Poznań po raz drugi gościł uczestników "Wings For Life World Run" i był jedną z 35 lokalizacji na całym świecie, gdzie toczyła się rywalizacja. Około 70 tysięcy zawodników wystartowało m.in. w Melbourne, Kapsztadzie, Brasilli, Dubaju, Bukareszcie, Bratysławie czy Monachium.

 

We wszystkich krajach start wyznaczono na godz. 11.00 czasu UTC, czyli o 13 czasu polskiego. Na innych kontynentach uczestnicy zaczynali bieg często jeszcze przed świtem, niektórzy już po zachodzie słońca. Hasło przewodnie zawodów to "biegniemy dla tych, którzy biec nie mogą" – bowiem całkowity dochód z imprezy będzie przeznaczony na rozwój badań nad uszkodzonym rdzeniem kręgowym.

 

Wyjątkowość "Wings For Life World Run" polega na tym, że jest to bieg bez klasycznej linii mety. Finiszem dla uczestników był samochód, który wyruszył ze startu pół godziny za zawodnikami. Każdy z biegaczy, który został dogoniony przez auto, kończył zawody i schodził z trasy. Za kierownicą samochodu pościgowego ponownie zasiadł Michał Kościuszko. Największym wyzwaniem dla kierowcy rajdowego było utrzymanie równego tempa – 15 km/h. Po każdej kolejnej godzinie przyspieszał o kilometr, a po trzech godzinach musiał jechać już 20 km/h.

 

- To bardzo fajna zabawa, bo kiedy doganiam i eliminuję kolejnych biegaczy, oni wcale nie są smutni. Cieszą się często bardzo entuzjastycznie, że są już na mecie. Ale są i tacy, którzy jak widzą catcher cara, zaczynają finiszować i przez kilka kilometrów nie mogę ich dogonić. Ale w końcu maszyna musi wygrać z człowiekiem – opowiadał Kościuszko.

 

Na starcie nad Jeziorem Maltańskim stanęło ponad trzy tysiące zawodników. Nie zabrakło znanych obecnych i byłych sportowców, swoich sił spróbowali m.in. tyczkarka Monika Pyrek, biathlonistka Krystyna Guzik, czy żużlowcy reprezentacji Polski Jarosław Hampel i Maciej Janowski.

 

- Dla mnie to wyjątkowa niedziela, bo zamiast na motocyklu, spędzam ją na bieganiu. Ale to w sumie jest nieodłączny element treningu czy przygotowań żużlowców do sezonu. Dlatego biegam niemal codziennie. Tu nie wynik jest istotny, ale liczy się przede wszystkim szczytny cel tego biegu, a także dobra frekwencja – powiedział Hampel, który przebiegł 18 kilometrów.

 

Połowę krótszy dystans zaliczyła Monika Pyrek. Jak zdradziła, po raz ostatni biegała rok temu podczas pierwszej edycji "Wings For Life World Run".

 

- Teraz praktycznie biegam wyłącznie za moim małym synkiem, który odkrywa świat. Ale to są tylko krótkie sprinty. A tak poważnie, ja nigdy nie grzeszyłam wydolnością i być może dlatego wybrałam tyczkę. Z jednej strony podziwiałam krajobraz Poznania, ale dusza sportowca jeszcze została – mówiła Pyrek.

 

Przed rokiem startował Adam Małysz, podczas tegorocznej edycji przegrał z chorobą, ale dopingował innych uczestników.

 

- Rok temu przebiegłem ponad 19 kilometrów i byłem mocno zaskoczony, bo przed startem zakładałem 10. Efekty były potem takie, że przez trzy kolejne dni chodziłem tyłem po schodach – wspominał Małysz.

 

Były znakomity skoczek narciarski stanął na trasie dokładnie w tym samym miejscu, gdzie ukończył swój bieg przed rokiem. W podpoznańskiej Kobylnicy przybijał piątki z mijającymi go zawodnikami, a dla kibiców była to wyjątkowa okazja zrobić sobie zdjęcie z jednym z najbardziej popularnych sportowców.

 

Najdłużej przez samochodem uciekał Bartosz Olszewski. Maratończyk z klubu biegowego Warszawiaky pokonał dystans 73,460 km, co jest znacznie lepszym wynikiem od ubiegłorocznego zwycięzcy - Grzegorza Urbańczyka (49,080 km). Olszewski zanotował szósty rezultat na świecie. Wśród pań triumfowała Dominika Stelmach (Entre.pl Team Warszawa), która przebiegła 41,840 kilometrów. Zwycięzcy w nagrodę mogą wybrać sobie dowolną lokalizację w przyszłorocznej edycji.

 

Najlepszy na świecie ponownie okazał się Etiopczyk Lemawork Ketema, który pokonał 79,9 km w czasie 5 godzin i sześciu minut. Globalnym zwycięzcom organizator zafundował podróż dookoła świata.