Nikt nie miał wątpliwości, że to Antonio Conte stał się naczelnym architektem odbudowy "grande Juve". 45-letni Włoch wprowadził innowacyjną taktykę, dzięki której Stara Dama wróciła na szczyt i zdystansowała wszystkich na kilka długości. Etykieta sławnego "3-5-2" stała się jego drugą twarzą. Gdy 15 lipca ubiegłego roku ogłosił rezygnację, w Turynie zapanowała panika. Czy ktoś był w stanie wejść w buty cudotwórcy? Po ogłoszeniu następcy wśród kibiców Bianconeri zapanowała rozpacz. "Ten fajtłapa z Mediolanu ma zastąpić wielkiego przywódcę?".

Czy Allegri był z góry skazany na porażkę? Na papierze: owszem. Oczekiwania wobec jego osoby były analogiczne do tych, jakie postawiono przed Pepem Guardiolą w Monachium. Na wizerunku Conte była jednak jedna istotna rysa, która mogła być światełkiem w tunelu dla jego następcy: przez te cztery lata nie zaistniał w Europie, a głodni międzynarodowego sukcesu kibice Starej Damy mimo radości z kolejnych tytułów mistrzowskich i panowania na krajowym podwórku, oddaliby wszystko za jeden głośny akord w Lidze Mistrzów. Conte chude lata na europejskiej arenie argumentował sytuacją finansową włoskiego futbolu w porównaniu do angielskich i hiszpańskich gigantów:
Niemożliwym jest stołowanie się w pięciogwiazdkowej knajpie, gdy w portfelu masz tylko banknot o nominale dziesięciu euro. Potencjał ekonomiczny, dzielący Włochy od zachodu Europy jest nie do przeskoczenia.
Nie każdy miałby odwagę zastąpić ubóstwianego w Turynie Conte. Jemu się udało. Do poprawy dostał drużynę, która w ubiegłym sezonie jako pierwsza przekroczyła barierę stu punktów w Serie A. Poprawił ją. Plan został wykonany w stu procentach. A nawet trzystu. Fajtłapa z Mediolanu zagra w finale Champions League zaraz po spokojnym zwycięstwie w Calcio i pierwszym od dwudziestu lat Pucharze Włoch. "Dziesięć euro" Conte stało się symbolem Allegriego...

 

graf. Paddypower



Bezbłędny start, a potem… same błędy

Jego menedżerska przygoda rozpoczęła się w 2004 roku. Zadebiutował na ławce trenerskiej Aglianese występującego w Serie C2. W górę wspinał się postępowo, choć nie bez problemów. Wyrzucono go z Grosseto występującego w Serie C1, po czym poszedł obywać się z pierwszą ligą u boku Giovanniego Galeone w Udinese. W sierpniu 2007 wrócił do Serie C1, by objąć ambitne Sassuolo. Awansować wyżej udało się od razu, co nie pozostało niezauważone w Serie A. Allegri w maju 2008 dostał propozycję zastąpienia Davide Ballardiniego w roli menedżera Cagliari. Pierwszy sezon znowu był obiecujący - miejsce w górnej połowie tabeli, udokumentowane nawet nagrodą "Golden Bench" za najlepszego trenera sezonu 2008-2009. Kolejna kampania była już dużo gorsza, a zakończyło ją zwolnienie z piastowania owej funkcji już w maju.

Nieco nieoczekiwanie przywódcę drużyny zobaczył w nim Adriano Galliani, który zastąpił nim Brazylijczyka Leonardo w wielkim AC Milan. Początek sportowo był jak z bajki, ale nie miał on zwolennika w Silvio Berlusconim. Według polityka funkcja menedżera Rossonerich jako wielkiej firmy powinna łączyć zarówno aspekt sportowy, jak i reprezentacyjny. Człowiek rządzący Milanem na boisku powinien być elegancki i estetyczny. Allegri ze swoją taktyczną grą spełniał tylko pierwszy warunek, bowiem... sposób jego mowy był szybki i niewyraźny. Po pierwszych konferencjach prasowych osoby związane z Milanem zaczęły szydzić i podważać funkcję Włocha.

