To było trudne popołudnie dla Jose Mourinho i jego Chelsea. Choć zaczęło się idealnie, bo gola strzelił Branislav Ivanovic (co za skuteczność serbskiego obrońcy), to później było coraz gorzej. Głównie przez pracę sędziego Martina Atkinsona, który nie widział lub po prostu nie chciał widzieć przewinień graczy Burnley.

Na czym więc stanęło? Na dwóch niepodyktowanych rzutach karnych, kilku ewindentnych faulach. Jednak to, co stało się w 70. minucie, z pewnością przebiło wszystko. Najpierw Ashley Barnes brutalnie zaatakował nogę Nemanji Matica. To wejście - przy niekorzystnym zbiegu okoliczności - mogło zakończyć karierę Serba. Znając bałkański temperament Matic sam ruszył do rywala, chcąc wymierzyć mu sprawiedliwość. Za popchnięcie obejrzał czerwoną kartkę. Jasne, słusznie, ale Barnes wyszedł z całej sytuacji bez żadnego ostrzeżenia! W końcówce gola wyrównał Ben Mee. Mourinho z pewnością będzie miał wiele do powiedzenia.

- W tym meczu były cztery momenty. Można tam napisać historię - są to minuty 30, 33, 43 i 69 - powiedział Jose Mourinho. Co miał konkretnie na myśli? 30 minuta - brzydki faul Barnesa na Ivanovicu, 33 - ręka Kightly'ego w polu karnym, 43 - faul Shackella na Diego Coscie, 69 - wcześniej wspomniane przewinienie Barnesa na Maticu.

Dobry mecz rozegrał za to Łukasz Fabiański, który przyczynił się do powstrzymania Manchesteru United. Gola na 1:0 strzelił Ander Herrera, a 120 sekund później wyrównał Ki Sung-Yueng. Koreańczyk trafił do siatki także w pierwszym meczu obu drużyn, które było zarazem otwarciem nowego sezonu Premier League. W drugiej połowie zwycięską bramkę zdobył Bafetimbi Gomis.

Wyniki:

Aston Villa - Stoke 1:2
Chelsea - Burnley 1:1
Crystal Palace - Arsenal 1:2
Hull - QPR 2:1
Sunderland- WBA 0:0
Swansea - Manchester United 2:1