„Rosja przyjedzie w najmocniejszym składzie'”– tymi słowami kapitana polskiej drużyny Tomasza Wiktorowskiego zatytułowana została depesza PAP relacjonująca konferencję prasową z udziałem polskich tenisistek: Agnieszki Radwańskiej, Alicji Rosolskiej i Klaudii Jans. Klaudia powróciła do drużyny po przerwie spowodowanej urodzinami córeczki. Debel Jans - Rosolska – pamiętam dramatyczny mecz jaki stoczyła ta para dając nam piąty, zwycięski punkt w słoneczne, wiosenne popołudnie na korcie centralnym w Gdyni w roku 2009. Niezapomniany mecz z Japonkami w Fed Cup.

Najmocniejszy skład Rosji, a to oznacza: rakieta nr 1 – Maria Szarapowa, nr 2- Jekaterina Makarowa i w deblu Jelena Wiesnina. Przypomnę, że debel Makarowa - Wiesnina wygrał US Open, to jedna z najlepszych par świata. Czy z taką Rosją mamy jakiekolwiek szanse? Widać wyraźnie brak drugiej singlistki w polskiej drużynie, tenisistki światowej klasy, która mogłaby wesprzeć Isię. Przypomnę, że formuła Fed Cup zakłada rozegranie meczu w ciągu dwóch dni – a nie trzech – tak jak w Pucharze Davisa. W obu tegorocznych meczach ze Szwecją w Boras i z Hiszpanią w Barcelonie Agnieszka Radwańska po wygraniu dwóch singli zdobywała trzeci, zwycięski punkt dla polskiej drużyny punkt grając w parze z Alą Rosolską.

A więc przypomnijmy sobie: w sobotę gra się na przemian - pierwsza z drugą rakietą każdej drużyny. W niedzielę, w trzecim singlu spotykają się dwie pierwsze rakiety, a potem dwie drugie. W przypadku remisu 2:2 o zwycięstwie decyduje debel. Załóżmy, że Agnieszka w sobotę wygrywa w trzech setach z Makarową – choć to wyjątkowo niewygodna rywalka. Pewnie niektórzy pamiętają tegoroczny Wimbledon i jednostronny mecz (wygrany przez leworęczną Makarową 6:3, 6:0). Załóżmy, że Szarapowa wygrywa z Kasią Piter w drugim singlu – choć rywalką Rosjanki może być też Magda Linette, Paula Kania lub Ula Radwańska. Żadna z wyżej wymienionych nie wydaje się mieć jakiejkolwiek szansy z Szarapową. A więc stan meczu to 1:1. W niedzielę mamy w pierwszym starciu wymarzony afisz: Radwańska-Szarapowa. I znów załóżmy, ze wygrywa Isia po porywającym meczu i przy nieustającym dopingu 15 tysięcznej widowni. Powiedzmy 9:7 w trzecim secie. Potem logicznie Makarowa wygrywa z Piter, a Isia po dwóch godzinach odpoczynku znów ma wyjść na kort - z Alą lub Klaudią, by grać przeciwko jednej z najlepszych par świata.

Ale moim zdaniem byłoby to niemądre szafowanie siłami Agnieszki, grożące kontuzją z przesilenia. Uważam, że w tej sytuacji na kort powinna wyjść para Jans-Rosolska licząc, że Makarowa będzie nieco zmęczona po meczu z Piter. A Klaudia z Alą potrafią grać w debla. I takie wydarzenie może  by je natchnęło do nadzwyczajnych rzeczy. Razem wygrały przecież turniej w Marbelli. Klaudia przed urodzeniem córeczki osiągnęła finał Roland Garros w mikście, zwyciężyła też w parze z Francuzką Mladenovic w wielkim turnieju w Montrealu.

Pozwoliłem sobie wybiegając w niedaleką przyszłość, wejść w buty kapitana Tomasza Wiktorowskiego. Musi on ogłosić skład na 10 dni przed meczem. Czyli w końcówce Australian Open, na dwa dni przed kobiecym finałem. A co jeśli Szarapowa będzie w finale w Melbourne i nie przyjedzie do Krakowa? Maria potwierdziła swój udział w meczu Polska - Rosja, musi bowiem zagrać w czterech meczach Fed Cup, by móc wziąć udział w Igrzyskach w Rio 2016. A drużyna, która przegra lutową potyczkę zagra tylko jeszcze jeden mecz w 2015 – baraż o Grupę Światową w końcu kwietnia.

Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie pytanie doświadczonego dziennikarza na konferencji prasowej: czy Agnieszka zamierza w kontekście debla Fed Cup zagrać z Alą lub z Klaudią w Australii? Pamiętajmy, że Tomasz Wiktorowski na co dzień jest trenerem Agnieszki. Konflikt interesów? Niekoniecznie. Wierzę w rozsądek Tomka i pamiętam jego komentarz po ujawnieniu współpracy z Martiną Navratilovą. Głównym celem pozostają turnieje wielkoszlemowe, a w szczególności jeden z nich rozgrywany na przełomie czerwca i lipca na londyńskich trawnikach.


Agnieszka Radwańska i Martina Navratilova – ktoś napisał na Twiterze słowami słynnej piosenki: „Too good to be true”. Zbyt dobre by było prawdziwe.