Która z drapieżnych Panter nie rozpruwała szlaki na tym cudnym 336-metrowym torze? Andy Ross, Joe Hughes, John Davis, Frank Smith, Mike Lanham, Brian Clark, Nigel Flatman, Andy Hines, Kevin Hawkins, Mick Poole, Jason Crump, Alan Grahame, Zdenek Tesar, Ryan Sullivan, Mario Jirout, Mark Loram, Shane Parker, Lukas Dryml, Ales Dryml, Sam Ermolenko… Plejada znakomitych żużlowców… Rekordzistą toru na East of England Showground jest Krzysztof Kasprzak, a kierownikiem parku maszyn Kevin Kowalski… Jednak pomimo przepięknych kart historii, niewiele brakowało, aby późną jesienią 2014 roku Pantery zniknęły z mapy pokonując ostatni wiraż. Pokłony należą się żużlowcowi z Australii, który uczynił wiele dobrego dla speedwaya w Peterborough. Dzięki Arlo motocykle wciąż kipią melodią na obiekcie mistrzów Elite League z 1999 i 2006 roku…

Bugeja – czarodziej z Adelajdy

Humbug Scrub, północne przedmieścia Adelajdy, uroczego miasta, które sprawia, że życie nie musi być męczącym maratonem… 18 marca 1986 roku w tym zakątku Australii urodził się Arlo „Budgie” Bugeja. Gdy otworzył oczęta, nie wiedział jeszcze, że jako młokos będzie pokonywał okrążenia na szybkim torze Gillman, a następnie przefrunie nad Azją, aby zostać mechanikiem Lee Smethillsa z Glasgow Tigers. Wykaże się zręczną żonglerką kluczami i spróbuje innego chleba – jazdy na angielskich torach. W kronikach Redcar Bears odnotują, że Arlo wystąpił w niemal 100 meczach, a w Berwick, Sheffield i Edinburgh nikt nie powie złego słowa o Bugeja. Miły jegomość, nigdy nie stroni od oryginalnego poczucia humoru, a przy tym człowiek, któremu na sercu leży dobro speedwaya. Dzisiaj kibice Panter są szczęśliwi, bo Peterborough zajmuje czwarte miejsce w tabeli Premier League, ale zimą nikt nie zaprzątał sobie głowy żużlowymi statystykami. Kiedy zimny i porywisty wiatr hulał nad East of England Showground, Arlo Bugeja telepatycznie przekonywał Geda Rathbone’a, aby wyrwał ze śpiączki zasłużony klub Peterborough Panthers.


Ged próbował swoich sił na motocyklu żużlowym, ale próby nazwał dość osobliwie: kaszel, a nie speedway. Nikt nie włożył mu do kołyski poduszki z szyldem talent do żużla, a mimo to zapamiętale jeździł na Seal Sands, południowych rubieżach Hartlepool. Nie zawojował świata, ale otrzymał szansę, aby wyjechać na tor po ligowych meczach Middlesbrough. „Nigdy nie byłem tak dobry jak mój kuzyn Christopher Readshaw. Skoro nie mogłem być najlepszy w jeździe po szlace, zrezygnowałem z łamania motocykla. Jestem szczęśliwy tonąc w smarach, dlatego kocham pracę mechanika. Składać silniki – bardzo proszę, ale jeździć – dziękuję uprzejmie, to nie moja baśń. Pamiętam, że pierwszy raz wsiadłem na motocykl w wieku 13 lat. Mój dobry przyjaciel, Mike Smith, ścigał się jak natchniony, miał ogromny talent, ale nie miał wokół siebie osób, które umiejętnie poprowadziłyby go w stronę wielkiej kariery. Na domiar złego, Mike doznał skomplikowanego złamania nogi, co całkowicie przekreśliło jego nadzieje” – wspomina Ged Rathbone, dziś generalny menedżer Peterborough Panthers.


