Radwańska w oficjalnych startach w cyklu WTA zmierzyła się z Hingis tylko raz. W 2007 roku w Miami pokonała Szwajcarkę słowackiego pochodzenia w trzech setach. We wtorek okazała się lepsza od pięciokrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych w singlu. W mikście - w parze z Cypryjczykiem Marcosem Baghdatisem - przegrała jednak z nią i Rosjaninem Michaiłem Jużnym 5:6. W grze pojedynczej mężczyzn Baghdatis wygrał z Jużnym 6:5, co zapewniło triumf ekipie z Pune.

 

W kolejnym spotkaniu, w czwartek, Radwańska będzie miała okazję zagrać z Amerykanką Venus Williams, liderką drużyny Bangalore Raptors.

 

Rywalizacja w premierowej odsłonie CTL potrwa do 26 listopada. Rozgrywki te to nowy projekt Vijaya Amritraja. Słynny przed laty tenisista postanowił ściągnąć do ojczyzny znanych przedstawicieli tej dyscypliny.

 

W hinduskiej imprezie bierze udział 24 zawodników podzielonych na sześć czteroosobowych zespołów, które będą reprezentować poszczególne miasta z Indii. W jednej grupie znajdą się trzy ekipy, które rywalizować będą systemem "każdy z każdym". W finale spotkają się najlepsi pod względem liczby zwycięstw przedstawiciele obu grup.

 

W każdej z drużyn znajdzie się: legenda tenisa, zagraniczni singlista i singlistka oraz hinduski zawodnik. Radwańska trafiła do grupy z Pune; towarzyszyć jej będą słynny przed laty Australijczyk Pat Cash, Baghdatis oraz reprezentant gospodarzy Saketh Myneni.

 

Na liście uczestników są też m.in. Hiszpanie Tommy Robredo, Garbine Muguruzą Blanco i Juan Carlos Ferrero, Serbka Jelena Jankovic, Francuzka Alize Cornet, Kevin Anderson z RPA i Brytyjczyk Greg Rusedski. Pierwotnie na udział w rozgrywkach przystał też David Ferrer, ale wycofał się z powodu problemów zdrowotnych. Hiszpana zastąpił słynny deblista z Indii Leander Paes.

 

Jak podają media, uczestnicy hinduskich rozgrywek mogą liczyć na sowite wynagrodzenie.

 

W CTL obowiązuje kilka zasad odmiennych od normalnej rywalizacji. Przykładowo, tie-break rozgrywany jest tu przy stanie 5:5 (a nie 6:6) i zwycięża w nim ten, kto zdobędzie dziewięć punktów (a nie siedem). By wygrać gema zaś, wystarczy zdobyć tylko o jeden punkt więcej od rywala (a nie dwa).