Jaroslav Latal jest w Gliwicach od kilku dni. Prezesi Piasta pewnie liczyli na zwycięstwo już w debiucie, bo w ekstraklasie efekt nowej miotły wystarcza często do pokonania przeciwnika. Piłkarze zaczynają się starać, trener ma nowe pomysły, rywale nie wiedzą, czego się spodziewać i już, załatwione. Debiut swojego następcy oglądał nawet zwolniony Angel Perez Garcia, którego na trybuny zaprosili kibice Piasta.

 

Scenariusz wydawał się prosty i tak to mogło wyglądać również w meczu Piasta z Koroną. Gospodarze nie nastawili się na ofensywę, ale na uważną grę przed własną bramką i szybkie kontrataki. Pewnie temu miało służyć wystawienie trzech środkowych obrońców i dwóch wahadłowych, którzy mieli zasypywać pole karne Korony dośrodkowaniami. Tymi bocznymi obrońcami mieli być Paweł Moskwik i Adrian Klepczyński. W bramce Dobrivoja Rusova zastąpił Jakub Szmatuła.

 

W pierwszej połowie gospodarze nie mieli zbyt wielu sytuacji pod bramką rywali, ale plan trenera Latala wydawał się sprawdzać. Wystarczyło jedno dośrodkowanie z lewej strony Pawła Moskwika, żeby Kamil Wilczek strzałem głową pokonał bramkarza Korony. Goście na stratę bramki nie zasłużyli. To oni przeważali (co warte podkreślenia, bo w Polsce drużyny przyjezdne na ogół się bronią), częściej utrzymywali się przy piłce, nie dali odetchnąć graczom Piasta. Co z tego, skoro świetnie bronił Szmatuła?

 

Po przerwie Korona była jeszcze bardziej barcelońska, jeszcze mocniej docisnęła pedał gazu, a Piast jeszcze mocniej skupił się wokół własnego pola karnego. Taka taktyka musiała się zemścić. Jeśli piłka raz za razem wraca pod bramkę, to prędzej czy później musi się to źle skończyć. Najpierw Luis Carlos dośrodkował w pole karne, a piłka trafiła w rękę Csabę Horvatha. Sędzia podyktował rzut karny, ale za pierwszym razem jeszcze kolegów uratował Szmatuła, który obronił strzał Oliviera Kapo. Jeden ygnał ostrzegawczy nie wystarczył.

 

Dziesięć minut później Luis Carlos wpadł w pole karne, ściął go Adrian Klepczyński, a do piłki podszedł Jacek Kiełb. Pomocnik Korony dał gościom remis. Kilka minut później Leandro uderzył tak, że wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. Zazwyczaj prawej nogi używał tylko do stawiania kroków, a tym razem huknął pod poprzeczkę z narożnika pola karnego. Piast grał tak słabo, że nawet po dwóch ciosach nie zerwał się do odrabiania strat. Próbował tylko Kamil Wilczek, ale bramkarz Korony nie dał się zaskoczyć.

 

Dzięki temu zwycięstwu drużyna z Kielc przeskoczyła w tabeli nad Piasta Gliwice. Korona nie dała rywalom odetchnąć nawet przez moment. Posiadała piłkę przez 65 procent czasu gry, a gracze Piasta biegali tylko wokół rywali, nawet nie próbując jej odebrać. Trener Latal mógł się przekonać, że tak łatwo w Polsce nie będzie.

 

Piast Gliwice - Korona Kielce 1:2 (1:0)

 

Bramki: Wilczek (36) - Kiełb (72 karny), Leandro (80)

 

Piast: Szmatuła - Klepczyński, Osyra, Horváth, Hebert, Moskwik - Živec, Murawski, Vassiljev (63, Szeliga), Badía (83, Kędziora) - Wilczek.


Korona: Cerniauskas - Golański, Dejmek, Sylwestrzak, Leandro (90, Klemenz) -  Aankour (46, Luís Carlos), Fertovs, Jovanović, Kapo, Kiełb - Porcellis (87, Pyłypczuk).


Żółte kartki: Osyra - Golański.


Sędziował: Adam Lyczmański (Bydgoszcz). Widzów: 4288.