Iwanow: Reforma Ekstraklasy wpłynęła na Puchar? Legia praktycznie w finale

Piłka nożna
Iwanow: Reforma Ekstraklasy wpłynęła na Puchar? Legia praktycznie w finale
fot. Cyfrasport
W Legii wszyscy najlepsi, a w Podbeskidziu - rezerwy. Wynik był łatwy do przewidzenia.

Legia Warszawa jest już praktycznie w finale Pucharu Polski i czeka na swojego rywala. Trener Henning Berg jak zwykle był dobrze przygotowany do zajęć i nic nie chciał zostawiać przypadkowi.

W Bielsku-Białej wystawił swój najmocniejszy z możliwych składów, pozbawiony jedynie tych, którzy nie mogli zagrać ze względu na kartki (Ondrej Duda) bądź zdrowie (Dossa Junior i Michał Żyro). W rewanżu 8 kwietnia Norweg będzie mógł wrócić do tego, z czego chętnie korzystał, gdy Mistrzowie Polski reprezentowali nasz kraj w europejskich pucharach – rotacji. Jestem więcej niż pewien, że za niespełna tydzień przy Łazienkowskiej od pierwszej minuty zobaczymy Adama Ryczkowskiego, Helio Pinto czy Dominika Furmana.

 

Przecież kilka dni później zespół Berga leci do Gdańska na prestiżowe i z pewnością niełatwe spotkanie z Lechią. Także dlatego w prima-aprilisową środę Norweg nie był skory do żartów i desygnował do gry tak zwany „pierwszy garniutur”. I dość brutalnie wybił „Góralom” z głowy wizytę na Stadionie Narodowym 2 maja. A warto w tym miejscu wspomnieć, że podczas dwóch poprzednich wizyt przy Rychlińskiego w Bielsku-Białej, tyle, że tych w T-Mobile Ekstraklasie, drużyna Legii jednak przegrywała…

 

Trener „PBB” Leszek Ojrzyński pozostał wierny swojej teorii, że w Pucharze Polski nie korzysta ze swoich wszystkich najlepszych piłkarzy, bo to dawało dotychczas dobre rezultaty. Przeciw Legii nie zobaczyliśmy więc m.in. Macieja Iwańskiego, Bartłomieja Koniecznego czy kapitana Marka Sokołowskiego. Oczywiście żadnej gwarancji, że z nimi w składzie wynik byłby korzystniejszy dla bielszczan nie ma, ale wpływ na ich nieobecność miała nie tylko filozofia szkoleniowca ale też … „reforma ESA 37”.

 

Podział ligi po trzydziestu kolejkach na dwie walczące o zupełnie inne cele grupy musiał dać Ojrzyńskiemu do myślenia. Jego drużyna jest na szóstym miejscu w tabeli. W okresie półfinałów Pucharu Polski Podbeskidzie czekają dwa wyjazdy: do Wrocławia na mecz ze Śląskiem i do Górnika z Łęcznej. Zaryzykowanie pójściem na całość w meczach z Legią mogło skutkować wypadnięciem do zdecydowanie mniej komfortowej ligowej ósemki i po podziale punktów niepotrzebną nerwówką w siedmiu dodatkowych ligowych potyczkach.

 

Gdyby nie stosowana już drugi sezon z rzędu zmiana regulaminu być może dla „Górali” kwestia tego, czy będą na szóstym czy dziewiątym miejscu, nie miałaby tak wielkiego znaczenia. I wczoraj na boisku przeciw Legii zobaczylibyśmy „Ajwena” czy „Sokera”. Oczywiście, faworytem tego dwumeczu Podbeskidzie i tak by nie było, ale przecież jeszcze w mniej komfortowej sytuacji przed rywalizacją z Lechem Poznań byli Błękitni Stargard Szczeciński, drużyna bądź co bądź drugo, a więc de facto trzecioligowa.

 

Może więc gdyby nie „ESA-37”, trener bielszczan zaprezentowałby nieco inne myślenie? Może byłaby szansa na inny finałowy zestaw, niż ten, na który stawia(ła) cała piłkarska Polska?

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze