Liczba gwiazd, które stanęły naprzeciwko siebie na parkiecie gwarantowała wielkie widowisko. Z jednej strony Tony Parker, Boris Diaw, Nando De Colo, Rudy Gobert. Z drugiej: Pau Gasol, Sergio Rodriguez, Sergio Llull, Nikola Mirotić. Każdy z nich przyjechał na turniej po to, żeby zdobyć złoty medal. Dodatkowo były jeszcze rachunki krzywd do wyrównania.

 

Spotkania tych drużyn to już jest prawdziwa saga. Wpadają na siebie chyba w każdej z ostatnich wielkich imprez i zawsze tworzą widowiska godne zapamiętania: w mistrzostwach Europy 2009, 2011, w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Londynie, czy ostatnio w półfinale EuroBasketu 2013, zakończonym dogrywką, albo w ćwierćfinale ostatnich mistrzostw świata, z których Francja wyrzuciła będącą gospodarzem Hiszpanię. Francuzi pozwolili tam rzucić rywalom tylko 52 punkty.

 

W półfinale EuroBasketu 2015 Hiszpanie już po trzech kwartach mieli punktów 48, ale ich rywale już 56. A było już nawet lepiej, bo na pięć minut przed końcem tej części meczu przewaga sięgnęła już 11 punktów, a kibice zaczęli śpiewać Marsyliankę. To była przedwczesna radość, to jeszcze nie był koniec, Hiszpania się zerwała, a sygnał dał ten, na którego zawsze można było liczyć - Gasol. Kiedy było naprawdę źle, każda piłka trafiała do niego, a on znakomitymi manewrami oszukiwał środkowych Francji. W ciągu czterech minut chyba pięć razy stawał na linii rzutów wolnych.

 

Najpierw dwa razy łapał go za rękę Gobert i usiadł na ławce, żeby trochę ochłonąć. Wszedł Joffrey Lauvergne, trafił dwa ważne rzuty (raz za trzy o tablicę), ale błyskawicznie złapał trzy faule. Na jedną akcję przy Gasolu stanął Diaw i za chwilę już miał na koncie przewinienie.

 

Tak samo było w czwartej kwarcie. Środkowy Chicago Bulls metodycznie wymuszał faule i stawał na linii rzutów wolnych. To on podawał tlen swojej drużynie. Swojego dnia nie mieli inni Hiszpanie. Mirotić zanotował aż cztery faule i częściej się kłócił niż przeprowadzał dobre akcje. W ostatnch minutach Hiszpanie już nie bawili się w żadne finezyjne zagrania: piłka do Gasola i jazda!

 

A Francuzi? Im bardziej rozpędzał się Gasol, tym bardziej trzęsły im się ręce i nogi. Gobert wpadł w Ribasa w kontrataku, De Colo staranował Reyesa, a za chwilę Rodriguez minął jednym zwodem całą obronę i wyprowadził Hiszpanię na prowadzenie 66:63. Rozstrzygnięte? Ani trochę. Francuzi wzięli czas - zasłona dla Pietrusa od Goberta, rzut za trzy punkty z narożnika i kibice w ekstazie - remis 66:66.

 

Jakby mało było zwrotów akcji, w następnej akcji Gobert zablokował Gasola i doszło do dogrywki. Tam okazało się, że Gasol nie jest robotem, tylko człowiekiem, że miewa chwile słabości. Wyczerpany nie trafił spod kosza, a potem nie dobił piłki w dość prostej sytuacji. To były jednak tylko chwile. Za moment wykończył Goberta i dwa razy prawie rozerwał kosz swoimi wsadami. To dobrze, że to on zdobył ostatnie punkty, należały mu się.

 

Hiszpania - Francja 80:75 (17:20, 15:13, 16:23, 18:10, d. 14-9)

 

Statystyki Pau Gasola: 36:27 min. gry, 40 pkt, 11 zb., 3 bl., 1 as.