Mistrzowskie walki Polaków. Twardy Diablo, krwawy Adamek, spektakularny Głowacki

Tylko czterech polskich pięściarzy sięgnęło po pasy zawodowych mistrzów świata. Ostatnim z nich jest Krzysztof Głowacki. Który z nich sprawił największą sensację, a który sięgnął po tytuł w prawdziwie mistrzowskim stylu, zastanawia się ekspert Polsatu Sport, Janusz Pindera.
Myślę, że właśnie Głowacki wygrałby taki konkurs, gdyby go rozpisano. Nie był przecież faworytem, Marco Huck mierzył w tym pojedynku w rekord skutecznych obron kategorii junior ciężkiej. I gdyby pokonał „Główkę” miałby tych obron 14 i przeszedłby do historii. Ale Polak zburzył to wszystko nokautującymi ciosami w 11 rundzie, choć wcześniej leżał na deskach i niewiele brakowało by to on został wyliczony w szóstym starciu. Żadne inne zwycięstwo polskiego mistrza w walce o pas nie było tak efektowne.
Mistrzowie świata w komplecie! Gdzie? Na gali w Międzyzdrojach!
Kiedy w 1994 roku Dariusz „Tygrys” Michalczewski zdobywał pasy WBO najpierw w wadze półciężkiej, a trzy miesiące później junior ciężkiej, dramatów nie było. We wrześniu wypunktował Amerykanina Leeonzera Barbera, a w grudniu znokautował w dziesiątym starciu przeciętnego Argentyńczyka Nestora Hipolito Giovanniniego, i szybko oddał drugi z tych pasów. Przystępując do tych pojedynków miał już niemiecki paszport, walczył pod niemiecką flagą, ale w głębi duszy pozostał Polakiem. Pod koniec kariery Michalczewski bronił już tytułu mistrza świata jako Polak, z polską flagą.

We wrześniu 1994 "Tygrys" wypunktował Leeonzera Barbera (fot. Stefan Hesse DPA/PAP)
Walka Krzysztofa Włodarczyka ze Steve’em Cunninghamem na warszawskim Torwarze w listopadzie 2006 roku też nie była thrillerem. Pojedynek był twardy, wyrównany, Amerykanin miał później pretensje, że został oszukany, ale to „Diablo” zakończył ją wygrany i mógł cieszyć się z mistrzowskiego pasa IBF w wadze junior ciężkiej.

Listopad 2006, Torwar. Włodarczyk odbiera pas Cunninghamowi (fot. Tomasz Gzell / PAP)
Zupełnie inny przebieg miała pierwsza mistrzowska walka Tomasza Adamka. W maju 2005 roku, w United Center w Chicago stoczył bokserską wojnę z twardym Australijczykiem Paulem Briggsem. „Góral” skradł tam show Andrzejowi Gołocie, który został szybko znokautowany w starciu Lamonem Brewsterem, broniącym pasa WBO w wadze ciężkiej. Adamek bił się ze złamanym nosem 12 rund i kończąc tą bitwę miał potwornie zapuchniętą i zakrwawioną twarz. Ale to on wygrał i został mistrzem WBC w wadze półciężkiej.
Walka Adamka ze Steve’em Cunninghamem o pas IBF w wyższej kategorii 3,5 roku później też miała potężny ładunek dramatyczny. Amerykanin bił się dzielnie, ale na deski padał trzykrotnie i stracił należący do niego tytuł.

W walce Adamka z Briggsem w 2005 roku krew lała się strumieniami (fot. Grzegorz Momot / PAP)
Mimo to żaden z tych pojedynków nie może równać się z tym co wydarzyło się z piątku na niedzielę polskiego czasu w Newark, w Prudential Center, hali tak szczęśliwej dla Polaków. „Główka” Głowacki przyćmił wszystkich nokautując urzędującego mistrza Marco Hucka. To był prawdziwie filmowy scenariusz, bo na boksera z Wałcza stawiali nieliczni, a on pokazał wszystko to, co w tej dyscyplinie budzi największe uznanie: serce, charakter, mocny cios i wiarę w sukces do samego końca, bez względu na okoliczności. Dlatego w mojej prywatnej klasyfikacji najbardziej fascynujących, mistrzowskich walk Polaków (tych, które dawały naszym pięściarzom mistrzowskie pasy) jest pierwszy. Przed Adamkiem, Włodarczykiem i Michalczewskim.
Komentarze