Tomasz Ołdak: Po tych wojażach, po wielu miesiącach poza domem wreszcie skończył się rytm startowy, jak się Pani czuje na polskiej ziemi?

 

Weronika Nowakowska-Ziemniak: Przede wszystkim jestem bardzo szczęśliwa, że w końcu wróciłam do Polski, po wielu miesiącach podróżowania po całym świecie. Wciąż jestem w wielkich emocjach i tak naprawdę dopiero teraz poczuję, że przywiozłam dwa medale z mistrzostw świata.

 

Podsumowywała już Pani ten wspaniały sezon? Wspaniały dla Pani i dla polskiego biathlonu...

 

Dla mnie to naprawdę bardzo udany, życiowy sezon, mimo wielu perypetii w Pucharze Świata. Srebro mistrzostw Europy, srebrny i brązowy medal mistrzostw świata to wspaniały dorobek jak na jeden sezon.

 

Trochę zabrakło szczęścia, by znaleźć się w czołowej dziesiątce Pucharu Świata. Los bywa przewrotny, bo ten brązowy medal udało się zdobyć dzięki szczęściu, kosztem innej zawodniczki. Teraz miała Pani trochę pecha, bo rywalki przeszkodziły w tym najważniejszym biegu.

 

Jeśli chodzi o brązowy medal, myślę, że nie zdobyłam go dlatego, że Szumiłowa się przewróciła. Dobiegłam tę zawodniczkę i sądzę, że byłabym mocniejsza. Nasz sport uczy pokory. Miałam trochę pecha, szczególnie w Chanty-Mansyjsku. W najgorszych snach nie wyobrażałam sobie takiego finałowego wyścigu, aczkolwiek cieszę się bardzo, że go ukończyłam.

 

Nie dało się nie zauważyć, że od nowego sezonu lepiej szło Pani na strzelnicy. Co takiego się wydarzyło? Czy to jest zmiana karabinka, czy praca nad zachowaniem się w trakcie oddawania strzału?

 

Myślę, że złożyło się na to wiele rzeczy. Czasami, żeby wygrać, trzeba wiele razy przegrać. Ja już wiele razy w swoim życiu przegrałam na bardzo ważnych imprezach, dwa razy na igrzyskach olimpijskich... Być może swój limit przegrywania na strzelnicy już wyczerpałam. Oczywiście do tego przyczyniła się również kwestia techniczna, czyli wymiana karabinu i praca z panią psycholog także.

 

Dosyć nieoczekiwanie to do Pani należał sezon zimowy. Ani Justyna Kowalczyk, ani Kamil Stoch tak nie zdominowali czołówek serwisów. Czuje Pani, że może to być początek Weronikomanii?

 

Jeszcze nie czuję. Wiem, że mam bardzo duże wsparcie i wielu kibiców w moim rodzinnym mieście Dusznikach-Zdroju i tam rzeczywiście czuję, że jestem lokalną gwiazdą. Czy będzie to ogólnopolska "mania"? Tego nie wiem. Tak naprawdę teraz dopiero odczuję, że jestem multimedalistką mistrzostw świata.

 

Cały wywiad z Weroniką Nowakowską-Ziemniak w załączonym materiale wideo.