Adrian Janiuk: Jak można przegrać wygrany mecz? Obrót spraw w spotkaniu z Górnikiem Łęczna był wręcz niewiarygodny.

 

Kamil Wilczek: Jak widać na naszym przykładzie można. Za to kocha się piłkę nożną, ale mówiąc poważnie nie mogą więcej przytrafić nam się takie wpadki. Wygrywając 2:0 u siebie nie może być tak, że ostatecznie przegrywamy 2:3. Zgotowaliśmy sobie na własne życzenie niemiłą sytuację w ligowej tabeli. Musimy jak najszybciej zatrzeć złe wrażenie.

 

Piast prowadził 2:0 i wydawało się, że ma sytuację pod kontrolą. Co takiego wydarzyło się po Pana golu? Zespół za bardzo uwierzył w końcowy sukces i zbyt szybko się rozluźnił?

 

Przed meczem rozmawialiśmy, że musimy przez 90 minut zachować pełną koncentrację. Właśnie to jest kluczem do zwycięstwa. Przez lekko ponad połowę meczu w pełni realizowaliśmy nasz plan. Po moim golu łęcznianie szybko złapali kontakt, a chwilę później doprowadzili do wyrównania. Na dobrą sprawę to nie oni podcięli nam skrzydła. Zrobiliśmy to sami! Po stracie trzeciego gola mieliśmy jeszcze okazję, żeby uratować ten mecz, ale niestety nie udało się. Przegraliśmy wygrane spotkanie, a to bardzo boli. Takie mecze muszą boleć i przez jakiś czas siedzą w głowie.

 

Jaka była reakcja trenera Radoslava Latala? Co szkoleniowiec powiedział piłkarzom Piasta po feralnym meczu?

 

Dostaliśmy ostrą reprymendę od trenera, ale to normalne, że po takiej wpadce musi być nerwowo. Najważniejsze jest wyciągnięcie wniosków. Trener wskazał nam gdzie popełniliśmy błędy, a także zwrócił uwagę na to, co było dobre w naszej grze. Po tak wnikliwej i obszernej analizie nie pozostaje nam nic innego jak tylko wygrać z Ruchem w Chorzowie.

 

Potyczka z Niebieskimi jest traktowana jako mecz o życie?

 

Do końca sezonu czeka nas sześć meczów o życie. Spotkanie z Ruchem jest pierwszym z nich, ale traktujemy je wyjątkowo ze względu na to, że to derbowy pojedynek. Nastawiamy się, że walka o ligowy byt będzie toczyła się do końca sezonu. Każdy z sześciu meczów jest tak samo ważny.

 

Mecz Ruchu z Piastem był zapowiadany jako pojedynek Wilczka z Kuświkiem czyli czołowych snajperów Ekstraklasy. Pan będzie miał okazję powiększyć swój dorobek bramkowy w sobotnich derbach, natomiast Grzegorz Kuświk pauzuje za kartki. Ma to dla gliwiczan jakiekolwiek znaczenie?

 

Może w mediach jest to tak przedstawiane, ale my piłkarze nie odbieramy tego w ten sposób. Grają przede wszystkim dwie drużyny, które będą walczyć o cenne zwycięstwo. Jeśli chodzi o absencję Kuświka, cóż są to problemy Ruchu i one nas  nie dotyczą. Skupiamy się na sobie. Mogę dodać, że w każdym spotkaniu chcę powiększać swój dorobek bramkowy i tak samo będzie przeciwko chorzowianom.

 

Jak ocenia Pan współpracę z trenerem Latalem? Jest to szkoleniowiec, który może wprowadzić Piasta na wyższy poziom?

 

Jest to trener, który niewątpliwie posiada mocny charakter. Mówi otwarcie o tym, gdy ktoś popełnia błąd, a to jest bardzo ważne we współpracy z zespołem. Jest to wciąż młody trener, który bezwątpienia może odnieść sukces w naszym klubie. Jego podejście i myśl szkoleniowa jest jak najbardziej właściwa.

 

Obecnie jest Pan liderem w wyścigu o koronę króla strzelców. Myśli Pan realnie o zdobyciu tytułu najlepszego strzelca Ekstraklasy?

 

Bardzo spokojnie podchodzę do tematu walki o koronę króla strzelców. Traktuję to osiągnięcie jako sprawę drugorzędną. Najistotniejsze jest, żebyśmy utrzymali się w lidze, a dopiero potem myślę o indywidualnych sukcesach.

 

Nie wierzę, że napastnik, który rozgrywa sezon życia nie chce być królem strzelców!

 

Nie powiedziałem, że nie chcę nim być! To jasne, że dla mnie jako napastnika byłoby to bardzo prestiżowe wyróżnienie, ale najważniejszy jest klub. Bramki zdobyte w przegranych meczach nie cieszą, bo tak naprawdę nic nie dają. Gdybym został królem strzelców, a mój klub spadłby z ligi to nie potrafiłbym się szczycić tym osiągnięciem. Taka korona nie miałaby należytego wymiaru. Może gdybyśmy byli w pierwszej ósemce w ligowej tabeli to myślałbym o indywidualnym tytule odważniej. Jednak w takiej sytuacji, gdy musimy bić się o ligowy byt to logiczne, że tylko dobro zespołu się liczy. Osobisty cel schodzi na dalszy plan.

