W Bełchatowie obserwowaliśmy dziś starcie dwóch bezpośrednich rywali w tabeli T-Mobile Ekstraklasy. Dzięki matematyce wyżej było Podbeskidzie zajmujące ósme miejsce; Bełchatów plasował się na dziewiątej pozycji mając na koncie tyle samo punktów, co piłkarze z Bielsko-Białej – 27. W sobotnim starciu to do nich los uśmiechnął się szybciej. Już w 13 min. po niefortunnej interwencji Grzegorza Barana Paweł Baranowski próbował ratować sytuację i w polu karnym… kopnął w głowę Piotra Malinowskiego (okazało się, że Baranowski złamał mu nos!). Sędzia Krzysztof Jakubik nie miał wątpliwości dyktując jedenastkę i karząc 24-latka żółtą kartką. Chwilę później do piłki poszedł Maciej Iwański i choć Emilijus Zubas był bliski obrony strzału, to futbolówka ostatecznie wylądowała w bramce! Dla Iwańskiego było to trafienie: czwarte w sezonie, pierwsze wiosną i… dziś nie ostatnie.

 

Również druga bramka dla Podbeskidzia była autorstwa pomocnika z Krakowa. W 37. minucie przed polem karnym Bełchatowa Bartosza Śpiączkę faulował Błażej Telichowski. Podobnie, jak wcześniej piłkę ustawił Iwański i jak w swych najlepszych czasach w Zagłębiu Lubin czy Legii Warszawa pokonał golkipera rywali bezpośrednim uderzeniem z rzutu wolnego. Strzał był tak precyzyjny, że tym razem Zubas nie zdążył nawet drgnąć. Karny do wolnego i do przerwy Podbeskidzie prowadziło 2:0.

 

W drugiej połowie stojący pod ścianą gospodarze zaatakowali, ale ich próby skutkiem zakończyły się dopiero w 69 minucie. W polu karnym podanie otrzymał Arkadiusz Piech, który po ciekawej akcji pokonał bramkarza Podbeskidzia Michala Peškovicia. Największą zasługę w honorowym trafieniu Bełchatowa miał niestety… sędzia liniowy, który nie zauważył co najmniej metrowego spalonego wypożyczonego z Legii napastnika. Nie tylko błąd sędziego, ale nawet czerwona kartka dla Bartosza Śpiączki nie pomogły podopiecznym Kamila Kieresia, którzy mimo ambitnej postawy, nie zdołali doprowadzić do remisu. Dzięki zwycięstwu Podbeskidzie awansowało w tabeli T-ME na szóstą pozycję.