Łukasz Majchrzyk: W 2013 roku Pan mówił o tym, że zamierzacie stworzyć fundusz na transfery. Wtedy wyglądało to jak Third Party Ownership. Dlaczego to trwało od 2013 roku? To jest długi czas?

 

Bogusław Leśnodorski: Zawiązanie funduszu zazwyczaj zajmuje około roku. Nie mieliśmy ciśnienia, żeby to zrobić dużo szybciej, a poza tym okienka transferowe wyznaczają rytm funkcjonowania. Rozmawialiśmy z różnymi ludźmi na rynku i partnerzy z TFI Skarbiec byli najbardziej zdeterminowani i konkretni.

 

Czytałem, że to TFI szukało partnera... Kto się do kogo zgłosił?

 

Wystarczyło, że czytali gazety i wiedzieli, że chcemy to zrobić. Nie musieli się specjalnie wysilać. Oczywiście, skoro to jest pierwsze tego typu przedsięwzięcie w Polsce, to musieliśmy razem nad tym pracować, ale jeśli będą chcieli to robić z innymi klubami, to nie ma żadnych przeciwwskazań z naszej strony.

 

A Pan widzi potencjał w innych klubach ekstraklasy?

 

Nie.

 

W żadnym klubie?

 

Może w Lechu. Do tego trzeba grać regularnie w europejskich pucharach. Paradoks polega na tym, że tutaj nie ma sensu robić transferów z funduszem za darmo lub prawie za darmo. Tutaj trzeba wydawać konkretne pieniądze, a potem trzeba je oddać. Mniejszy klub nie może sobie pozwolić na takie wydatki, bo prawdopodobieństwo, że zagra w pucharach i dzięki temu regularnego sprzedawania swoich zawodników jest dużo mniejsza. Zobaczymy, jak to wyjdzie w Lechii Gdańsk, bo oni robią też coś takiego tylko zupełnie po swojemu. Może jeszcze ewentualnie Śląsk?

 

Warunek gry w europejskich pucharach jest po prostu powiązany z promocją zawodników?

 

Zawodnicy, którzy w co najmniej kilku meczach nie pokazali się na arenie międzynarodowej nie mają wielkiej wartości rynkowej. Może kadrowicze z mniejszych klubów mieliby podobną promocję, ale minimalizacja ryzyka polega na zbudowaniu efektu skali. Kupowanie jednego czy dwóch zawodników nie ma sensu. Musi ich być, powiedzmy, co najmniej pięciu.

 

Jak w takim biznesie wygląda podział ryzyka?

 

Pieniądze trzeba oddać. Kasę się ma za darmo lub prawie darmo na dłuższy okres, co powoduje, że sytuacja jest stabilna. Jeśli będzie sukces, to się premią dzieli.

 

Ryzyko ponosi tylko Legia?

 

Tak, ale w instytucjach finansowych chodzi też o koszt pieniądza, czy kwestie zabezpieczeń.

 

Pierwszy transfer z udziałem funduszu to przyjście Michała Masłowskiego?

 

Myśmy jeszcze nie skorzystali z pieniędzy funduszu. Zobaczymy, jak to zrobimy i kiedy. Nie wykluczam, że Masłowski i Guillherme to będą pierwsze dwie inwestycje z funduszu. Na razie jeszcze tego nie zrobiliśmy.

 

To tylko od Legii zależy, kiedy te pieniądze uruchomi i na jakiego piłkarza?

 

Tak, fundusz nie ma żadnego przełożenia na politykę transferową klubu.

 

Czy pieniędzy z funduszu można byłoby użyć w celu zatrzymania Miroslava Radovicia?

 

To absurdalne rozumowanie. Założenie funduszu jest takie, żeby inwestować w zawodników, na których można zarobić. Jeśli chcielibyśmy użyć tych pieniędzy na zatrzymanie Rado, to nigdy byśmy na tym nie zarobili.

