A przecież to miała być polska waga. Mistrzem świata był Tomasz Adamek i Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, mistrzem Europy Mateusz Masternak, a na pierwszych miejscach w rankingach Krzysztof Głowacki i Paweł Kołodziej. Do tego jeszcze Łukasz Janik, wcześniej Tomasz Hutkowski.

 

Dziś dwóch mistrzów w tej kategorii mają Rosjanie (WBC – Grigorij Drozd, WBA – Denis Lebiediew), czempionem IBF jest wciąż mieszkający w Niemczech Kubańczyk Juan Pablo Hernandez, a WBO Marco Huck. Bośniak z niemieckim paszportem. Ale tuż za nimi na liście najpoważniejszych kandydatów do mistrzowskich pasów znów Rosjanie: Dmitrij Kudriaszow (wszystkie swoje walki wygrał przez nokaut), Rachim Czakijew (mistrz olimpijski z Pekinu, pokonany tylko przez „Diablo” Włodarczyka) i Murat Gassijew. Do tej listy trzeba jeszcze dopisać Ukraińca Ołeksandra Usyka, złotego medalistę igrzysk w Londynie. Jest jednym z tych, którzy mogą pokrzyżować szyki Rosjanom.

 

My mamy tylko Krzysztofa Głowackiego, który wciąż czeka na walkę z Marco Huckiem. Dojdzie do niej prawdopodobnie w lipcu w USA, ale na dokładne informacje gdzie i kiedy musimy trochę poczekać. Mam też nadzieję, że ostatniego słowa nie powiedział jeszcze „Diablo” Włodarczyk, który miał zmierzyć się w rewanżowym pojedynku z Drozdem, ale na przeszkodzie stanęła choroba i teraz znów musi cierpliwie czekać na jeszcze jedną szansę. I zapewne raz jeszcze dostanie ją w Moskwie, gdyż boks zawodowy w Rosji rozwija się coraz prężniej.

 

W dawnym ZSRR ze zrozumiałych względów królował boks amatorski. Lista mistrzów tej dyscypliny jest długa, ale pierwszym z nich, który sięgnął po zawodowy pas (WBC w wadze muszej) był dopiero Jurij Arbaczakow w 1992 roku. I żeby dostać taką szansę musiał wyjechać do Japonii.

 

Później zawodowym mistrzem świata został znakomity Kostia Czju, ale tytuł zdobył dla Australii, gdzie zamieszkał po amatorskich mistrzostwach świata w 1991 roku, które wygrał. Cztery lata później miał już pas IBF w wadze junior półśredniej.

 

O pas mistrzowski WBO (waga ciężka) w 1996 roku walczył też Aleksander Zołkin, lecz przegrał przez techniczny nokaut w 10 starciu z Brytyjczykiem Henrym Akinwande. Wiele lat później mistrzami najcięższej kategorii zostali Nikołaj Wałujew i Oleg Maskajew.

 

 Dziś zawodowych mistrzów rodem z byłego ZSRR jest już sporo, ale tak jak kiedyś w „sbornej” prym wiodą Rosjanie. Aleksander Powietkin jest czempionem regularnym WBA w wadze ciężkiej, wspomniani Lebiediew i Drozd są mistrzami kategorii junior ciężkiej, do Siergieja Kowaliowa należą trzy pasy (WBA, IBF, WBO) w wadze półciężkiej.

 

Kategorią średnią rządzi pół Rosjanin, urodzony w Kazachstanie Giennadij Gołowkin, w wadze piórkowej mistrzem IBF jest Jewgienij Gradowicz.

 

Myślę, że to dopiero początek inwazji na zawodowe ringi mistrzów z krajów byłego Związku Radzieckiego. A rosyjska siła będzie coraz bardziej widoczna.