Kiedy ostatnie kartki spadały ze ściennego kalendarza na 1996 rok, Ged z bólem serca obserwował jak obumiera speedway na Cleveland Park w Middlesbrough. MacMillan College mógł się rozbudowywać, a żużel zamykał podwoje… Rathbone cierpliwie rozkręcał biznes, części do aut sprzedawały się coraz lepiej, a speedway, choć gościł w sercu, ustąpił pola interesom. Czas płynął, a pasjonaci żużla z Middlesbrough wskrzesili speedway na South Tees Motor Sports Park w 2006 roku. Ged nie wybrał się na inauguracyjny mecz, ale ktoś z jego rodziny pomagał w parku maszyn Arlo. Bugeja był szczęśliwy, bo miał sprawne ręce do pomocy. Australijczyk latał przez 3 sezony w Redcar Bears, w 2010 roku zdobywał punkty dla Edinburgh Monarchs i Sheffield Tigers, po czym zdjął kevlar, sprzedał motocykle i wrócił do Adelajdy.


Tymczasem bratanek Geda Rathbone’a, Martin Rathbone junior, zaczął pomagać w parku maszyn Ulrichowi Ostergaardowi. Duńczyk był wówczas numerem 1 w Middlesbrough, a dziś jest najskuteczniejszy w barwach Panter. „Mój bratanek uwijał się jak w ukropie, a ja patrząc na Ulricha, pomyślałem sobie: ten gość nie zasługuje na miano zawodnika nr 1! Zabrałem jego sprzęt do mojego warsztatu. Namówiłem go, aby dał sobie spokój z wysłużonym kevlarem, który kupił od Hansa Andersena, bo wyglądał w nim jak gość sypiający w okolicach dworca kolejowego. Trzy lata w przepoconym kevlarze po Hansie – dramat! Ulrich chciał kończyć ze sobą, żużel mu nie smakował, pragnął przestać myśleć o speedwayu. Pamiętam jak dziś, gdy podszedł do mnie Gary Havelock. Zapytał: dlaczego pomagacie Ulrichowi? Ulrich podnosił się z łóżka o 14, o 15 zjawiał się w warsztacie, zaczynał myć motocykle, a zawody zaczynały się o 19.30. Wykazywał totalny brak profesjonalizmu” – wspomina Ged.


Rathbone uderzył w czułą strunę. Zaczął opowiadać Ostergaardowi, że jego rodacy słyną z punktualności, drobiazgowej dbałości o sprzęt i poważnego traktowania obowiązków. Ged wjechał Ulrichowi na ambicję, a chcąc wyciągnąć go z pieleszy, sam zaczął dbać o motocykle Ostergaarda. „Terapia okazała się udana. Słuchał i uczył się. Wszystko czym Ulrich dysponuje w Anglii jest własnością Motive Car Accessories. To firma, którą przez lata rozwijałem. Jeśli ktoś wybierze się do duńskiego warsztatu Ulricha, będzie zaskoczony, bo tam również wszystko lśni. Mike Smith, mój wierny druh, pomaga mi w pracy. Przekonuje zawodników, że warto dbać o sprzęt, przestrzegać diety, trenować w górach i na sali gimnastycznej. Czasami miałem wszystkiego dosyć, bo z dobrego serca doradzałem żużlowcom, oni przez chwilę stosowali się do moich zaleceń, po czym wracali do dawnych nawyków. Mam dwóch „wychowanków”, którzy wyłamali się z tego haniebnego trendu: Ulricha Ostergaarda i Carla Wilkinsona. Oni chcą dążyć do doskonałości” – podkreśla Ged Rathbone.


Motive Car Accessories wspiera również Danny’ego Phillipsa i mistrza świata FIM Youth Gold Trophy, Kyle’a Bickleya. Bickley jeździł dla Redcar w północnej lidze juniorskiej. Z pomocy (logistycznej i finansowej) korzystają również Aaron Summers, Matej Kus, Carl Wilkinson, Max Dilger. Nadszedł taki dzień, w którym rosnący w siłę Ged Rathbone podjął rozmowy z kierownictwem Redcar. Marzył o roli promotora, ale odbił się od ściany pt. Brian Havelock. Skierował więc swoje kroki w inną stronę…

