W czwartek Mila podpisał kontrakt z Lechią do 30 czerwca 2018 roku. Niewiele brakowało, aby nie doszło do kolejnego, co najmniej trzeciego w ostatnich latach, jego powrotu do Gdańska.

- W środę rano miałem lecieć ze Śląskiem na obóz do Turcji i moja spakowana na ten wyjazd torba była już w klubie. We wtorek wieczorem dostałem jednak informację, że rozmowy transferowe nabrały tempa i wtedy uwierzyłem, że wreszcie zostaną sfinalizowane. Bliski przejście do Lechii byłem już latem, ale wtedy nie udało się. Tym razem wszystko zakończyło się dla mnie pomyślnie. Bardzo chciałem wrócić do Gdańska i dziękuję prezesowi Mandziarze, który heroicznie o mnie walczył - powiedział Mila.

Niespełna 33-letni pomocnik dodał, że wiele osób odradzało mu podjęcia takiej decyzji. Po 19. kolejkach gdańszczanie z dorobkiem 21 punktów zajmują 13. miejsce w tabeli, a Śląsk wywalczył 35 punktów i jest wiceliderem rozgrywek.

- We Wrocławiu spędziłem wspaniały i niesamowity czas. Jestem wdzięczny kibicom, pracownikom i właścicielom klubu oraz piłkarzom, z którymi miałem przyjemność grać. Wiele osób odradzało mi przejście do Lechii, argumentując, że nie należy zmieniać tego, co dobrze funkcjonuje i jest poukładane. Ja jednak potrzebuję nowych wyzwań. Poza tym mam wobec tego klubu dług wdzięczności, bo tutaj się ukształtowałem jako piłkarz, a kibiców biało-zielonych, od których dostałem mnóstwo sympatycznych smsów, darzę wielkim szacunkiem i sympatią. Teraz nadszedł czas, aby spłacić te zobowiązania - ocenił.

34-krotny reprezentant Polski cieszy się również, że podpisał z Lechią 3,5-letni kontrakt. - Piłkarze potrzebują stabilizacji, a taki komfort zapewnia dłuższa umowa. Dzięki temu zawodnik nie musi się po każdym sezonie martwić o swoją przyszłość. Ja mogę skoncentrować się tylko na grze w piłkę i zamierzam to robić jak najlepiej. Mam taki charakter, że zawsze, niezależnie od tego, czy jest to ligowy mecz czy treningowa gierka, chcę być najlepszy. A zmiana otoczenia jest dla mnie tylko dodatkową motywacją. Nowe wyzwania mnie napędzają - zaznaczył.

Nowy nabytek biało-zielonych, który występował w Lechii w latach 1997-2001, wierzy, że w gdańskim klubie nie tylko będzie z powodzeniem kontynuował reprezentacyjną karierę, ale osiągnie także sukcesy, jakie miał okazję świętować w Śląsku. A z wrocławskim zespołem był zarówno mistrzem (w 2012 roku) jak i wicemistrzem Polski (2011), natomiast w 2013 roku sięgnął po brązowy medal.

- Dlatego cieszę się, że zostawiam Śląsk w takim miejscu. Kiedy znalazłem się we Wrocławiu też mówiłem o mistrzostwie Polski i grze w europejskich pucharach. Jak widać te plany udało się zrealizować i jestem przekonany, że w Lechii również będziemy się niebawem cieszyli z sukcesów. W tej drużynie drzemie spory potencjał, a wielu piłkarzy nie pokazało jeszcze swojego optymalnego poziomu, bo stać ich na znacznie więcej - skomentował.

Mila zdaje sobie sprawę, że miejsca w wyjściowym składzie nie dostanie od trenera Jerzego Brzęczka za nazwisko, ani za bramkę strzeloną Niemcom w eliminacjach mistrzostw Europy 2016.

- Czeka mnie normalna rywalizacja, która jest po to, aby wyłonić najlepszych zawodników. Mam nadzieję, że będę nim także ja. Chcę, aby Lechia wróciła na właściwe tory. Musimy zrobić wszystko, aby rywale szanowali nas i czuli przed nami respekt - dodał.

W Śląsku wychowanek Bałtyku Koszalin występował z numerem „11” na koszulce, ale w Lechii wybrał „6”. "11" nosi Maciej Makuszewski, jednak Mila nie podjął z nim negocjacji w sprawie zamiany.

- Uznałem, że pewien etap się zakończył. Nowy klub to nowe otwarcie i nowy numer. Wybrałem „6”, bo w tym roku właśnie tyle lat kończy moja córka Michalina. Jako ciekawostkę mogę też podać, że w dniu w którym podpisałem kontrakt z Lechią, urodzimy ma moja żona - podsumował Sebastian Mila.