PAP: Dlaczego zdecydował się pan kandydować na stanowisko prezesa PZKosz.?

 

Przemysław Sęczkowski: Propozycja padła ze strony Pomorskiego Związku Koszykówki. Po szczerej rozmowie z prezesem Krzysztofem Bielakiem zgodziłem się kandydować. Od kilku lat doświadczenie biznesowe wykorzystuję w pracy w gdyńskim klubie. Nie ukrywam, że koszykówka +wciągnęła+ mnie i stała się jedną z pasji. Asseco Gdynia osiągnęło wiele sukcesów biznesowych, marketingowych oraz sportowych zarówno w Polsce, jak i na europejskich parkietach. Zauważam, po wielu rozmowach z przedstawicielami klubów i związków okręgowych, a także na podstawie własnych doświadczeń, potrzebę położenia większego akcentu na biznesową stronę działań w koszykówce.

 

PAP: W pana ocenie, co było dobre, a co nie udało się w minionej kadencji władz związku?

 

P.S.: Moim celem nie jest krytyka obecnej władzy. Nie chodzi o rozliczanie. Tylko ten, który nic nie robi, nie popełnia błędów. Zawsze jednak można coś zrobić lepiej, bardziej optymalnie. Moim nadrzędnym celem jest łączyć, a nie dzielić i dlatego w swojej pracy chciałbym wykorzystać niewątpliwy potencjał, pasję i zaangażowanie osób obecnie pracujących w PZKosz.

 

PAP: Jaki ma pan pomysł na promocję i popularyzację dyscypliny? Co zrobić, by koszykówka zbliżyła się do popularności siatkówki, którą przecież w końcówce lat 90. XX wieku wyprzedzała?

 

P.S.: Musimy zacząć od podstaw, czyli od profesjonalnego systemu szkolenia młodzieży. Nie możemy też zapomnieć o odpowiedniej strategii marketingowej promującej naszą dyscyplinę konsekwentnie i razem z komercyjnym partnerem. Potrzebujemy dobrej umowy z telewizją, która pokaże rywalizację w ekstraklasie w porach wysokiej oglądalności, jak się to dzieje w przypadku siatkówki. Ważna jest również sama jakość przekazu. Mecz powinien być przedstawiany jako wydarzenie sportowe i mieć odpowiednią oprawę, która pozwoli +sprzedać+ go jako świetne widowisko. Tylko takie podejście spowoduje przyciągnięcie rzeszy kibiców do hal oraz przed ekrany telewizorów.

 

PAP: Co jest dla pana priorytetem - szkolenie młodzieży i masowość czy jednak zawodowe kluby?

 

P.S.: Potraktujmy koszykówkę jako pewnego rodzaju ekosystem, w którym każdy z tych trzech czynników ma do spełnienia bardzo ważną rolę. Na szczycie piramidy jest reprezentacja, jednak nie może ona istnieć bez stałego dopływu świetnie wyszkolonych od podstaw graczy, którzy na co dzień nabierają doświadczenia grając w profesjonalnych klubach, a nie siedząc na ławkach rezerwowych. Wszystko to jednak musi mieć masowego odbiorcę. Jestem przekonany, że koszykówka ma ogromny potencjał. Mamy w naszym kraju setki tysięcy osób grających amatorsko w basket. Problem w tym, że wielu z nich ogląda tylko NBA. Musimy przyciągnąć ich atrakcyjnym produktem do polskiej reprezentacji i ekstraklasy.

 

PAP: Finanse to dziś podstawa działalności w sporcie. Jaki ma pan pomysł na pozyskiwanie pieniędzy dla koszykówki?

 

P.S.: Koszykówce potrzebne jest biznesowe podejście, żeby przyciągnąć potencjalnych sponsorów. Nie da się tego zrobić bez atrakcyjnego produktu. Musimy najpierw go stworzyć, a następnie systematycznie rozwijać. Wierzę, że z potencjałem naszej dyscypliny potrafię taki produkt zbudować.

 

Rozmawiała: Olga Miriam Przybyłowicz