Rok 2014 przyniósł wiele decyzji, z którymi kibice piłkarscy długo nie mogli się pogodzić. Legendy, wielkie osobistości. Ikony zdecydowały się na rozbrat z futbolem. Powody były różne – sporo lat na najwyższym poziomie czy też kłopoty ze zdrowiem. Z tych zawodników spokojnie można zestawić jedenastkę. I to jaką!

A więc po kolei – zaczynamy od bramkarza. Nazwisko stosunkowo najmniej medialne, być może najmniej kojarzone. Manuel Almunia, czyli wieczny rezerwowy w Arsenalu, który miał jednak swoje pięć minut i mógł na stałe zapisać się w historii tego klubu. W sezonie 2005/2006 Kanonierzy dotarli aż do finału Ligi Mistrzów. Hiszpan siedział na ławce, ale po czerwonej kartce Jensa Lehmanna już w 18. minucie, musiał wejść między słupki. Koniec końców nie pomógł. W drugiej połowie do siatki trafili Samuel Eto’o i Juliano Belletti. W pewnym momencie kariery otrzymał nawet bluzę z numerem jeden czy opaskę kapitana. W ciągu ośmiu lat rozegrał ponad 100 meczów. Karierę zakończył ze względów zdrowotnych. Problemem okazały się problemy serca, konkretnie kardiomiopatia przerostowa.

Lojalność i walka z przeznaczeniem

Czas na obrońców. Tutaj same znakomitości. Od prawej strony – Javier Zanetti, czyli Mr Inter. Argentyńczyk to jeden z najlepszych przykładów piłkarskiej lojalności. 19 lat spędzonych w Mediolanie robi swoje. Wiele nagród – drużynowych i indywidualnych. W futbolu klubowym wygrał praktycznie wszystko. W reprezentacji było gorzej. Nigdy nie wygrał Copa America, nie mówiąc o mistrzostwach świata. To jednak nie przysłania jego ogromnego wkładu w futbol. Prócz wielkich umiejętności posiadał wielkie serce i nieustępliwy charakter. Kiedy w 2013 roku zerwał ścięgno Achillesa, to miał być koniec. Jednak nie dla takiego wojownika. Wrócił, pograł i pożegnał się z kibicami. Legenda. 

Środek obrony mogliby stworzyć Carles Puyol i William Gallas. Ten pierwszy przebił nawet wyczyny Zanettiego i do osiągnięć w klubie dołożył także liczne sukcesy w reprezentacji. Piętnaście lat w Barcelonie uczyniło go być może najlepszym obrońcą w historii klubu. Na pewno najbardziej charyzmatycznym. To był prawdziwy przywódca – udowadniał to nieraz. Szanowali go nawet kibice Realu Madryt. Lata jednak lecą, zdrowie już nie to samo. Jak sam powiedział powodem zakończenia kariery był brak rozwiązania problemu z leczeniem urazu kolana. Gallas z kolei był przeciwieństwem Puyola. W trakcie kariery zagrał w trzech londyńskich klubach – Chelsea, Arsenalu i Tottenhamie.



Na lewej obronie mamy Erica Abidala. Człowieka, który – podobnie jak Puyol – wygrał z Barceloną wszystko. A nawet i więcej. W 2011 roku u piłkarza wykryto nowotwór wątroby. Natychmiast został operowany, a dwa miesiące później podniósł puchar Ligi Mistrzów, choć nie był kapitanem! Piękny gest ze strony Puyola. To miał być zwrot, ale za jakiś czas Francuz ponownie musiał zawiesić karierę. Potrzebny był przeszczep wątroby. Transplantacja zakończyła się sukcesem, więc piłkarz po raz kolejny mógł wrócić do sportu. Po Barcelonie grał jeszcze w Monaco i Olympiakosie. Wszędzie był traktowany jak bohater. - Wycofuje się z futbolu z powodów osobistych -powiedział niedawno. On z tej listy wygrał najwięcej.

