Pindera: Królowa boksu

Ma 29 lat, jest Irlandką i w swojej karierze zdobyła wszystko co mogła zdobyć. Katie Taylor, legenda boksu, uznana ostatnio przez AIBA zawodniczką roku, choć z powodzeniem można ją też określić najlepszą w historii tego sportu.
Zaczynała treningi w wieku 11 lat pod okiem swojego ojca Petera Taylora, byłego piłkarza. Wcześniej kopała piłkę i robi to po dziś dzień. Ma za sobą występy w reprezentacji Irlandii i zapewne gdyby poświęciła się tej dyscyplinie byłaby jej wielką gwiazdą. Peter Taylor mówi, że po igrzyskach w Londynie, gdzie zdobyła złoty medal w boksie otrzymała wiele propozycji, by grać w piłkę w angielskiej lidze. Oferty były bardzo intratne, ale pierwszą miłością Katie jest walka na pięści, więc postanowiła wytrwać w ringu jeszcze cztery lata i powalczyć w Rio de Janeiro o drugie olimpijskie złoto.
Kolekcja jej sukcesów jest wyjątkowo bogata: pięć tytułów mistrzyni świata, sześć mistrzyni Europy, olimpijskie złoto z Londynu, zwycięstwa w mistrzostwach Unii Europejskiej i niezliczonych turniejach. A ostatnio złoty medal I Igrzysk Europejskich w Baku.
Trudno ją z kimkolwiek porównywać, bo drugiej Katie Taylor po prostu nie ma. Komentowałem jej walki na igrzyskach w Londynie, który był olimpijskim debiutem boksu kobiecego i z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że nikt w turnieju pań nie wzbudzał takich emocji jak ona. A finałowy pojedynek w kategorii lekkiej (60 kg) był wspaniałym pokazem boksu na najwyższym poziomie. Taylor zmierzyła się w nim ze znakomitą, dobrze sobie znaną rywalką, Rosjanką Sofią Oczigawą i był to bój godny olimpijskiego finału. Leworęczna Oczigawa walczyła o złoto do końca, ale to Irlandka wygrała i stanęła na najwyższym stopniu podium.
Dla jej rodaków to była wielka chwila. Ta, która niosła flagę Republiki Irlandii w dniu otwarcia igrzysk zdobyła jedyne olimpijskie złoto dla tego kraju. Proszę mi wierzyć, hymn odśpiewany w olimpijskiej ExCel Arena przez wiele tysięcy gardeł naprawdę robił wrażenie. Nic dziwnego, wracającą do domu Katie Taylor witano w Irlandii jak bohaterkę. Cztery lata wcześniej komentowała turniej olimpijski w Pekinie dla irlandzkiej telewizji ze studia w Dublinie. Turniej męski, bo kobiety jeszcze nie wywalczyły sobie prawa do olimpijskich występów, a ona bała się, że nie doczeka chwili, kiedy to się stanie.
Dziś wciąż jest największą gwiazdą kobiecego boksu, jego ambasadorem, ale wygrane przychodzą jej coraz ciężej. W Baku była bliska porażki w półfinale. Azerka Yana Aleksiejewna, ta sama, która walczyła z nią o złoto ubiegłorocznych MŚ w południowo koreańskim Jeju, tym razem zmusiła ją do najwyższego wysiłku. Cała trójka sędziów wypunktowała remis 38:38, z tym, że dwóch z nich wskazało na Taylor. Miała sporo szczęścia, ale wielkim mistrzom czasami ono sprzyja. W finale już go nie potrzebowała, wygrała jednogłośnie z Francuzką Estelle Mosely i znów odbierała gratulacje za kolejne, historyczne zwycięstwo.
Za rok w Rio de Janeiro Katie Taylor powalczy zapewne o swoje drugie olimpijskie złoto, wcześniej w Kazachstanie o szósty tytuł mistrzyni świata. Jak powiedziała w jednym z wywiadów: wciąż jest głodna zwycięstw. Dla niej sport nigdy nie był zabawą, zawsze liczyły się tylko wygrane.
Komentarze