Kluczowa dla przebiegu spotkania i atmosfery na stadionie była bramka dla Barcelony przez Ivana Rakitica już w czwartej minucie spotkania. Fani "Starej Damy" doznali szoku i zamilkli. Głośniejsi byli chyba nawet w oczekiwaniu na otwarcie bram stadionu. Po kilku minutach można było usłyszeć ich doping, ale byli w cieniu kibiców z przeciwnej trybuny.

 

Sektor zajmowany przez sympatyków Barcelony był głośny, szczęśliwy i kolorowy. Kibice ubrani w barwy klubowe i narodowe jednego ze swoich rodaków nie darzyli jednak sympatią - był nim Morata, który przed rokiem triumfował w Lidze Mistrzów w barwach Realu Madryt, a latem 2014 przeniósł się do Turynu.

 

22-letni napastnik oficjalnie przyznaje się, że jest kibicem "Królewskich". Wiele też zawdzięcza temu klubowi. Jednak jego dwie bramki w półfinałowym dwumeczu strzelone w barwach Juventusu przyczyniły się do wyeliminowania Realu. Teraz fani Juventusu liczyli, że Morata zagra na nosie również Barcelonie.

 

Hiszpańscy kibice wstrzymali oddech w 24. minucie, kiedy ich rodak znalazł się w dobrej sytuacji w polu karnym. Nie trafił jednak w bramkę i nie zdołał doprowadzić do wyrównania. Udało mu się to 10 minut po przerwie, gdy skutecznie dobił strzał Argentyńczyka Carlosa Teveza.

 

Ten gol wyraźnie wyrwał włoskich tifosi z letargu. Od tego momentu zaczęli dotrzymywać kroku fanom "Barcy", choć ich radość nie trwała długo. W 68. minucie Urugwajczyk Luis Suarez w podobnej sytuacji, jak Morata, skierował piłkę do siatki i ponownie górą byli Hiszpanie.

 

Ci natomiast zgotowali owację Xaviemu Hernandezowi, który w końcówce spotkania zmienił Andresa Iniestę, aby wystąpić w ostatnim meczu w barwach Barcelony. Po 17 latach gry w tym klubie 35-letni pomocnik przenosi się do katarskiego Al-Sadd. W sobotni wieczór w Berlinie sięgnął po 25. trofeum w barwach katalońskiej drużyny i po raz 151. pojawił się na boisku w Lidze Mistrzów, zostając samodzielnym rekordzistą. Dotychczas dzielił to miano z Ikerem Casillasem, bramkarzem Realu Madryt.

 

W doliczonym czasie gry Brazylijczyk Neymar ustalił wynik na 3:1, a fanów Barcelony wprawił w euforię.