Carlos Nascimento nie był pięściarzem, który mógł zagwarantować wielkie widowisko i ringową wojnę. Na swoim koncie miał dwanaście zwycięstw i tylko jedną porażkę, ale zdecydowanym faworytem sobotniej walki był Mateusz Masternak. Polak do ringu wchodził zdeterminowany i świadomy, że po kontrowersyjnej porażce z Johnnym Mullerem musi szybko udowodnić swoją wartość.

 

Polub magazyn "Puncher" na Facebooku!


Masternak w Dreźnie czasu nie tracił i już w otwierającym starciu celnym prawym sierpowym naruszył Brazylijczyka. Za Nascimento przemawiała tylko przewaga zasięgu ramion, ale to Polak cały czas wywierał presję na swoim rywalu. Masternak celnie punktował i zaznaczał swoją przewagę, a już w drugiej rundzie potwornym prawym sierpowym, praktycznie niezauważalnym, posłał na deski Nascimento. Brazylijczyk jeszcze powstał, ale sędzia nie pozwolił wrócić do walki.

Mateusz Masternak uciekł spod topora i pokazał, że jeszcze ostatniego słowa w zawodowym boksie nie powiedział. 28-letni Polak zdobył pas WBA Inter-Continental w kategorii cruiser i nadal wierzy, że przyjdzie jeszcze szansa na walkę o ten "prawdziwy" pas mistrzowski.

 

W walce wieczoru Juergen Braehmer (47-2-0, 35 KO) pewnie pokonał Konniego Konrada (22-2-1, 11 KO) i zachował pas mistrzowski WBA w kategorii półciężkiej. Niemiecki pięściarz od początku pojedynku narzucił swój styl walki i był pięściarzem wyraźnie szybszym, za szybkim dla Czarnogórca. W czwartej rundzie Braehmer pozwolił sobie na chwilę odpoczynku, ale już w szóstym starciu posłał na deski Konrada potężnym uderzeniem z lewej ręki. Po siódmej rundzie sędzia odwiedził w narożniku Czarnogórcy, który nie wyrażał chęci do dalszej walki i pojedynek, ku zaskoczeniu kibiców zgromadzonych w Energie-Verbund Arenie, został zakończony.