Tymczasem Królewscy byli bliscy zapisania się na niechlubnych kartach swojej historii... Po raz kolejny na przestrzeni ostatnich kilku lat. To co we wtorek działo się na Santiago Bernabeu wołało o pomstę do nieba.

 

Metamorfoza

 

Poprzedni rok Real zakończył triumfem w Klubowych Mistrzostwach Świta. Dążył do pobicia rekordu świata kolejnych wygranych meczów. Nowy zaczął od porazki z Valencią. nastepnie odpadł z Pucharu Króla, dostał lanie w ligowych derbach, stracił pozycję lidera w lidze, a teraz doszedł jeszcze blamaz z Schalke.

 

Skąd taka zmiana na przestrzeni zaledwie dwóch i pół miesiąca? W pierwszej chwili na myśl przychodzą kontuzje. Brak Modrića zaburzył równowagę w środku pola. Chorwat pojawił się wczoraj na kilkadziesiąt minut i każdy kontakt z piłką wprowadzał odrobinę spokoju w grze Realu. Prosta sprawa - brak godnego zastępcy na jego pozycji. Kontuzja Jamesa ograniczyła rozwiązania ofensywne. Ancelotti upracie trzyma się BBC,  które w tym roku strzela częściej ślepakami niz ostrą amunicją. Na dodatek ostatnio wypadł również Ramos - prawdziwy kapitan drużyny, choć rzadko ma opaskę na ramieniu.

 

Problemów jest jednak więcej. Hiszpańscy dziennikarze co raz częściej zwracają uwagę włoskiemu szkoleniowcowina na brak nowych rozwiązań taktycznych...

 

Dziwne zmiany

 

Można odnieść wrażenie, że wczoraj byliśmy świadkami właśnie takiej sytuacji. Na tablicy wynik 3:3. Ancelotti wpuszcza na boisko Modrića i Marcelo. Chorwat zmienia Khedirę a Brazylijczyk, Coentrao. W 83 minucie za Arbeloę wchodzi Nacho. Zastanawiam się tylko dlaczego w spotkaniu, w którym Real ewidentnie przegrywał walkę w środku pola, a zawodnicy atakujkący nie wspomagają defensywy widzimy zmiany z kategorii pozycja za pozycję? Dlaczego kosztem jednego z ofensywnych graczy nie pojawił się środkowy pomocnik? Czy przy takim wyniku celem nie powinno być jak najdłuższe utrzymywanie się przy piłce? Ile zabrakło aby boiskowy chaos skończył się totalną kompromitacją?

 

Kiedy mówię o konieczności zdjęcia jednego z ofensywnych graczy mam na myśli Bale'a. Walijczyk obecnie jest cieniem samego siebie. W niczym nie przypomina zawodnika z poprzedniego sezonu. Wtedy przynajmniej biegał kiedy gra się nie kleiła. Teraz jak nie idzie, to nie idzie. Stoję i czekam, aż piłka spadnie pod nogi. Kiedy skrzydłowy przez 90 minut nie umie wrzucić piłki w pole karne to coś jest nie tak. Zreszta jak zauważył redakcyjny kolega Marcin Feddek między Balem a resztą zespołu w tej chwili nie ma chemii. Pora chyba na ławkę rezerwowych i powrót do gry czwórką pomocników.

 

Wstyd kapitana

 

Na koniec kapitan. Oglądałem mecz do końca i zdaję sobie sprawę, że Casillas w końcówce być może nawet uratował ten mecz. Ale czy wcześniej nie był współwinnym dwóch straconych goli? Dwie pierwsze bramki dla Schalke to jak dla mnie dwa błędy bramkarza. Mniejsze lub większe, ale zawsze. Zresztą bardziej niż średnia dyspozycja Casillasa denerwują mnie wygłaszane przez niego regułki. Kibice mają zawsze rację, oni się nie mylą, to wszystko nasza wina, szanujmy zdanie kibica i tak dalej, i tak dalej. Wszystko się zgadza, tylko że słyszymy to już od prawie trzech miesięcy. Takie frazesy nie przemawiają do wyobraźni kibica. Zwłaszcza tego z Santiago Bernabeu.

 

Może za to festiwal gwizdów, który pożegnał wczoraj Królewskich przemówi do wyobraźni trenerów i piłkarzy? Jesli nie to nie dalej jak za dwa tygodnie Ronaldo znowu będzie powtarzał: Co za wstyd, co za wstyd, co za wstyd! Tym razem schodząc z Camp Nou...