Pojedynki FC Porto z Benfiką zawsze elektryzują kibiców. Gospodarze mieli trzy punkty straty do niedzielnego przeciwnika, więc hit kolejki był idealnym momentem, by zrównać się punktami i do tego popsuć humor i morale w ekipie Jorge Jesusa.

Szlagier w Portugalii, ale graczy z tego kraju trochę mało... Z 22. piłkarzy, którzy wybiegli na murawę, tylko jeden był tej narodowości. To Andre Almeida z Benfiki. Ponadto, na ławce rezerwowych siedziało jeszcze tylko dwóch takich! Ricardo Quaresma po stronie Porto i Pizzi po stronie gości.

Do przerwy mecz rozczarowywał. Działo się mało, więcej było wykopywania po autach niż składnych akcji. A skoro mowa o autach... Jeden taki stały fragment gry zakończył się bramką. Do siatki z najbliższej odległości trafił Lima. Ten gol był idealnym podsumowaniem pierwszych czterdziestu pięciu minut.

Druga połowa stała na zdecydowanie wyższym poziomie. Porto musiało ruszyć do ataku. I to zrobiło. Aktywny był wprowadzony z ławki Ricardo Quaresma... ale tylko do czasu. Im bliżej bramki, tym więcej chaosu. A później wystarczyła tylko jedna kontra Benfiki, by było po meczu. Świetnie zachował się Anderson Tallisca. Jego potężne uderzenie - wręcz z miejsca! - odbił Fabiano, a najsprytniejszy i najszybszy był Lima, który drugi raz tego wieczoru wpisał się na listę strzelców.

FC Porto - Benfica 0:2 (0:1)

Bramki: Lima 36, 56