 

Czyli pieniądze mogą być spożytkowane tylko na kogoś, kto przychodzi do klubu z zewnątrz?

 

Niekoniecznie.

 

Czyli teoretycznie można było to zrobić, gdybyście uważali, że wam się to kalkuluje?

 

Nie, bo przyjęliśmy założenie, że to może dotyczyć tylko zawodników do 27. roku życia.

 

Tak to jest w umowie zapisane?

 

Takie założenie przyjęliśmy. Jak będziemy uważali, że pieniądze można rozsądnie wydać, to będziemy je wydawali. Jeśli to będzie dotyczyło zawodników, których wartość będzie rosła. Przyszli do nas ludzie, którzy powiedzieli, że chcą wyłożyć pieniądze i wierzą, że Legia dobrze będzie nimi zarządzać. Jeśli chciałbym zatrzymać dzięki tym pieniądzom Radovicia, to by świadczyło o tym, że nasi partnerzy się pomylili co do nas. Jeśli żaden poważny klub europejski nie wydał przykładowo trzech milionów euro na zawodnika 32-letniego, a my byśmy to zrobili pierwsi, to by świadczyło, że coś jest z Legią nie tak. Proszę sobie wyobrazić, że jakikolwiek klub wydaje na takiego piłkarza trzy miliony euro. Do tej pory nikt nie wydał nawet 1,5 miliona. Ryzyko, że ktoś taki za rok przestanie grać jest tak wysokie, że w ogóle się to nie kalkuluje.

 

Zawsze jest takie ryzyko, nawet w przypadku 23-letnich piłkarzy.

 

Ale nawet po zerwaniu więzadeł taki piłkarz wraca w ciągu sześciu miesięcy. Zawodnik w wieku Radovicia już nie wróciłby do takiej formy. Ryzyko jest wielokrotnie wyższe. Rynek w Europie jest taki, że piłkarze "32+" nie przedstawiają prawie żadnej rynkowej wartości w kontekście definitywnego transferu gotówkowego.

 

Czyli de facto dla Legii dobrze, że udało się sprzedać Radovicia?

 

Kwestia funduszu z Rado nie ma nic wspólnego. Czym innym jest decyzja o sprzedaży, która nas bardzo bolała i nie chcieliśmy jej podejmować, a czym innym jest decyzja o kupieniu takiego piłkarza. Pan zapytał, czy ja bym kupił za przysłowiowe trzy miliony euro Radovicia...

 

Pytałem, czy by Pan zatrzymał.

 

Czyli de facto kupił, bo chodziło o wykorzystanie pieniędzy z funduszu. Powiedziałem, że nie kupiłbym kogoś takiego z tych pieniędzy.

 

Teoretycznie można to uzasadnić tak, że z Radoviciem w składzie Legia ma dużo większe szanse na przejście Ajaksu, awans do Ligi Mistrzów.

 

Ale jaki to ma związek z funduszem?

 

Legia gra dzięki temu dłużej w pucharach i tych młodych, na których może zarabiać, może lepiej wypromować. Taka konstrukcja mogłaby mieć miejsce?

 

Można wymyślić każdy scenariusz, ale ja powiem inaczej. Jeśli mamy pełną suwerenność i robimy, co chcemy, to możemy za grube pieniądze kupować bardzo słabych piłkarzy. Każde tego typu przedsięwzięcie opiera się na zaufaniu, że druga strona wie, co robi. Jeśli bym zrobił coś takiego, to bym zaufanie zburzył. Nie trzeba tego zapisywać w umowie. To są dwie różne rzeczywistości: jedna to klub, czyli emocje, a druga to rynek finansowy, który liczy na konkretne zyski z wydanych pieniędzy.

 

Liczył Pan w zimie, że Michała Żyrę uda się sprzedać z zyskiem?