Rozczarowanie, perfekcja i długowieczność

Przechodzimy więc do pomocników. Tutaj prawdziwa konstelacja gwiazd. Na początek ten od czarnej roboty. Miał za sobą epizody u największych.  Lazio, Manchester United, Chelsea, Inter – tylko kilka klubów. Nie w każdym miejscu był wiodącą postacią, ale zawsze przychodził za sporą gotówkę i ze sporymi nadziejami. Mimo różnej formy, zawsze był traktowany jako ktoś, kto może mieć spory wpływ na losy meczu. Dużo było wokół niego zamieszania, choćby wtedy, jak okazało się, że nie ma włoskiego paszportu. We Włoszech obowiązywała ograniczenia dotyczące graczy spoza Unii Europejskiej. Elena Tedaldi, która pomogła mu w sfałszowaniu dokumentów, została skazana na 15 miesięcy więzienia. Trzeba przyznać, że mimo wszystko kariera Verona mogła potoczyć się znacznie lepiej.

Obok niego znalazło się miejsce dla legendy, mistrza rzutów wolnych – Juninho Pernambucano. Ponad 75 goli z tego stałego fragmentu gry robi ogromne wrażenie. Dodatkowo cztery raz trafił z odległości przekraczającej 40 metrów od bramki! To Brazylijczyk był symbolem, liderem Lyonu, który siedem razy z rzędu sięgał po mistrzostwo Francji. Tego piłkarza nie dało się nie lubić czy szanować. Profesjonalista, tytan pracy, który treningiem doszedł na najwyższy poziom. Zawsze skromny zdobył uznanie wszystkich sympatyków futbolu. Szkoda, że pojawił się w Europie dopiero w wieku 26. lat…



Tercet ofensywny stworzą gracze wyjątkowi, absolutnie unikalni. Ryan Giggs, Clarence Seedorf i Rivaldo. Brzmi imponująco, prawda? Aż szkoda, że nie mogli zagrać kiedyś w jednym składzie. Legenda Manchesteru United, czarodziej z Barcelony i piłkarz, który wygrał Ligę Mistrzów z trzema różnymi klubami. Walijczyk z tej trójki był najbardziej lojalny – oczywiście w sprawach sportowych. Na Old Trafford spędził 24 sezony, a w 23. Strzelał przynajmniej jednego gola. Nie udało mu się tylko w ostatnim, który jednak też był wyjątkowy. Giggs został wtedy tymczasowym trenerem! W meczu z Hull City sam wprowadził się na boisko! To był piękny moment, który zwieńczył jego karierę. Szkoda, że nigdy nie mógł zagrać w wielkiej imprezie w barwach reprezentacyjnych. Seedorf najdłużej grał w Milanie. Spędził tam 10 sezonów, a trafił tam z odwiecznego rywala. Inter nie poznał się na jego umiejętnościach, a może inaczej – działaczom nie było na rękę by go zatrzymać. I okazało się to błędem, bo grając w barwach Rossonerich często zachodził rywalom za skórę.

Efektowny Brazylijczyk i napastnik kompletny

Rivaldo jest kojarzony z grą w Barcelonie, w której spędził 5 lat. Podczas tego okresu sięgnął po chociażby Złotą Piłkę. W 159 meczach strzelił 86 goli. Nienaganny technicznie, o mocnym uderzeniu szybko zdobył uznanie. W reprezentacji stworzył zabójczy tercet z Ronaldo i Ronaldinho. To właśnie oni doprowadzili w 2002 roku Canarinhos do mistrzostwa świata. Dwa gole w finale strzelił Ronaldo, ale wiele osób zapomina o wkładzie Rivaldo. W końcu to on najpierw asystował, a następnie inteligentnie przepuścił piłkę do strzelca. Po odejściu z Blaugrany sięgnął po Ligę Mistrzów z Milanem. Później przyszedł czas na egzotyczne wyprawy. Czterokrotnie był wybierany najlepszym obcokrajowcem ligi greckiej (Olympiakos, AEK Ateny), także został królem strzelców ligi uzbeckiej (Bunyodkor Taszkent).

