Zaczęło się od meczu dwóch drużyn z Premier League. West Bromwich Albion vs. West Ham United. Powiedzenie, że goście byli zdecydowanymi faworytami byłoby przesadą, ale z pewnością – mimo gorszej serii w lidze – to oni mieli po swojej stronie więcej argumentów.

- Puchar Anglii był naszym marzeniem, które teraz się skończyło. Nie możemy pozwolić, by ten sezon umarł – powiedział Sam Allardyce, menadżer WHU, tuż po porażce 0:4. Nikt nie mógł się spodziewać aż takiej deklasacji. W pierwszej połowie gole strzelili Ideye Brown i James Morrison.

W drugiej połowie kolejne trafienie dorzucił Brown, a także Saido Berahino. Allardyce wie, że zespół nie zagrał najlepiej, ale dostrzega też złą pracę sędziów. Nie tylko w tym spotkaniu. – Ostatnią rzeczą, którą chcesz, to gra w dziewiątkę przeciwko Southampton. To nas wykończyło. Gdyby nie to, to pewnie z WBA zagralibyśmy inaczej – powiedział.

Nieśmiertelny Nigeryjczyk

W obecnych rozgrywkach Blackburn Rovers ma już na rozkładzie Swansea City. Nic dziwnego, że Stoke City nie robiło na gospodarzach aż tak dużego wrażenia. Nie zmienił tego nawet szybki gol Petera Croucha. Później drugoligowiec rozegrał sprawę w iście królewskim stylu. Bohaterem został Joshua King - autor hat-tricka. Z rzutu karnego trafił także Rudy Gestede, który ponadto zanotował dwie asysty.
Kiedy remisowaliśmy 1:1 i nie graliśmy dobrze, mieliśmy nadzieję, że wytrzymamy do końca pierwszej połowy i wtedy się poprawimy. Niestety, popełniliśmy kolejny bład w efekcie którego stracilismy piłkarza oraz bramkę... - powiedział po meczu trener Stoke Mark Hughes.
Najbardziej wyrównanym sobotnim meczem był ten z udziałem zespołów z Championship - Derby County vs. Reading. Faworytem byli gospodarze, lecz ich sytuacja mocno się skomplikowała, gdy czerwoną kartkę jeszcze w pierwszej części zobaczył Stephen Warnock. Goście to wykorzystali - gola strzelił Hal Robson-Kanu. Szybko jednak wyrównał Darren Bent. W końcówce padła decydująca bramka. Zdobył ją Yakubu Aiyegbeni!

- Wiedzieliśmy, na co się piszemy, kiedy go ściągaliśmy. Yak' jest strzelcem wyborowym i został stworzony do takich gier jak ta - wychwalał swojego strzelca trener Steve Clarke. Nigeryjczyk szybko zaaklimatyzował się w nowym klubie. Nie miał z tym problemu, bo przecież Anglię zna jak własną kieszeń. W najwyższej klasie rozgrywkowej strzelił 95 goli...

Podwójny taniec

W ostatnim sobotnim spotkaniu ponownie na boisku wybiegły zespoły z Premier League. Liverpool przyjechał do Londynu, by zemścić się na Crystal Palace za poprzedni sezon, kiedy prowadził już 3:0, ale ostatecznie zremisował 3:3. To właśnie ten wynik praktycznie przekreślił szansę The Reds na tytuł mistrzowski. To była końcówka sezonu, więc z pewnością bardzo bolało.

Początek nie zwiastował łatwej przeprawy. Gola strzelił Fraizer Campbell. Tym większa była jego radość, że jest przecież wychowankiem Manchesteru United. W poprzednim sezonie - kiedy jeszcze grał w barwach Cardiff City - także potrafił zaskoczyć Simona Mignoleta. Można powiedzieć więc, że ma na tę drużynę patent.

W drugiej połowie Liverpool uciekł z opresji. Najpierw wyrównał Daniel Sturridge, który po chwili celebrował bramkę razem z Alberto Moreno. Hiszpan obiecał swojemu koledze, że razem z nim zademonstruje słynny już taniec, z którego znany jest Sturridge. Później zwycięską bramkę zdobył Adam Lallana. Przynajmniej tutaj obyło się bez większej niespodzianki...

Sobotnie wyniki:

West Bromwich Albion - West Ham United 4:0 (Brown 20, 57, Morrison 42, Berahino 72)
Blackburn - Stoke 4:1 (King 36, 50, 55, Gestede 45+7 [rz.k.] - Crouch 10)
Derby - Reading 1:2 (Bent 61 - Robson-Kanu 53, Yakubu 82)
Crystal Palace - Liverpool 1:2 (Campbell 15 - Sturridge 49, Lallana 58)