 

Od roku już wiem, że słowo "liczył" nie jest najlepsze. Są zawodnicy, którzy chcieliby odejść i mają potencjał, ale nikt przytomny nie zakłada, że to się stanie w konkretnym okienku transferowym. W perspektywie trzech, czterech lat Michał Żyro jest zawodnikiem, który pewnie odejdzie, ale nigdy to nie jest planowane, że ma się stać w czerwcu, albo w styczniu, choćby z tego powodu, że może przytrafić się jakaś kontuzja.

 

To wróćmy jeszcze do potencjału promocyjnego Legii. Czy bierze się pod uwagę, że wielu młodych zawodników, sprzedanych z Legii nie poradziło sobie za granicą? Czy to Pana Prezesa martwi?

 

Oczywiście wolałbym, żeby odnosili sukcesy, ale jeśli mnie pan pyta, czy konkretny skaut, obserwując np. Michała Żyrę bierze pod uwagę karierę Dominika Furmana to wydaje mi się, że nie. Zresztą mówienie po pół roku, że Dominik Furman definitywnie sobie nie poradził jest przedwczesne.

 

Jeszcze jest Ariel Borysiuk.

 

To wcześniejsze czasy...

 

Dawid Janczyk...

 

Rynek wschodni ma swoją specyfikę. Artur Jędrzejczyk sobie poradził. Na pewno lepiej by było, gdyby wszyscy nasi byli piłkarze dobrze sobie radzili. Gdy się nad tym zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że to może mieć wpływ na postrzeganie zawodników z polskiej ligi, a nie konkretnie z Legii.

 

Legia jest suwerenna w swoich decyzjach i to dobrze, ale czy w momencie, kiedy trzeba będzie oddać pieniądze z funduszu nie będzie wewnętrznego przymusu, żeby koniecznie sprzedać kogoś, bo gotówka potrzebna?

 

My zakładamy dzisiaj, że będziemy w każdym sezonie sprzedawali przynajmniej jednego zawodnika. To jest filozofia tego klubu. Każdy poważny klub w Europie kupuje i sprzedaje zawodników.

 

Jeśli będziecie sprzedawali tych najlepszych, to jak to się ma do planów awansu do Champions League?

 

Mamy nadzieję, że w miejsce sprzedanych będą przychodzili jeszcze lepsi. Chodzi o podnoszenie poziomu całej drużyny. Przypadek Miro Radovicia jest specyficzny i to się zdarzyło poza nami. Nigdy nie zakładaliśmy takiej sytuacji, że nawet teoretycznie może być możliwa.

 

Mówi Pan jeszcze lepsi, czyli de facto drożsi?

 

Są różne zmienne, które decydują o cenie: wiek, pozycja. Dzisiaj się nagle okazuje, że zawodnik młodszy, który mniej gra, może mieć wyższą cenę.

 

Arsenal Tomasza Jodłowca nie weźmie, a Krystiana Bielika wziął.

 

A Jodłowiec jest dzisiaj dużo lepszy. Żadnego polskiego klubu nie stać i jeszcze długo nie będzie stać, żeby kupić 10 zawodników po 2 miliony euro, którzy nigdy nie grali w piłkę, licząc na to, że 2-3 z nich zrobi karierę. W Polsce nie dożyjemy tego momentu.

 

Z pieniędzy funduszu mieliby przyjść zawodnicy, którzy wprowadzą Legię do Ligi Mistrzów?

 

Naszym celem jest podnoszenie poziomu sportowego, a marzy nam się przy tym gra w LM. Będą trudne momenty, które dzieją się we wszystkich klubach, że w jednym okienku odejdzie 3-4 zawodników i nawet nie dlatego, że ktoś ich kupi – w grę może wchodzić kwestia nie przedłużenia kontraktu lub zakończenia kariery przez danego zawodnika. Trzonem każdej drużyny są piłkarze doświadczeni. Prawie nie ma zespołów, które grają na wysokim poziomie, a ich średnia wieku jest niska.

 

Jak Pan sobie wyobraża, ile możecie wydać z pieniędzy funduszu na jednego zawodnika, żeby zwrot był realny?