Walka o 40 000 funtów

Ulrich Ostergaard zatęsknił za klimatem Peterborough i przeniósł się na East of England Showground w sezonie 2014. Ged Rathbone, określony mianem uzdrowiciela niczym wodny lekarz Vincenz Priessnitz, podążył za nim. Ged regularnie odwiedzał stadion Panter. Rathbone grzebał przy sprzęcie w Teesside, po czym pokonywał 350 mil i pomagał Ulrichowi. Jakby tego było mało, Ged podróżował również na wyjazdowe mecze Peterborough. Nigdy jednak nie rozważał opcji, aby zostać promotorem Panter, mistrzów Premier League z 1998 roku. „Ulrich nie znalazł się w składzie Redcar Bears w sezonie 2014. Niezmiernie ucieszyłem się kiedy Ostergaard zabrał zabawki i przeniósł się do Peterborough, ale wyraźnie zaznaczyłem, że nie zamierzam sprawować żadnej oficjalnej funkcji w klubie. Ustaliliśmy, że będę mu pomagał w kwestiach sprzętowych, oszaleję ze szczęścia kiedy będę mógł ubrudzić się w smarach, bo kocham pracować jako mechanik, ale na nic więcej Ulrich nie mógł liczyć. Chciałem, żeby Ostergaard stał się lepszym żużlowcem. Dobrze bawiłem się pracując w parku maszyn dla Ulricha” – zaznacza Rathbone.


W życiu nigdy nie mów nigdy, bo… Mick Horton, promotor Coventry i Peterborough, nie krył rozczarowania niską frekwencją na East of England Showground. Mick popadł w tarapaty finansowe. Zawsze było tak, że jeśli dobrze prosperował biznes Colina Hortona, to kulał jego brat Mick i vice versa. „Minęły trzy czwarte sezonu 2014 i Mick wyjawił całą prawdę o finansowej kondycji klubu. Horton poprosił mnie o pomoc, bo chciał, aby zespół dobrnął do końca sezonu. Dotrzymałem obietnicy, Pantery szczęśliwie dotarły do finiszu rozgrywek, ale wówczas do akcji wkroczył Trevor Swales. Spytał czy nie leży mi na sercu dobro speedwaya w Peterborough. Zaoferował przejęcie klubu. Usiedliśmy przy kubeczku kawy i zaczęliśmy rozmawiać” – twierdzi Ged.


Rathbone nie był przekonany do pomysłu. Zwołał forum dla fanów, aby zbadać grunt, po którym niebawem miał stąpać. Wiedział, że nie będzie mowy o salonach, prędzej chodzenie po bagnach. „Gdyby na spotkanie przybyło zaledwie 50 kibiców, wiedziałem, że czas zbijać trumnę, ale na forum zjawiło się ponad 300 osób! Jedno małżeństwo podeszło do mnie i wręczyło czek opiewający na 10 000 funtów. Powiedziałem: dla tych ludzi warto budować speedway w Peterborough!” – oczy Geda zaszkliły się…


Rathbone nakreślił sobie ambitny plan: uzbierać 40 000 funtów. Pojawili się chętni, aby wykupić reklamę na bandach, sprzedano pakiety VIP, opłacono billboardy w mieście. Ged nie chciał doprowadzić do sytuacji, w której zgłosi zespół do rozgrywek Premier League, a po 3 meczach ogłosi bankructwo. Zimą Ged nie próżnował. W tygodniu prowadził swoją firmę, a w każdy weekend wsiadał do auta i jechał ratować tonący okręt. Malował bandy na stadionie w Peterborough, odnawiał szatnie, wypełniał sterty dokumentów i negocjował kontrakty z żużlowcami. Czuł się jakby przesiadywał w sklepie z 1000 i 1 drobiazgów…


Udało się zapewnić budżet. Niestety, wydarzenia na torze nie napawały optymizmem. Adam Roynon nabawił się kontuzji w wyścigu otwierającym sezon, a Oliver Allen doznał skomplikowanego złamania kostki i musiał wywiesić białą flagę. „Sezon nie układał się po naszej myśli, ale wierzę, że tych chłopców stać na walkę o najcenniejsze trofea. Nie lubię przegrywać. Wychodzę z założenia, że żaden profesjonalny sportowiec nie znosi porażek. Chcę, aby Pantery zmieniły profil. Przez lata opieraliśmy siłę tylko na armii zaciężnej. Chcę, aby trzon drużyny tworzyli Anglicy. Marzę o tym, aby kibic nie wybrzydzał i przychodził z radością na każdy mecz. Dla mnie prawdziwy pasjonat speedwaya to ktoś, kto z rozkoszą kupi bilet na mecz Panter z Plymouth i Redcar, a nie tylko na topowe mecze z Somerset, Edinburgh i Glasgow. Chcę wierzyć, że nasza ciężka praca przyciągnie uwagę nowych fanów. Po cichu liczę na awans do play-off Premier League…” – wyznaje Ged Rathbone i póki co, marzenia są bliskie przekucia w sukces. Po ośmiu rozegranych meczach Pantery plasują się na czwartym miejscu, a do Tygrysów z Glasgow brakuje im tylko jednego punktu (22 Peterborough, 23 Glasgow), przy czym Szkoci rozegrali dwa mecze więcej.

