Potrzeba matką wynalazku. Jednak nie w przypadku Legii, bo wariant z ustawieniem 26-letniego Portugalczyka Orlando Sa na pozycji nr 10 w meczu z Ruchem Chorzów (2:1) trener Henning Berg zastosował z premedytacją. Taktyka wypaliła, do tego stopnia, że szkoleniowiec powinien mieć dylemat, co zrobić z tak sprawdzającym się w roli reżysera Portugalczykiem. Bo to, że się sprawdził, jest oczywistością.

 

Pierwsza połowa była najlepszą, jaką Sa rozegrał od czasu przyjścia do Legii. Pomińmy to, że wszędzie było go pełno - w końcu nie zawsze przekłada się to na wartość, jaką piłkarz wnosi do zespołu. Sa był wszędzie i czego się nie dotknął, zamieniał w złoto, co napisałem na Twitterze zaraz po strzelonym przez niego golu z karnego (nota bene Portugalczyk zaliczył kluczowe podanie do faulowanego później Mateusza Szwocha).

 

Sa wykazał wielki zmysł, inteligentnie dostosował się do potrzeb drużyny, a zadania nie miał łatwego, bo ustawiony jako wysunięty Arkadiusz Piech właściwie nie był żadnym wsparciem dla drużyny (pisze o tym Bożydar Iwanow w podsumowaniu ligowej kolejki TUTAJ). Portugalczyk pełnił więc rolę kogoś pomiędzy nr 10 a 9. Jakby tego było mało, udanie wracał do defensywy aż pięć razy odbierając rywalowi piłkę (patrz statystyki przygotowane przez Ekstrastats.pl). Mądrością Sa było też pozostawanie w głębi pola, kiedy w akcje angażował się np. Szwoch. We wspomnianej pierwszej połowie Sa praktycznie nie popełnił żadnego błędu, bo za taki trudno nazwać gorszy nieco wybór przy podaniu w 26 min.

 

W drugiej połowie, kiedy na boisko wszedł Marek Saganowski, Portugalczyk został wyraźnie odciążony i podzielił się rolami z najbardziej doświadczonym legionistą. Wejście kolejnego kreatywnego zawodnika Ondreja Dudy może nieco umniejszyło rolę Sa w końcówce spotkania, ale było tym samym dowodem na to, jak wielki komfort ma trener Berg przy nominowaniu głównego, bądź głównych rozgrywających (przy grze bez napastnika) na kolejne spotkania.

 

Pomijając oczywisty wybór kontuzjowanego teraz Miroslava Radovicia, rolę tę może pełnić i Duda, i Sa (jak na ironię po dobrych meczach dotychczas głównie wędrował do rezerwy), i grający ostatnio na lewej obronie Helio Pinto, czy nawet Szwoch, który zapewne dostanie coraz więcej szans. Szkoda tylko, że poza ostatnim żaden nie jest Polakiem – trener Adam Nawałka nie miałby wówczas żadnego dylematu, komu powierzyć w reprezentacji tę odpowiedzialną rolę.