Rajd Sardynii miał 1158,5 km w tym 394,6 km podzielonych na 24 szutrowe odcinki specjalne. Baza rajdu znajdowała się w Alghero. Drugiego dnia kierowcy mieli do przejechania 200 km odcinków specjalnych, dzień zaczynali w parku serwisowym o 6.00 rano, kończyli tuż przed północą.

- Tak długi program dnia nie ma sensu. To nie ma nic wspólnego z wytrzymałością, tylko z maksymalnym zmęczeniem. Ani teamom, ani zawodnikom nic nie daje. Wieczorem są tak zmęczeni, że nie myślą o walce z konkurentami, tylko o wypoczynku. To jest - moim zdaniem - marnowanie czasu, którego przecież w nadmiarze nie mamy. Trzymanie w pełnej gotowości serwisu przez 18 godzin nie jest rozsądne - uważa Capito.

Szef niemieckiego teamu podkreślił, że tak długa i męcząca trasa etapu może mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo.

- Dla imprez długodystansowych jest Dakar i inne imprezy terenowe, gdzie liczy się wytrzymałość. W rajdach WRC nie jest to najważniejszy element rywalizacji - dodał.

Innego zdania jest koordynator trasy z ramienia organizatora Antonio Turitto, który broni trasy i harmonogramu.

- Nasz rajd to europejskie safari. Ma taki charakter, jaki odpowiada kibicom. Dajemy im sporą dawkę adrenaliny, tego oczekują - mówi Turitto.

Jego ocena rajdów do mistrzostw świata nie znalazła uznania w oczach Norwega Madsa Oestberga, kierowcy ekipy Citroena.

- Oni mogą wstawać o szóstej rano i iść do łóżka po północy. Kierowcy muszą być jednak wypoczęci, aby bezpiecznie walczyć następnego dnia. Tego nam na Sardynii nie zapewniono - zaznaczył.

Z Norwegiem nie zgodziła się Francuzka Michele Mouton, menedżer WRC, były kierowca rajdowy.

- Jeśli będziemy skracali trasy odcinków w mistrzostwach świata, to znajdziemy się na poziomie mistrzostw Europy, gdzie zawodnicy maksymalnie przejeżdżają 250-270 km. Na to w WRC nie można się zgodzić - wyjaśniła Mouton.

Kolejną, 7. rundą mistrzostw świata będzie w dniach 2-5 lipca szutrowy Rajd Polski z bazą w Mikołajkach. Jego trasa ma w sumie 1192 km. 19 odcinków specjalnych liczy 313 km.