceniony DEPF, otrzyma już w maju 2015 roku.