"Czerwone Diabły" i "Kanonierzy" rywalizują ze sobą od 109 lat. Mogą pochwalić się jednakową liczbą triumfów w FA Cup - po 11.

 

W składzie Manchesteru jest dwóch zawodników, którzy w przeszłości wznosili już to trofeum. Jednym z nich jest Holender Robin van Persie, który cieszył się z niego w 2005 roku, wówczas jako piłkarz... Arsenalu. Co więcej, w finale "Kanonierzy" pokonali właśnie ekipę United. Puchar zdobył także w 2012 roku występujący wtedy w Chelsea Hiszpan Juan Mata.

 

Nigdy nie miał go za to w swoich rękach kapitan "Czerwonych Diabłów" Wayne Rooney. W jego dorobku jest m.in. pięć tytułów mistrza Anglii, triumf w Lidze Mistrzów oraz w klubowych mistrzostwach świata, ale reprezentant Anglii nie zdołał odnieść końcowego zwycięstwa w najstarszych piłkarskich rozgrywkach świata.

 

"To bardzo ważny Puchar. Kiedy byłem mały, uwielbiałem oglądać te mecze i miałem szczęście widzieć, jak w 1995 roku trofeum wywalczył Everton (którego Rooney jest wychowankiem - PAP). Miałem wtedy dziewięć lat. Któregoś dnia też chciałbym to zrobić i mam nadzieję, że to będzie w tym roku" - powiedział 29-letni napastnik, cytowany na oficjalnej stronie internetowej klubu.

 

O awans do półfinału FA Cup walczy pięć ekip ekstraklasy, dwie z jej zaplecza oraz jedna z trzeciej dywizji. Ta ostatnia - Bradford City - niespodziewanie wyeliminowała już w bieżących rozgrywkach dwóch rywali z Premier League, w tym Chelsea (4:2 w Londynie). Tym razem dopiero ósmy zespół trzeciej ligi zmierzy się w sobotę z 18. w Championship Reading.

 

Ofiarą Bradford padł także Sunderland (0:2), ale tego spotkania - mimo sensacyjnego wyeliminowania Chelsea we wcześniejszej rundzie - nie wyemitowano w telewizji. Reakcją kibiców były okrzyki "BBC - widzisz to?", gdy było już jasne, że niewielki klub zagra w ćwierćfinale.

 

"Z formą taką, jak teraz, możemy poradzić sobie z każdym. Nasz piękny sen trwa" - mówił po tym spotkaniu bramkarz Ben Williams.

 

Także w sobotę Aston Villa podejmie West Bromwich Albion w meczu, który będzie powtórką starcia ligowego z 3 marca. Wówczas lepsi okazali się "The Villans", ale bramkę na 2:1 zdobyli w ostatnich sekundach z rzutu karnego.

 

W niedzielę Liverpool podejmie występujący na zapleczu Premier League Blackburn Rovers. "The Reds" pokazują w tym sezonie dwie twarze - z jednej strony nie przegrali w lidze od 14 grudnia i są bliscy miejsca w pierwszej czwórce, z drugiej - nie potrafili dobrze zaprezentować się w europejskich pucharach, z których dość szybko odpadli. Tym niemniej należy uważać ich za faworytów niedzielnego spotkania.

 

Półfinały odbędą się 18 i 19 kwietnia, natomiast finał zaplanowano 30 maja. Wszystkie te mecze odbędą się na stadionie Wembley