W historii polskiego sportu mieliśmy kilka legendarnych teamów. Futbolowi fani cały czas żyją wspomnieniami Orłów Górskiego, którzy najpierw zgarnęli olimpijskie złoto, a dwa lata później zajęli trzecie miejsce w mistrzostwach świata w Niemczech, porywając cały świat efektowną grą. Po olimpijskim srebrze w 1976 roku, cykl zamknęła ekipa Antoniego Piechniczka, w której składzie cały czas występowali wybrańcy Górskiego, ale wzmocnieni nowym pokoleniem głodnych sukcesu i utalentowanych piłkarzy. W 1982 roku w Hiszpanii biało-czerwoni powtórzyli sukces z Niemiec i choć styl ich gry był krytykowany, to Boniek i kompanii przynieśli radość rodakom w trudnym historycznie czasie.

 

Kat i Szarlatan

 

Równolegle do Orłów Górskiego rodziła się legenda wybrańców „Kata” Huberta Wagnera. Polacy w 1974 roku zostali mistrzami świata, a po dwóch kolejnych latach sięgnęli po złoto igrzysk olimpijskich. I to w jakim stylu – a Wagner ten drugi medal wprost zapowiadał, za co przypięto mu łatkę „Szarlatana”... Takiego dubletu nikt jednak w polskim sporcie już nie powtórzył! Przez lata na porównania z tamtą ekipą były też skazane kolejne pokolenia polskich siatkarzy. Aż do 2006 roku.

 

Niemal 9 lat temu Raul Lozano i jego podopieczni sięgnęli po srebro mistrzostw świata w Japonii i otworzyli prawdziwy skarbiec. Po nich przyszły kolejne medale wielkich imprez, aż w 2014 roku udało się sięgnąć po mistrzostwo globu. Teraz czas na medal igrzysk w Rio de Janeiro?

 

Ach co to był za czas...

 

W cudownych latach 70. polskiego sportu zrodziła się też ekipa Jerzego Klempela i kompanów – Polacy w 1974 roku zajęli co prawda czwarte miejsce w mistrzostwach świata, ale dwa lata później sięgnęli po brąz igrzysk olimpijskich, a w 1982 także brąz kolejnego czempionatu. I podobnie jak u siatkarzy nastąpiła długa, długa, 25-letnia przerwa, aż w 2007 roku pod wodzą Bogdana Wenty szczypiorniści sięgnęli po srebrny medal, a dwa lata później dołożyli brąz. Podobnie teraz w Katarze... I tak zrodziła się legenda „Gladiatorów”, zawodników gotowych na walkę z każdym rywalem na świecie. Wszak w tym ostatnim turnieju Polacy potrafili ograć i Szwedów, i Chorwatów, i Hiszpanów!

 

Horror akcji

 

Od 2006 roku, kiedy w dalekiej Azji błysnęli chłopcy Lozano polscy siatkarze i ręczni wywalczyli już pięć medali mistrzostw świata i krążki czempionatu Starego Kontynentu. I kto mówi, że nie potrafimy pracować w zespole? Ba – historia budowania ekipy Stephane'a Antigi to gotowy scenariusz thrillera, a katarska przygoda szczypiornistów Bieglera to istny horror z elementami filmów akcji! Mimo „tylko” trzeciego miejsca piłkarze ręczni dokonali w Katarze czegoś wyjątkowego. Zaskarbili sobie sympatię za poświęcenie, walkę do końca niezależnie od okoliczności, zespołowość, nieprzewidywalność – jednym słowem to wszystko, co kochamy w sporcie.

 

Pytanie tylko ile w tych sukcesach jest efektu szkolenia i systemu wyławiania wybitnych jednostek, a ile siły indywidualnych talentów? Mam wrażenie, że siatkówka jest jednak sportem znaczniej mocniej rozbudowanym, a Antiga ma bogatsze możliwości wyboru.

 

Euro, mundial i ponownie Euro...

 

Przyszły rok to dwie wielkie imprezy – najpierw mistrzostwa Europy piłkarzy ręcznych w Polsce, które mam nadzieję wpiszą się w serial historycznych wydarzeń sportowych nad Wisłą, tak jak Euro 2012 i siatkarski mundial 2014. A kilka miesięcy później igrzyska olimpijskie, które z kolei – wierzę w to głęboko – ponownie mogą dostarczyć nam drużynowych emocji.

 

Niezależnie od tego myślę, że szczypiorniak i siatkówka mają się w Polsce dobrze. Teraz czas na odpowiedź biało-czerwonych koszykarzy i piłkarzy, którzy do tej pory tylko patrzyli z zazdrością...