Pierwotnie Janowicz miał we wtorek spotkać się z Argentyńczykiem Juanem Martinem Del Potro. Wracający po niemal rocznej przerwie spowodowanej kontuzją nadgarstka zwycięzca US Open z 2009 roku w niedzielę zrezygnował jednak ze startu. Dzięki temu do głównej drabinki jako "lucky loser" trafił Moriya, 146. rakieta świata.

 

Co prawda Del Potro jest sklasyfikowany pod koniec trzeciej setki rankingu ATP, ale wynika to ze wspomnianej przerwy w startach. Rok temu był czwarty. Janowicz wykorzystał zmianę rywala, ale zwycięstwo nie przyszło mu łatwo.

 

Pierwszą partię 24-letni Polak rozstrzygnął na swoją korzyść dopiero w tie-breaku, dając się przełamać przy prowadzeniu 6:5. Wiele ważnych punktów w tej odsłonie zdobył jednak dzięki serwisowi - zaliczył 10 asów. W kolejnej stracił wszystkie swoje atuty - pozwolił niższemu o prawie 40 cm rówieśnikowi na trzy "breaki", a sam zanotował tylko jeden.

 

Taki rozwój wypadków podziałał na łodzianina mobilizująco. W trzecim secie ograniczył liczbę prostych błędów i był znacznie efektywniejszy. Rezultatem było szybkie zwycięstwo 6:3.

 

Później znów nastąpił słabszy moment w jego grze. Po przełamaniu w trzecim gemie stracił po chwili prowadzenie, przegrywając przy własnym podaniu. Zareagował na to wybuchem złości. W końcówce jednak wypunktował Moriyę, który zazwyczaj startuje w turniejach niższej rangi.

 

Pierwsze spotkanie tych zawodników trwało niemal dwie godziny. Janowicz zaliczył 26 asów, przy trzech po stronie Japończyka. Przodował jednak również w niechlubnych statystykach - zanotował 13 podwójnych błędów i aż 63 niewymuszone; Azjata miał ich - odpowiednio - sześć i 54.

 

Łodzianin w drugiej rundzie zmierzy się z rozstawionym z numerem 17. Gaelem Monfilsem. 

 

W dwóch poprzednich występach w głównej drabince Australian Open Janowicz dotarł do trzeciej rundy.

 

Wcześniej we wtorek awans do drugiej rundy wywalczyła Agnieszka Radwańska. Dzień wcześniej z rywalizacją pożegnała się jej młodsza siostra Urszula.