Polska Agencja Prasowa: Jest pan zadowolony z przebiegu okresu przygotowawczego?

 

Janusz Krężelok: Generalnie przygotowania przebiegły bez większych zakłóceń. Poza problemami zdrowotnymi Pauliny Maciuszek i Kornelii Kubińskiej praktycznie nie pojawiły się żadne nowe kontuzje. Myślę, że każdy solidnie trenował w tym okresie.

 

PAP: W miniony weekend pana podopieczni rywalizowali w zawodach FIS w szwedzkiej Bruksvallarnie. Satysfakcjonuje pana, jak się tam zaprezentowali?

 

J.K.: Generalnie tak. To było bardzo cenne doświadczenie. Zawodnicy wyciągnęli z tych startów wnioski. Każdy wie, co musi jeszcze poprawić, aby podnieść swój poziom. Sezon zaczynamy z optymizmem, ale oczywiście pierwszy start w Kuusamo wiele rzeczy zweryfikuje.

 

PAP: Drugie miejsce w sprincie zajął w niedzielę Maciej Staręga. Wyprzedził m.in. wicemistrza olimpijskiego Szweda Teodora Petersona. To pana zdaniem dobry prognostyk przed rywalizacją w PŚ?

 

J.K.: Trudno przewidzieć na podstawie tych jednych zawodów, jakie to będzie miało przełożenie na cały sezon. Sprinty dodatkowo rządzą się swoimi prawami. To konkurencja nieco loteryjna. Można być bardzo dobrze przygotowanym, a jakieś potknięcie czy zahaczenie kijkiem może pozbawić szans na sukces. Na pewno ten start pokazał, że Maciek solidnie trenował w okresie przygotowawczym i widać, że jest w dobrej dyspozycji. W sobotę może jednak być już trochę inaczej, bo forma nie jest jeszcze stabilna. Jej szczyt ma oczywiście przyjść na mistrzostwa świata w Falun. Drugie miejsce w Bruksvallarnie powinno też pomóc Maćkowi uwierzyć w siebie, bo z zawodnikami ze światowej czołówki walczył jak równy z równym. Swoją drogą już w poprzednim sezonie kilkoma startami udowodnił, że stać go na dobry wynik.

 

PAP: Czy Staręga ma wyznaczony jakiś cel na ten sezon?

 

J.K.: Oczywiście, że mamy cele, zarówno krótko jak i długoterminowe. W mistrzostwach świata w Falun celem jest lokata w pierwszej 15. Trzeba jednak pamiętać, że zdarzają się różne sytuacje losowe. Wystarczy wspomnieć igrzyska olimpijskie w Soczi, gdzie w biegu eliminacyjnym miał wywrotkę i całe przygotowania do głównej imprezy przestały mieć znaczenie, poszły na marne.

 

PAP: Pan jako zawodnik największe sukcesy odnosił w sprintach mniej więcej 10 lat temu. Czy od tamtej pory rywalizacja w tej konkurencji się zmieniła?

 

J.K.: Na pewno można zaobserwować u zawodników większą specjalizację. Wówczas praktycznie każdy startował we wszystkich konkurencjach - zarówno w biegach długich, jak i sprintach. Teraz nie brakuje biegaczy, którzy wyłącznie trenują pod sprinty. Co więcej, niejednokrotnie zdarzają się specjaliści jedynie od konkretnego stylu i tylko na nim się skupiają.

 

PAP: A jakie oczekiwania ma pan wobec kobiet?

 

J.K.: W zawodach Pucharu Świata dziewczyny na pewno stać na wyniki w okolicach 30. miejsca. Priorytetem dla nich będą zmagania sztafetowe w mistrzostwach świata, ale oczywiście dobrze byłoby, żeby wcześniej zdobywały punkty w PŚ. Paulina i Kornelia są już doświadczonymi zawodniczkami. To generalnie zaleta, ale niestety wiążą się też z tym przewlekłe kłopoty zdrowotne. Problemem bywa zwiększanie u nich obciążeń treningowych, aby nie spowodować kontuzji.

 

Rozmawiał Wojciech Kruk-Pielesiak