 

Ale ten robił swoje. Ze Zlatanem Ibrahimoviciem, Alexandre Pato i Thiago Silvą w składzie zdominował ligę i dał Rossonerim pierwszy tytuł od 2004 roku. Potem robiło się tylko gorzej. Z każdym kolejnym sezonem Milan przegrywał z Juventusem coraz wyraźniej, Max nie potrafił znaleźć wspólnego języka ze Zlatanem i Andreą Pirlo, a kibice zaczęli nazywać jego zespół… domem starców. Zarzucano mu, że nie potrafi zapanować nad temperamentem gwiazd, które miały rzekomo wchodzić mu na głowę. To, czego nigdy nie wybaczą mu kibice Milanu, to krytykowanie i rezygnacja z Andrei Pirlo.

 

Allegri zarzucał włoskiemu maestro zwalnianie gry i brak zaangażowania w grę defensywną. Usilnie próbował przestawić go na "dziesiątkę", na co nie chciał przystać rozgrywający. Milan przedstawił mu propozycję rocznego przedłużenia kontraktu, jednak ten nie chciał zmieniać swojej roli na boisku i wybrał Juventus. Pirlo pożegnał się z Mediolanem głównie poprzez osobę Allegriego, który go nie cenił. Trzeci sezon zaczął się fatalnie, a pod koniec roku 2013 wszystko było już jasne, gdy Allegri wypowiedział sławne słowa: "To moje ostatnie Święta w Mediolanie".


Czara goryczy przelała się 12 stycznia 2014. Milan w 18 kolejek wygrał zaledwie pięciokrotnie, a gwoździem do trumny okazał się szalony mecz z… Sassuolo, któremu zawdzięczał trenerski awans do Serie A. Milan przegrał 3:4, mimo że po kwadransie prowadził 2:0. Cztery bramki dla gości zdobył Domenico Berardi, który wkrótce może zresztą trafić pod skrzydła Allegriego w Juventusie. Po Allegrim został duży niesmak: ze znakomicie naoliwionej maszyny pozostały zgliszcza. W zespole z miasta mody występowały "odgrzewane kotlety", a niezbyt efektywny wózek ciągnął swoimi przebłyskami Mario Balotelli. Cały sezon okazał się dla Milanu gigantyczną klapą i najsłabszym rezultatem od dziesiątej lokaty w kampanii 1997-1998.

Angielski romans

Okrągły rok temu był wciąż bezrobotny i planował sobie odpoczynek od uprawiania zawodu. "Chcę zwiedzić wiele miejsc i nauczyć się angielskiego. Fascynują mnie metody treningowe w innych krajach i chciałbym się trochę podszkolić." Nigdy nie ukrywał, że jest zauroczony futbolem na Wyspach, który według niego bardzo różni się od tego na Półwyspie Apenińskim. Po zwolnieniu z AC Milan spędził dwa miesiące w Anglii, oglądając mecze Tottenhamu i Arsenalu, poznając londyński punkt widzenia na futbol.
Nie ma czegoś takiego, jak futbol lepszy i futbol gorszy. Są różne style i kultury, które posiada każdy z krajów. Na Wyspach Brytyjskich gra się szybciej i bardziej fizycznie, podczas gdy w Italii taktyka jest religią.
Według Allegriego na wspomnianą kulturę składają się codzienne nawyki. Zawodnicy będą w innej formie, gdy muszą zmienić strefę czasową i wstawać dwie godziny wcześniej. Nie ma jednak złudzeń, że futbolowego abecadła nie da się zmieniać pojawiając się w obcym otoczeniu. To człowiek musi zaadaptować się do otoczenia, a nie odwrotnie. Ma bzika na punkcie systemu żywienia, czyli po prostu diety:
Jeśli każdy z zawodników miałby dietę przystosowaną specjalnie pod własny organizm, uniknęlibyśmy pięćdziesięciu procent kontuzji i urazów.
Czy ten angielski romans wyzwolił w nim pokłady nowej energii i pomysłów? Ciężko stwierdzić. Oferta z Juventusu była z gatunku tych nie do odrzucenia. Przed Allegrim rysowało się mission impossible, ale podjął wyzwanie.