Pozostało jeszcze tylko jedno miejsce w składzie. Skoro poprzedni zawodnicy byli wyjątkowi, to na tego ostatniego nie ma chyba słów, by określić jego klasę. Magik, napastnik, który wraz z Dennisem Bergkampem stworzył najlepszy duet snajperów w lidze angielskiej. Tak, mowa o Thierrym Henrym, który niedawno powiesił buty na kołku. Legenda Arsenalu – za życia doczekał się pomnika blisko Emirates Stadium. Kiedykolwiek grał w barwach Kanonierów – w 2012 roku wrócił jako piłkarz wypożyczony – zawsze był w centrum wydarzeń. 175 goli w 258 meczach ligowych, co daje mu trzecie miejsce na liście strzelców wszechczasów Premier League. Członek jednej z dwóch najlepszych drużyn w historii rozgrywek (mowa o Arsenalu z sezonu 2003/2004, kiedy londyński klub nie przegrał ani jednego meczu). Francuz grał także w Barcelonie, z którą sięgnął po Lidze Mistrzów. W reprezentacji wygrał i mistrzostwo Europy, i świata. Zabrakło mu tylko Złotej Piłki, jednak czy ktokolwiek będzie o tym pamiętał? Liczy się to, że był napastnikiem kompletnym. – Pamiętam, kiedy pierwszy raz wszedł do szatni Barcelony. Nie potrafiłem nawet spojrzeć mu w oczy – wspomina go Lionel Messi. To chyba najbardziej oddaje klasę snajpera.


Każdy skład musi mieć trenera. W roku 2014 karierę zakończył Frank Rijkard. Przed laty wielki piłkarz Ajaksu, Milanu, a później selekcjoner Holandii czy Barcelony. W reprezentacji szło mu dobrze, dotarł nawet do półfinału mistrzostw świata w 1998 roku. W półfinale jednak przegrał z Włochami, a media nie pozostawiły na nim suchej nitki, wobec czego musiał zrezygnować. Po kilku latach nieudanej przygody trafił do Barcelony. Postawił na rewolucję – odpuścił sobie starszych zawodników, takich jak Overmars czy braci de Boer, a postawił na młodych, np. Ronaldinho, Deco czy Victor Valdes. Opłaciło się, po sześciu latach Blaugrana odzyskała tytuł mistrzowski, a niedługo sięgnęła po triumf w Lidze Mistrzów. Później przyszły jednak chude lata, więc Rijkard musiał odejść. Ostatnio trenował reprezentacje Arabii Saudyjskiej. Karierę zakończył w marcu.

Bonusowo możemy wspomnieć jeszcze o najbardziej znanym policjancie na świecie. Także w tym roku karierę zakończył Howard Webb, kojarzony w Polsce głównie z pamiętnego meczu z Austrią podczas mistrzostw Europy w 2008 roku. Mimo kontrowersyjnych decyzji, których Anglik nigdy się nie bał, był jednym z najlepszych na świecie. Sędziował min. finał mistrzostw świata w 2010 roku. Średnio pokazywał 150 żółtych i 5-6 czerwonych kartek na sezon. Wielu kibiców zarzucało mu, że ma słabość do Manchesteru United. Faktycznie, w meczach z udziałem tego zespołu często działy się dziwne rzeczy. Arbitrem był jednak bardzo dobrym.

Szkoda, że ich już nie zobaczymy. Trzeba przyznać – dostarczyli tam wielu wspaniałych chwil. Tego nigdy nie zapomnimy. Oto w pigułce cała jedenastka z trenerem.

Almunia - Zanetti, Gallas, Puyol, Abidal - Veron, Juninho - Giggs, Rivaldo, Seedorf - Henry.

Trener: Rijkard