Amerykanin Chris Algieri na tle Khana to postać mało znacząca w boksie. Nikt jednak nie odbierze mu wygranej, choć bardzo wątpliwej z Rusłanem Prowodnikowem po której został mistrzem świata WBO w wadze junior półśredniej. Walczył też z Mannym Pacquiao i nie dał się znokautować, ale sześć razy lądował na macie ringu, co szczególnej chwały mu nie przynosi. Mimo to zuchwale twierdzi, że pokona Khana, że będzie w starciu z nim agresywny i dobierze się do jego szklanej szczęki.

 

Nic nie wskazuje na to, żeby były mistrz kickboxingu wprowadził w czyn swoje słowa. Prowodnikowa jednak pokonał, choć w pierwszej rundzie dwa razy leżał na deskach. Pokonał przy pomocy sędziów, ale kto to już dziś pamięta.

 

Amir Khan ma bokserską przeszłość zdecydowanie bogatszą i niewspółmiernie bardziej skomplikowaną. W wieku 17 lat był srebrnym medalistą igrzysk w Atenach (2004), gdzie stoczył naprawdę interesującą walkę w finale wagi lekkiej ze znakomitym kubańskim mistrzem Mario Kindelanem.

 

O Angliku pakistańskiego pochodzenia mówiło się wtedy więcej niż o trzy lata starszym Andre Wardzie, który zdobył ostatnie olimpijskie złoto dla USA wygrywając rywalizację w kategorii półciężkiej, czy Rosjaninie Aleksandrze Powietkinie, najlepszym w najcięższej wadze. A przecież na tych igrzyskach na podium stał też Kazach Giennadij Gołowkin (kat. średnia), podobnie jak Khan pokonany w finałowej walce.

 

Dziś Amir Khan jest pięściarzem dojrzałym, znającym nie tylko smak sukcesu, ale też gorycz porażek. Tym bardziej, że były one bardzo bolesne. Kiedy siedem lat temu znokautował go Kolumbijczyk Breidis Prescott (jeszcze w wadze lekkiej) uznano to za wypadek przy pracy, ale kolejna przegrana przed czasem z Dannym Garcią w 2013 roku potwierdziła obawy, że jego szczęka jest jednak mocno podejrzana. Wcześniej pokonał go też Lamont Peterson, ale tu można dyskutować, czy werdykt był uczciwy. Nie zmienia to jednak faktu, że po tych porażkach przestał być mistrzem świata wagi junior półśredniej.

 

Teraz jest zawodnikiem kategorii półśredniej i jak twierdzi jest to dla niego właściwe miejsce. Ostatnie dwie walki, z Luisem Collazo i Devonem Alexandrem wygrał zdecydowanie, ale to nie musi być solidny miernik jego aktualnych możliwości, choć sam Khan zapewnia, że bije teraz mocniej, a jego szczęka jest znacznie twardsza niż kiedyś. Coś mi się jednak zdaje, że w starciu z Algierim nie przekonamy się, czy jego słowa są prawdziwe.

 

Czy naprawdę ma szansę, by dostać walkę z Mayweatherem Jr we wrześniu ?

 

To bardzo prawdopodobne, gdyż Khan byłby ciekawym rywalem dla najlepszego pięściarza bez podziału na kategorie wagowe. Jest wyższy od Floyda Jr, być może nawet nieco szybszy, potrafi bić seriami, ale czy to wystarczy, by go pokonać ? Nie sądzę, ale gdyby do takiej walki doszło, to naprawdę może być ciekawie. Ale najpierw musi teraz w dobrym stylu wygrać w Nowym Jorku.