Fakt, że na pięć kolejek przed końcem rozgrywek zespół z Białegostoku ma tylko punkt straty do lidera z Poznania i tyle samo punktów, co Legia, to w dużej mierze wynik unikatowego w skali światowej systemu rozgrywek, w którym nie do końca sprawiedliwie odejmuje się zdobyte punkty. Ale także jednak postawy samej Jagiellonii. Trudno przewidzieć jakim rezultatem zakończy się dzisiejszy jej występ przy Łazienkowskiej w Warszawie, ale prawda jest taka, że Michał Probierz to jeden z nielicznych trenerów w ekstraklasie, który ma pomysł na swój zespół. Ta drużyna jest jakaś.

Wiadomo o co w Jadze chodzi, jak chce grać i jaka jest idea, aby przezwyciężać swoje ograniczenia. Nie mam nic przeciwko sprowadzaniu dobrych graczy z zagranicy, ale pomysł, aby stworzyć drużynę w oparciu głównie o młodych Polaków, to jest to. Gdyby jakimś cudem właściciele klubów się nieformalnie dogadali i wszyscy poszliby w tym kierunku, to jestem przekonany, że za jakiś czas zaczęlibyśmy wygrzebywać się z dołka.

Nie jest to żaden przejaw ksenofobii, ale zwykła dbałość o własne interesy. Trudno wyobrazić sobie bardziej kosmopolityczny kraj niż Holandia, ale jednak z różnych powodów w klubach Eredivisie grają głównie młodzi Holendrzy. A w takich klubach jak Ajax – nawet nastolatkowie. Skoro nie są w stanie rywalizować z najsilniejszymi ligami w Europie, to kreują swoją młodzież, a następnie sprzedają ją za grube pieniądze tym, których na to stać. Przypomnę tylko, że na bazie tego pomysłu Holendrzy na ostatnich Mundialach zajmowali miejsca 2. i 3.

Nigdy nie byłem fanem Jagiellonii, od dziecka kibicuję Legii, ale zastanawiam się czy dla dobra polskiej piłki nie byłoby lepiej, gdyby tym razem to właśnie Jaga została mistrzem. Nie chodzi mi w tym przypadku o jakieś sympatie, antypatie czy wycieczki personalne. Liczę, że nastąpiłby jakiś przełom w rozumowaniu ludzi decydujących o polityce naszych klubów. Może zrozumieliby, że sprowadzanie piłkarskiego szrotu z zagranicy może i jest ekonomicznie opłacalne, ale prowadzi donikąd. Nie wzmacnia nas, ale gubi. Wszyscy przekonaliby się, że naszą "kowbojską" ligę można wygrać polskim składem, z polskim trenerem, nikogo nie przepłacając. Pewnie nic nie zmieniłoby się z dnia na dzień, ale może pojawiłby się jakiś trend.

Zakładając, że to właśnie jakiś zespół spoza głównego nurtu, nienajbogatszy, mógłby zostać mistrzem, zawsze usłyszymy oczywiście kontrargument: no, ale to nie byłoby dobre, bo przecież w europejskich pucharach nie mielibyśmy szans. Zgadza się. Czyli byłoby dokładnie tak, jak w ostatnich dwudziestu latach w przypadku innych mistrzów Polski. Dokładnie tyle dostajemy łomot podczas próby dostania się do Ligi Mistrzów. Mówiąc z przymrużeniem oka: po co przepłacać? Można odpaść w kwalifikacjach za znacznie mniejsze pieniądze.