 

Zagrał Pan w tym sezonie we wszystkich możliwych meczach w Ekstraklasie. W 31 spotkaniach strzelił Pan 16 goli czyli średnio w co drugim meczu piłka po Pana uderzeniu ląduje w bramce przeciwnika. Nie uważa Pan, że Ekstraklasa robi się dla Pana za ciasna?

 

Nie mam takiego wrażenia, że nasza liga staje się dla mnie za ciasna. Cieszę się, że regularnie zdobywam bramki. Ubiegły sezon w moim odczuciu był dla mnie udany, a w bieżących rozgrywkach poczyniłem kolejne postępy. Jestem doświadczonym zawodnikiem, więc nadszedł czas, żeby ustabilizować formę. Fajnie, że mi się to udało. Mając 27 lat to czas najwyższy, aby decydować o sile drużyny.

 

Jest Pan w pełni usatysfakcjonowany swoimi statystykami w tym sezonie czy jest apetyt na więcej?

 

Wiem nad czym muszę jeszcze pracować. Znam swoje mocne, jak i słabsze strony. Do swojej gry podchodzę w sposób krytyczny. Ten sezon jest dla mnie bardzo udany, ale mogę wycisnąć jeszcze więcej. Pobiłem swój rekord strzelecki i liczę, że w przyszłości będę miał okazję wyśrubować nowy.

 

Pana kontrakt z Piatem kończy się z końcem czerwca. Wydaje się, że szanse na zmianę klubu są bardzo duże?

 

Nie jest to najlepszy moment, żeby rozmawiać o mojej przyszłości. Wolę skupić się na teraźniejszości czyli na najbliższym meczu z Ruchem. Życie pisze różne scenariusze. Nic nie planuje, bo plany mają to do siebie, że często lubią się zmieniać. Zostały trzy tygodnie ciężkiej pracy i to jest w tej chwili dla mnie priorytetem. Po sezonie na spokojnie zastanowię się nad moim losem.

 

Czuje się Pan gotowy na przygodę zagraniczną?

 

Będąc na testach w angielskim Boltonie wiedziałem czego chcę. Chciałem tam zostać, więc muszę przyznać, że jestem gotowy na wyjazd z Polski. Nie obawiam się życia i funkcjonowania w innym kraju. Bolton wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jest to europejski klub, który może poszczycić się świetną organizacją. Byłem tam dosłownie chwilę, ale jestem zdania, że była to cenna lekcja.

 

Trener Kłusaków Neil Lennon przypadł Panu do gustu? Lubi Pan takich wyrazistych szkoleniowców?

 

Generalnie lubię i cenię ludzi z mocnymi charakterami. Co do trenera Lennona to nie miałem za bardzo okazji go poznać. Raz z nim rozmawiałem, a po jednym spotkaniu nie można powiedzieć, że zna się człowieka. Więcej rozmów odbyłem z szefem skautów Boltonu. Oczywiście doskonale wiem jakim był piłkarzem i jakim trenerem jest Neil Lennon. Z powodzeniem prowadził Celtic, który pod jego wodzą odnosił sukcesy. Jego osoba budzi szacunek.

 

Angielski kierunek jest Pana wymarzonym? Niegdyś jako młody zawodnik próbował Pan swoich sił w Hiszpanii.

 

Podoba mi się angielski styl. Premier League różni się od innych lig. Przyjemnie się ją ogląda i fajnie byłoby móc kiedyś tam zagrać nawet na poziomie Championship. Czy tak się stanie to trudno jest mi odpowiedzieć. Do Hiszpanii wyjechałem po to, aby rozwinąć swój warsztat. Uważam, że wyszło mi to na dobre.

 

Interesowałaby Pana gra w lidze chińskiej?

 

Wyraziłem swoją opinię na temat gry w Chinach i nie będę jej zmieniał. Póki co nie otrzymałem propozycji z klubów ligi chińskiej, więc tematu nie ma. Jednak gdyby taki się pojawił na pewno bym go rozważył. Nigdy nie byłem w Chinach, ale jestem ciekawy tego kraju oraz tego, jak wygląda tamtejsza liga.

 

Mówi się, że jest Pan przymierzany do gry w następnym sezonie w Lechii Gdańsk. Po pobycie w Zagłębiu Lubin myśli Pan jeszcze nad grą dla innego klubu w Ekstraklasie niż Piast Gliwice?

 

Temat Lechii pojawia się tylko w mediach i bezpośrednio mnie nie dotyczy. W Zagłębiu miałem trudny okres w swojej przygodzie z piłką. Można powiedzieć, że znalazłem się na zakręcie. Powrót do Gliwic okazał się zbawienny. Wiedziałem, że bardzo istotny będzie pierwszy sezon po powrocie. Bardzo mi zależało, żeby dobrze wypaść i to się udało. Teraz poszedłem za ciosem.

 

Być może przyszły król strzelców będzie w czerwcu do wzięcia za darmo. Piast liczy jeszcze, że uda się Pana zatrzymać w Gliwicach?

 

Oferta nowego kontraktu została mi przedstawiona kilka miesięcy temu i na tym stanęło. Póki co drugiej propozycji od mojego klubu się nie doczekałem. Mój menadżer zajmuje się negocjacjami i przyjmowaniem ofert. Czas pokaże, co się wydarzy.