Karolina Owczarz: Już naprawdę niewiele zostało do starcia o mistrzowski pas. Czy czujesz, że już wielkimi korkami zbliża się ten wielki dzień?


Krzysztof Głowacki: Cieszę się, że w końcu nadchodzi ten dzień. Przecież tyle razy przekładali to starcie. Miał być czerwiec, później lipiec… W końcu sierpień i nie mogę się już doczekać! Marzyłem całe życie o tym, aby dojść do walki o mistrzostwo świata i je zdobyć, no a teraz jestem tego bardzo bliski.


Marco Huck – naprawdę ciężki i wymagający rywal.


Nigdy nie ma lekko. Z Denisem Lebiediewem, czy Juanem Pablo Hernandezem też by nie było łatwo, ale przecież jestem na to gotowy.


Pewnie bardzo dokładnie przeanalizowałeś walki Hucka. Coś nowego o nim wiesz?


Oczywiście nie będę zdradzał jego słabych stron, a moje założenia taktyczne zobaczycie 14 sierpnia. Na pewno będę chciał go znokautować.


To co z jego mocnymi stronami?


Przede wszystkim siła! To jego największy atut, ale i na to jestem gotowy.


Wiesz, że nie jesteś faworytem tego starcia?


Zarówno ja, jak i każdy inny wiemy o tym doskonale, ale mam nadzieję, że cała Polska w tym dniu będzie trzymała za mnie kciuki.


Żaden z Was na zawodowstwie nie walczył w Stanach Zjednoczonych. Komu będzie dopingowała amerykańska publiczność?


Amerykanie pewnie będą za mistrzem świata, ale mam nadzieję, że po dwóch, trzech rundach ich przejmę!


Jakiego Krzysztofa Głowackiego zobaczymy 14 sierpnia?


Mam nadzieję, że takiego z zimną głową, wywierającego presję i dobrze kontrującego.  


Cała rozmowa z Krzysztofem Głowackim w załączonym materiale wideo.