Bałachniczew podkreślił w rozmowie z agencją ITAR-TASS, że ustąpił ze stanowiska w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Federacji Lekkoatletycznych dobrowolnie. Zamierza jednak na nie wrócić po zakończeniu dochodzenia w sprawie skandalu dopingowego. Zaznaczył też, że po emisji w ubiegłym tygodniu materiału niemieckiej stacji telewizyjnej ARD on i rosyjska federacja stali się ofiarami "brutalnych prześladowań".

 

W wyemitowanym 3 grudnia filmie trzykrotna zwyciężczyni maratonu w Chicago Lilija Szobuchowa przyznała, że płaciła działaczom ojczystej federacji lekkoatletycznej za fałszowanie wyników jej badań tak, aby testy nie wykazały zażywania niedozwolonych środków. Łącznie miała im przekazać 450 tys. euro. Także inni zawodnicy mówili w materiale o panującym w rosyjskim sporcie "systemie dopingowej korupcji". 37-letnia Szobuchowa, która w 2006 roku zdobyła srebrny medal halowych mistrzostw świata (3000 m) i również srebrny Europy (5000 m na stadionie), została w kwietniu tego roku zdyskwalifikowana na dwa lata. W dokumencie kobieta wyznała, że wówczas zwrócono jej część pieniędzy.

 

Sprawę tuszował Bałachniczew, który odmówił niemieckiej telewizji komentarza. Wiadomo, że utrzymywał on dobre relacje z doktorem Gabriele Dolle z departamentu antydopingowego IAAF. Do jego korespondencji z Francuzem dotarł autor reportażu, wieloletni ekspert ds. dopingu ARD Hajo Seppelt, który zaczął się bardziej interesować rosyjskimi praktykami dopingowymi przy okazji przygotowań do igrzysk w Soczi. Ujawniono wtedy m.in. mało znany wcześniej środek Full Size MGF - niewykrywalną odmianę zakazanego hormonu wzrostu, testowaną wcześniej tylko na zwierzętach. Niemieckiej ekipie, udającej przedstawicieli sportowców, chciał ten środek sprzedać jeden z rosyjskich naukowców za 100 tysięcy euro. We wspomnianym materiale do stosowania niedozwolonego oksandrolonu przyznała się również mistrzyni olimpijska z Londynu w biegu na 800 m Maria Sawinowa. Była dyskobolka Jewgienia Pieczerina mówi w filmie:

99 procent najlepszych rosyjskich sportowców jest dopingowanych. Systematycznie.

Bałachniczew po ujawnieniu afery stwierdził, że to "prowokacja, która ma na celu osłabienie potęgi rosyjskiego sportu" i zagroził, że pozwie niemiecką stację o zniesławienie. Tamtejszy minister sportu Witalij Mutko początkowo wypowiadał się w podobnym tonie, ale kilka dni później zapewnił, że inspektorzy WADA mogą liczyć na "pełną współpracę" ze strony rosyjskich władz w tej sprawie.

 

Dochodzenie w sprawie zarzutów wytoczonych wobec rosyjskich sportowców i tamtejszych badań antydopingowych prowadzi zarówno IAAF, jak i Światowa Agencja Antydopingowa (WADA).