To siódmy przypadek od początku regat (pierwsze odbyły się w 1973 roku w USA), by całe podium zajęli reprezentanci jednego kraju.

Biało-czerwono było w 2010 roku w Austrii, kiedy to zwyciężył Michał Burczyński, przed Adamem Baranowskim i Łukaszem Zakrzewskim. Rok temu, w Estonii, pierwszy był Jabłoński, drugi Burczyński, a trzeci brat Zakrzewskiego – Tomasz, który mistrzem świata był w latach 2012-13. Teraz zajął piąte miejsce.

Dwukrotnie wszystkie medale zdobyli Amerykanie (1975 i 1991) i Rosjanie (1980 i 1984).

W środę warunki pogodowe na jeziorze Ontario pozwoliły na rozegranie aż czterech wyścigów (wcześniej przeprowadzono jedynie dwa przy bardzo silnym wietrze, a na lodzie zawodnicy złamali 12 masztów). Na początku wiatr bardzo kręcił, ale około południa wszystko się ustabilizowało i po przestawieniu trasy ruszyły wyścigi, które trwały do zachodu słońca.

Przed ostatnim wszystkie opcje były jeszcze możliwe. Jabłoński wyprzedzał Zakrzewskiego o 2 pkt., ten – Burczyńskiego także o 2 pkt., który z kolei był na remisie z utytułowanym Amerykaninem Ronem Sherrym. Ci zaś wyprzedzali Graczyka również o 2 pkt.

Dopiero szósty bieg ostatecznie ustalił kolejność. Najszybciej "latającym" zawodnikiem tego dnia był Graczyk, który zajmował miejsca 1-1-2-5 i to właśnie on zanotował najwyższy awans w klasyfikacji. W czołowej dziesiątce uplasował się jeszcze jeden polski zawodnik – dziewiąte miejsce zajął Jakub Schneider z Bazy Mrągowo.

Jabłoński podkreślił, że bardzo szybka jazda po nierównej tafli lodu wymagała od każdego zawodnika maksymalnej koncentracji i olbrzymiego wysiłku fizycznego.

- Mały błąd mógł doprowadzić do utraty kontroli nad bojerem, co najczęściej kończy się tzw. korkociągiem. Wielu żeglarzy miało przyjemność wypróbowania tego manewru przy szybkościach powyżej 100 km/h - zaznaczył.

Po raz pierwszy w bojerowych mistrzostwach świata na amerykańskim kontynencie wystartował 30 lat temu. Wtedy zajął piąte miejsce.

- Byłem najlepszym z najmłodszych zawodników... Nie do wiary, że to było tak dawno. Najważniejsze, że sport ten pasjonuje mnie nadal i że wciąż jestem konkurencyjny. Oby jak najdłużej zdrowie pozwoliło mi żeglować i ścigać się zimą na lodzie – dodał.

Mieszkający w Olsztynie Jabłoński, który w sierpniu skończy 53 lata, jest najstarszym zawodnikiem w historii mistrzostw świata w żeglarstwie lodowym klasy DN (bojery), który zdobył złoty medal. Jest wychowankiem Bazy Mrągowo. W roku 2007, jako pierwszy polski sternik, wystartował w prestiżowych regatach America's Cup. Pływał m.in. na hiszpańskim jachcie Desafio Espanol, którego matką chrzestną była królowa Zofia; wielokrotnie też żeglował z królem Hiszpanii Juanem Carlosem I.

Obok Jabłońskiego najbardziej utytułowanym żeglarzem lodowym klasy DN jest Sherry, czternastokrotny medalista mistrzostw świata, zdobywca pięciu złotych medali.

- Do tych regat byłem bardzo dobrze przygotowany, bo też trenowałem w świetnych warunkach. Sprzęt również był w porządku. Miałem więc nadzieję, a nawet pewność, że po czterech latach ponownie stanę na podium. Jednak drogę do niego zagrodzili mi Polacy. Nie zadowolili się jednym medalem, musieli zgarnąć wszystkie. Cóż mi pozostało - pogratulować im znakomitego startu - mówił mediom Sherry, który uplasował się na czwartej pozycji.

Od czwartku do soboty na tym samym akwenie będą rozgrywane mistrzostwa Ameryki Północnej, w których polscy zawodnicy także wezmą udział.