Bizancjum w Glasgow

Kolejki do stadionowych kas, nowy stadion, długo wyczekiwane zwycięstwo wyjazdowe nad Monarchami z Edynburga (12 czerwca Tygrysy pokonały mistrzów Premier League 48-42…) 12 maja 2015 roku kamery Sky Sports pokazały odrodzone oblicze Tygrysów. O ile w Peterborough ogląda się z uwagą każdego pensa i funta, o tyle w Glasgow brzęcząca moneta sypie się niczym z rogu obfitości. Cudotwórcami są bracia Gerry i Michael Facenna. Zimą pracowali w pocie czoła, aby przywrócić blask zasłużonemu szkockiemu klubowi. Nic dziwnego, że Kozza Smith pragnie zamieszkać w Glasgow, kiedy tylko wyleczy kontuzję. Bracia Facenna zarażają entuzjazmem. „Chcemy obudzić radość w mieszkańcach Glasgow. Nam powiodło się w interesach, więc pragniemy cos zrobić dla tego miasta. Gdy pierwszy raz przekroczyliśmy bramy stadionu i chcieliśmy usiąść pod krytą trybuną, brat spostrzegł, że połowa dachu ledwo trzyma się konstrukcji i za chwilę blacha może wylądować na naszych głowach! Wygnaliśmy azbest ze stadionu, zaczęliśmy remont od zera. Jest nowe oświetlenie, nowy materiał na torze. Kiedy zabieraliśmy się do pracy, na stadionie nie było ani jednej porządnej toalety. Zamki nie istniały, żadna z kloak nie miała żarówki! Jak można było załatwiać potrzeby w takich warunkach? Dobrze, że istnieją fotoreporterzy, kronikarze będą mogli niegdyś zaświadczyć o skali prac podjętych na Ashfield Stadium…” – wyznaje z dumą Gerry Facenna.


Popłynął nowy ożywczy prąd, ale źródło elektryczności było owiane tajemnicą przez ostatnie 70 lat! „Kiedy z bratem kupiliśmy klub, spytaliśmy o szczegóły dotyczące instalacji elektrycznej. Odpowiedziano nam: nie wiemy skąd dostajemy prąd, ale przez ostatnie 70 lat nigdy nie otrzymaliśmy rachunku za prąd! Uśmialiśmy się setnie. Licznika próżno było szukać…” – mówi Gerry.


Inwestycje wydają się nie mieć końca. Facenna robi wszystko, aby klub miał profesjonalne oblicze. „Zainwestowaliśmy już 1,5 miliona funtów. Wstępne szacunki mówiły, że będziemy musieli wydać milion funtów, a tymczasem musieliśmy sięgnąć głęboko do kieszeni. Nie ma obaw o płynność finansową. W ubiegłym roku wspólnie z bratem zarobiliśmy 3 miliony funtów. Dwa lata temu, również zanotowaliśmy spore zyski. Nie zamierzamy zarabiać na żużlu. Nie żyjemy w świecie baśni. Nie interesuje nas zwrot inwestycji. Chcemy, aby żużel odżył w Glasgow. Zauważyliśmy jak dobrze zaczęła prosperować stadionowa restauracja, a więc są pierwsze symptomy poprawy sytuacji. Ludzie chcą spędzać wolny czas na stadionie, poznać historię klubu, porozmawiać przy dobrym trunku” – podkreśla Gerry Facenna.