 

Połowę będzie wykładał klub, a połowę fundusz i nie wydaje mi się, żebyśmy w najbliższym czasie kupili zawodnika droższego niż 1,5 miliona euro. Dziwię się, że dziennikarze ciągle dopytują o kwoty. To jest jedna z rzeczy, których w piłce nie rozumiem, że wszyscy się niezdrowo podniecają kwotami, a to nie jest kwestia pierwszorzędna. Jeżeli płacisz milion euro za piłkarza, który zarabia 10 tys. euro miesięcznie, to jego łączny koszt na przestrzeni pięciu lat wynosi ponad 1,5 mln euro. A powiedzmy, że przychodzi zawodnik za darmo, który zarabia 50 tys. euro miesięcznie i na przestrzeni pięciu lat będą to trzy miliony. Który jest droższy? Nie wspominając o prowizjach menedżerów, kwotach za podpis, udziałach w zyskach z dalszych sprzedaży.

 

Można sobie wyobrazić, że ten, który przychodzi za darmo i odchodzi po roku.

 

A jeśli nie odejdzie i na liście płac przez pięć lat będzie piłkarz, który nie gra?

 

Nie wyobrażam sobie, żeby Legia podpisała kontrakt na pięć lat z kimś, kto zarabia 50 tys. euro miesięcznie.

 

Jeśli chce się kogoś sprzedać, to trzeba podpisać umowę co najmniej na cztery lata. Jeśli kupisz młodego, zdolnego zawodnika i podpiszesz kontrakt na dwa lata, to ryzyko, że on odejdzie za darmo nawet się nie mieści w głowie. Sensowne wydaje się kontraktowanie za małe pieniądze, młodych zawodników, na dłuższy okres. Problem w tym, że wszyscy tak uważają, więc rynek 17-18 latków jest irracjonalnie drogi. Sprowadzanie ich wiąże się z bardzo dużym ryzykiem. Można wziąć zawodników doświadczonych, którzy mogą wnieść bardzo dużo do drużyny, a nie zarobi się na nich tak dużo. Rosja, Daleki i Bliski Wschód, Indie - oni wszyscy tak robią. A kluby z zachodu ściągają w hurtowych ilościach młodych piłkarzy z mistrzostw Afryki czy klubów takich jak Legia młodych i zdolnych, i dlatego ceny za zawodników takich jak Bielik urosły i doszły do punktu, w którym płaci się za nich grubo powyżej 2 milionów.

 

Funtów czy euro?

 

Nie mogę powiedzieć. Chłopak, który nie przedstawiał wielkiej wartości dla pierwszej drużyny Arsenalu, kosztuje wielkie pieniądze. W tym samym czasie Radović, którego nikt pokroju Arsenalu nie wziąłby nawet za darmo, pojechał do Chin i zarabia olbrzymie pieniądze. Staliśmy się „ofiarami” własnego sukcesu, tego że wygraliśmy mistrzostwo Polski i wyszliśmy z grupy Ligi Europejskiej, i staliśmy się lepiej rozpoznawalni.

 

To skoro mówi Pan, że maksymalna kwota jaką Pan sobie wyobraża, w dającej się przewidzieć perspektywie to 1,5 mln euro...

 

Powiedziałem: Nie wydaje mi się, żebyśmy się zdecydowali wydać więcej na zawodnika.

 

To może Legii nie jest potrzebny taki fundusz?

 

Za wcześnie na takie ferowanie wyroków, zobaczmy jak to będzie wyglądało w praktyce. Może być też tak, że negocjujemy odejście jakiegoś zawodnika z klubu za 6 mln euro, a w tym samym czasie możemy wziąć za 3 mln kogoś, kto jest wart takiej ceny. I do tego fundusz jest potrzebny. Może zupełnie hipotetycznie założyć, że kogoś takiego jak Ondrej Duda sprzedamy na przestrzeni dwóch lat i już dzisiaj szukać kogoś, kto go zastąpi. Bez funduszu byłoby to bardzo trudne.