Po fantastycznej formie Zawiszy chyba nie ma już śladu. Podopieczni Mariusza Rumaka wygrali na wiosnę sześć meczów z rzędu i wobec podziału punktów po rundzie zasadniczej sytuacja znacząco się poprawiła. Później jednak coś się zacięło – trzy porażki z rzędu: z Legią, Cracovią i Górnikiem Zabrze poważnie nadszarpnęły pewnością bydgoskich zawodników.

W rundzie dodatkowej Zawisza w końcu zdobył punkt – po szalonej końcówce wywiózł punkt z Bielska-Białej. Przed spotkaniem z Koroną miał na koncie 16 punktów – o cztery mniej niż piątkowy rywal, o którym w ostatnim czasie zrobiło się bardzo głośno za sprawą ewentualnego kupna klubu… przez AS Romę! - Muszą być tylko spełnione dwa warunki – nasz klub musi się utrzymać w Ekstraklasie, a AS Roma awansować do europejskich pucharów – powiedział prezydent Kielc Wojciech Lubawski. Nastąpiłoby to jednak dopiero po trzech latach.

Początek meczu przypomniał jednak publiczności zebranej na stadionie o imponującym wiosennym starcie. Po dziesięciu minutach było już 2:0 po dwóch trafieniach Alvarinho. W doliczonym czasie gry po wzorowej kontrze do siatki trafił jeszcze Josip Barišić. Można mieć wątpliwość, czy na samym początku akcji nie było faulu Andrea Micaela na Porcellisie, ale i tak należy pochwalić Zawiszę za tę akcję.

Po przerwie padła już tylko jedna bramka. Do siatki trafił Piotr Malarczyk. Po tym zwycięstwie Zawisza opuścił ostatnie miejsce w tabeli.

Po meczu Zawisza - Korona (3:1) powiedzieli:

 

Mariusz Rumak (trener Zawiszy Bydgoszcz):

Pierwszą połowę zagraliśmy bardzo skutecznie, bo stworzyliśmy sobie sytuacje i gros z nich wykorzystaliśmy. Mecz nam się układał, bo chociażby ta bramka strzelona do szatni daje na pewno dużą przewagę. W drugiej połowie mieliśmy kilka momentów, w których zupełnie inaczej powinniśmy rozwiązać pewne sytuacje i straciliśmy bramkę. Zespół z Kielc zaczął grać bardziej bezpośrednio, dłuższym podaniem, dwójką napastników i zbliżali się dzięki temu do naszego pola karnego, spychając nas nieco niżej. Wyprowadzając kilka razy kontrę można było ten mecz przechylić, mówiąc po piłkarsku - złamać go, ale tego nie zrobiliśmy, w związku z czym Korona nabierała pewności. Być może nie była to fascynująca i piękna gra, bo przed rozpoczęciem spotkania było widać nerwowość na twarzach wielu piłkarzy. Stąd właśnie brakowało nam trochę płynności. Najważniejszy jednak jest dziś wynik. Trzy punkty dają nam oddech, łapiemy kontakt w tabeli i to jest najważniejsze. Z nadzieją jedziemy do Krakowa i tam zagramy znów o wszystko, o życie.

Jarosław Wielgus (trener Korony Kielce):

Ciężko mówić o korzystnym rezultacie, gdy gra się dwie tak różne połowy. Błędy, które popełnialiśmy w pierwszej Zawisza wykorzystał i miał bardzo dobrą sytuację przed drugą, stąd też zasłużenie wygrał ten mecz. Gra bez dwóch kluczowych zawodników formacji obronnej, czyli Golańskiego i Dejmka, musi mieć odzwierciedlenie w grze. Często porównujemy polską ligę do innych, więc jeśli tam przy bardzo szerokich kadrach brak dwóch zawodników ma znaczenie, to co dopiero u nas. Mimo to poczuliśmy dziś na boisku taki moment, że mamy kontrolę nad grą, więc nasi piłkarze zaczęli wywierać większą presję na linię obrony Zawiszy. Myślę, że gdybyśmy strzelili drugą bramkę, końcówka mogła być naprawdę ciekawa. Musimy jak najszybciej zapomnieć o tym meczu, wyciągnąć z niego wnioski, bo we wtorek kolejne spotkanie.”

Zawisza Bydgoszcz - Korona Kielce 3:1 (3:0)

 

Bramki: 1:0 Alvarinho (5), 2:0 Alvarinho (10-karny), 3:0 Josip Barisic (45), 3:1 Piotr Malarczyk (56).

 

Żółte kartki: Sebastian Kamiński, Jakub Wójcicki - Lukas Klemenz.

 

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów: 4 500.

 

Zawisza Bydgoszcz: Grzegorz Sandomierski - Jakub Wójcicki, Andre Micael Pereira, Luka Maric, Sebastian Ziajka - Iwan Majewski, Kamil Drygas, Sebastian Kamiński (59. Bartłomiej Pawłowski), Mica (90. Paweł Strąk), Alvarinho (76. Cristian Pulhac) - Josip Barisic.

 

Korona Kielce: Vytautas Cerniauskas - Piotr Malarczyk, Lukas Klemenz, Kamil Sylwestrzak, Leandro - Vlastimir Jovanovic, Aleksandrs Fertovs, Jacek Kiełb, Przemysław Trytko (83. Marcin Cebula), Luis Carlos - Rafael Porcellis (62. Olivier Kapo).