Pierwszy set finałowego spotkania turnieju ATP w Miami między Andym Murrayem, a Novakiem Djokoviciem przypominał... tenis kobiecy. Partia numer jeden stała pod znakiem przełamań: aż czterech wykorzystanych break-pointów i sześciu mini breaków w tie-breaku. Już pierwszy gem był niezwykle wyrównany, jednak ostatecznie Djokovic utrzymał własne podanie. Ta sztuka nie udała się chwilę później, kiedy na 2:1 przełamał go imponująco wyglądający na korcie Murray.

Jego dobra gra trwała jednak zaledwie chwilę, bowiem kilka minut później stan gry wyrównał Serb. Kolejna para przełamań przyszła przy stanie 3:3 i fantastycznym gemie serwisowym Murraya. Ostatecznie skuteczny odbiór doprowadził do tie-breaka w secie pierwszym, którego lepiej rozpoczął popularny Djoko.

Serb wyszedł na prowadzenie 4:0 i już go nie roztrwonił. Jednak największym przeciwnikiem Murraya był w tym okresie wcale nie Serb, a siatka kortu w Miami. Brytyjczyk aż czterokrotnie na przestrzeni decydującego gema posłał piłkę w siatkę i ostatecznie musiał uznać wyższość rywala. Numer jeden ATP zaprezentował stabilnieszą grę i zasłużenie wyszedł na prowadzenie.

Partia nr 2 była równie wyrównana, jednak zakończyła się happy endem dla Brytyjczyka. Tym razem obaj zawodnicy zagrywali dużo lepiej, przez co liczba przełamań została ograniczona. W najważniejszym momencie seta udało się to jednak Murrayowi: przy stanie 5:4 i serwisie Djokovicia zaryzykował i zagrał dwie odważne piłki, które ostatecznie dały mu wyrównanie stanu meczu.

Trzeci set to już jednak koncert jednego aktora - okazało się, że starania Murraya tylko przedłużyły mecz. Djoko nie pozostawił złudzeń i rozbił trzecią rakietę świata do zera. Murray był jedynie statystą; Szkot był bezradny i wyraźnie zabrakło mu sił, walczył jedynie o gema honorowego. Djoković potwierdził swoją dominację i przeszedł do historii zdobywając swój piąty tytuł w Miami!


Novak Djoković - Andy Murray 2:1 (7:6, 4:6, 6:0)