500 jardów od stadionu Tygrysów mieści się firma braci Facenna. Zatrudnienie znajduje ponad 500 osób, a roczny obrót firmy w ubiegłym roku oscylował wokół 110 milionów funtów. Facenna prowadzą biznes w Glasgow od 20 lat. Ojciec braci Facenna umiejętnie rozbudowywał interes, ale był też zakochany w żużlu i prężnie działał dla Glasgow Giants w latach 50-tych. Szkockie kluby piłkarskie spoglądają zazdrosnym okiem w stronę Glasgow Tigers. Chciałyby znaleźć takiego sponsora jak Peugeot. „To żadna tajemnica, że firma Peugeot wykupiła nazwę stadionu w Glasgow. W ubiegłym roku kupiliśmy od nich 5000 aut! Under Armour zawarł z nami umowę na sprzedaż odzieży, bo chcemy zaangażować młode pokolenie, a ubrania tej firmy są rozchwytywane przez młodzież. W najbliższej przyszłości chcemy uruchomić żużlową akademię. W okolicy aż roi się od zadziornych chłopaków. Jeśli będą mieli okazję poznać budowę silnika i znajdą się pod opieką doświadczonego żużlowca, nie widzę przeszkód, aby Glasgow doczekało się swoich wychowanków” – podkreśla Gerry Facenna.


Taksówkarz w centrum miasta musiał konsultować z kolegami po fachu informację o speedwayu. Nie miał pojęcia czy żużlowy klub wciąż funkcjonuje. „Ludzie nie wiedzą o istnieniu Tygrysów, ale kiedy już namówimy ich na wizytę na stadionie, zakochują się w żużlu i kupują karnety. W szkołach rozdajemy mnóstwo biletów, a frekwencja na meczach przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania. Chcemy powolutku rozkręcać modę na żużel w Glasgow. Nie zachłystujemy się sukcesem i pogłoskami o tym, że za rok możemy wystartować w Elite League. Chcemy zbudować solidne fundamenty” – twierdzi Gerry.


W Premier League jest więcej opcji do prezentacji sponsorów, bo w niższej lidze brytyjskiej jest aż 13 drużyn (w Elite ściga się 8 zespołów). Niejednokrotnie mecze Premier League są bardziej ekscytujące niż spotkania w najwyższej klasie rozgrywkowej na Wyspach. Facenna to pojętni uczniowie i zaglądają za czcigodną kotarę utkaną ze złota piratów. Gościli na Wimborne Road chcąc przechwycić kilka mądrych patentów. „Marzę o tym, aby na Ashfield Stadium zaprezentował się Chris Holder. Zanim kupiliśmy klub w Glasgow, wyruszyliśmy do Poole, aby spotkać się z Mattem Fordem. Poznaliśmy strukturę klubu, a wieczorem ruszyliśmy na miasto z Mattem i Chrisem. Zjedliśmy przepyszne curry, wypiliśmy kilka piw, a Holder powiedział: Gerry, chciałbym kiedyś pokręcić kółka na torze Tygrysów w Glasgow. Zażartowałem do Matta: wiesz, mamy jedną przewagę nad tobą, chociaż ty masz aż 6 tytułów mistrza Elite League i stabilny klub. My jesteśmy właścicielami stadionu, a ty nie” – śmieje się Gerry Facenna.


To prawda. Odkąd założono klub Glasgow Tigers w 1929 roku, żużlowcy z Tygrysem na plastronie ścigali się na ośmiu stadionach. Mieszkali na White City Stadium, Hampden Park, Cliftonhill Stadium w Coatbridge, Blantyre Sports Stadium, Craighead Park, Derwent Park w Workington, Shawfield Stadium, a teraz maja swój dom na Ashfield. I chłopcy pięknie  odwdzięczają się braciom Facenna za serce i wkład finansowy. W piątek 12 czerwca 2015 roku jeździli jak natchnieni na wyjeździe z odwiecznym rywalem, Edinburgh Monarchs. Richie Worrall wykręcił 9+2, Richie Lawson 14+2, Aaron Summers 8, za Kozzę Smitha stosowano zastępstwo zawodnika, ani jednego punktu nie zdobył Dimitri Berge, Victor Palovaara uzbierał 8+1, a James Sarjeant zdobył 9+1. 48-42 na wyjeździe z Monarchami! Stewart Dickson skakał ze szczęścia jakby miał 3 latka… Menedżer Tygrysów nie ma nic przeciwko temu, aby podobnym wynikiem zakończyła się potyczka z Panterami…