 


Taktyczna rewolucja

W jednym z wywiadów Claudio Marchisio powiedział, że Antonio Conte wlewał w graczy Juve wielkie pokłady ambicji i serducha do gry, zaś Max Allegri nauczył ich taktyki. Odważne było przede wszystkim przemeblowanie wielbionego "3-5-2" Conte na jego własny diament w środku pola i czterech obrońców. Do zespołu znakomicie wkomponował Alvaro Moratę i Patrice'a Evrę, a w drugiej linii pogodził całą czwórkę znakomitych rozgrywających: Vidala, Pogbę, Pirlo i Marchisio, który rozgrywa być może swój najlepszy sezon w barwach Juve.

Mistrzostwo zaklepać udało się w 34. kolejce po wyjazdowym zwycięstwie z Sampdorią. Allegri nie odpuścił też Coppa Italia, które udało się zdobyć po raz pierwszy od dwudziestu lat. W finale ograli Lazio po dogrywce, które w tym tysiącleciu rzuciło na Juventus pucharową klątwę. Liga Mistrzów? Wielka wiktoria nad Borussią Dortmund, szachy z AS Monaco i pójście na wymianę ciosów z Cristiano Ronaldo i spółką. Awans do finału na Santiago Bernabeu musiał być czymś niezapomnianym. Czy Stara Dama sprawi kolejną niespodziankę i ogra kolejnego hiszpańskiego giganta w nieziemskiej formie?

Sezon-marzenie w wykonaniu Allegriego w liczbach:


56 spotkań: 37 zwycięstw, 13 remisów, 6 porażek
Bramki: 103-27
27 czystych kont

Porównania z Conte są czymś oczywistym. Allegri może w jeden sezon przyćmić dobre imię obecnego selekcjonera Squadra Azurra, który niemal w pojedynkę zbudował w Turynie znakomity zespół, a Allegri dodał mu tylko świeżości.
Obydwaj wygrywaliśmy trofea z Juve. Jeden trener nie jest lepszy od drugiego, jesteśmy po prostu inni. Mogę być lubiany lub nie, a na końcu i tak jesteśmy rozliczani wyłącznie z naszych wyników. Nie zapominajcie o tym, że to nie jest Juventus Allegriego. To po prostu świetna drużyna, która gra rewelacyjny sezon.
Spokojna starość

Oceniając Allegriego nie należy popadać w hurraoptymizm. Owszem, zrobił w Turynie niesamowitą robotę i ma szansę zaklepać potrójną koronę. Cztery lata w Mediolanie pokazały jednak, że początki zawsze mu wychodziły - gorzej było później. Prawdziwą sztuką będzie pozostać na szczycie, a to zweryfikuje kolejny sezon. Na obecną chwilę liczy się jednak tylko 6 czerwca i wielki pojedynek z Barceloną.

Juventus przystępuje do spotkania w roli kopciuszka, a pewniakiem do zdobycia trofeum może wydawać się Barca. Allegri przyznaje, że indywidualne upilnowanie Leo Messiego jest czymś niemożliwym. Czy jego zdolności taktyczne na to pozwolą? Mamy tylko nadzieję, że Argentyńczyk nie napsuje mu za dużo krwi, bowiem Włoch ceni sobie spokój ducha.
Marzy mi się posada selekcjonera włoskiej kadry pewnego dnia, ale trenerem chcę być tylko do 55. roku życia. To dla człowieka za duży stres, nie zamierzam się na to zbyt długo narażać.