Przemek Garczarczyk: Krótko trenujesz z Chico Rivasem, na pewno krócej niż Patryk Szymański. Jakie są twoje pierwsze wrażenia?

Kamil Łaszczyk: Na pewno jest dobrym trenerem. Stara się być komunikatywny, ale tak naprawdę trudno mi cokolwiek powiedzieć, bo nie byłem z nim w ringu. Teraz przede mną pierwszy test. Zobaczę, co i jak będzie mi podpowiadał. Mój język angielski nie jest najlepszy, ale codziennie pracuję i się poprawiam.

Przyznał się, że chciał cię zmienić. Chciał widzieć mniej agresji w twoim boksie, lecz kiedy zobaczył pierwszy sparing, to stwierdził, że popełnił błąd.

Trzeba było przyjąć to normalnie. Każdy trener ma swoją koncepcję i chce coś zmienić lub coś dołożyć. Trener zdecydował się mnie nie zmieniać, bo jestem wojownikiem. Jak się przyczepię, to już nic mnie nie odczepi. Czasami walczę jednak technicznie, jednak styl zależy od przeciwnika. Jeżeli pozwoli na to, by można go bić, to będę go bił. Jeżeli będzie uważał, to będę boksował bardziej na dystans.

Twój rywal ma więcej nokautów niż ty walk. Jak widzisz tę walkę z Jose Luisem Araizą? Cios za cios, ząb za ząb?

To jest boks! Po co obrywać za dużo po głowie? Najważniejsze jest zdrowie. Będę starał się mądrze boksować. Wiem, że rywal jest doświadczony. Ma dużo nokautów, więc trzeba będzie uważać. Ja będę robił swoje. Araiza jest niższy, więc muszę jak najczęściej używać lewej ręki.

Chcę zapytać jeszcze o to, co może mieć miejsce pod koniec roku. Toczą się rozmowy o wprowadzeniu ciebie do walki, jeśli nie o mistrzostwo świata to blisko niej. Będziesz gotowy?

Na razie będę musiał porozmawiać z promotorem, by wszystko uporządkować. Wszystko musi być dobrze ułożone, musi mi to pasować. Jest dobrze, ale fajnie by było powalczyć o mistrzostwo. Ja się nikogo nie boję.

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo!