10 lat temu Asy uległy Pszczołom z Coventry w finale play-off Elite League. O ironio, w 2005 roku kapitanem drużyny Coventry Bees był Hot Scott Nicholls. Tenże Scott, który w sezonie 2015 dzielnie broni barw Belle Vue Aces i jest kapitanem… drużyny z Manchesteru. Wówczas żużlowcy z Kirky Lane zakończyli sezon zasadniczy na pierwszym miejscu z dorobkiem 61 punktów w 36 spotkaniach. Półfinały rozgrywano inaczej, bo lider rywalizował z czwartą drużyną regularnej części sezonu (Eastbourne Eagles), a wicelider (Coventry) ścigał się z trzecim zespołem ligi (Peterborough). Nie obowiązywała formuła dwumeczu na szczeblu półfinałów: wyżej sklasyfikowany zespół jeździł u siebie. Asy z łatwością uporały się z Orłami, a w finale przełknęły gorycz porażek. 19 września 2005 roku Belle Vue przegrało na torze przy Rugby Road 41-54, a tydzień później Asy uległy Pszczołom na własnym torze 42-47 i tytuł powędrował do Nichollsa i spółki (83-101 w dwumeczu). Oprócz Scotta barw Pszczół bronili wówczas: Chris Bomber Harris, Sebastian Ułamek, Joonas Kylmaekorpi, Billy Janniro, Morten Risager, Martin Smolinski i Adrian Rymel. W 16 meczach wystąpił Andreas Jonsson (który tak wspaniale jechał w tegorocznych półfinałach play-off jako gość w ekipie Belle Vue), w 14 Rory Schlein, a w 10 Daniel Davidsson. Jedynym, który wystąpił we wszystkich 36 meczach był Scott Nicholls. W drużynie z Manchesteru prym wiódł Jason Crump. Obok słynnego Australijczyka w ekipie Asów ścigali się wtedy: Joe Screen, Kenneth Bjerre, Simon Stead, Jason Lyons, Andy Smith, Rusty Harrison, James Wright i Krister Marsh. Lyons i Andy „Foxy” Smith pojechali we wszystkich meczach.

 

Ciekawostką pozostaje fakt, że 10 lat temu ostatnie miejsce w Elite League zajął zespół Arena Essex Hammers. W sezonie 2015 czerwoną latarnią Elite League jest drużyna Lakeside Hammers. To źdźbło statystyki, które nie sprzyja Asom, gdyby zakładać, że historia lubi się powtarzać… Jednak Scott Nicholls, siedmiokrotny indywidualny mistrz Wielkiej Brytanii, twierdzi, że jeśli kogokolwiek ma oblatywać strach, to… Piratów z Poole. „Jesteśmy w formie, znajdujemy się na fali wznoszącej. Gołym okiem widać, że trafiliśmy z dyspozycją na play-off. A Poole Pirates, choć to utytułowany klub, powinien truchleć ze strachu, bo oni są faworytami, a my możemy sprawić miłą niespodziankę. Nie zakładałem, że wygramy drugie starcie półfinałowe ze Swindon Robins. Owszem, jechaliśmy z zamiarem odniesienia zwycięstwa, ale wynik przerósł najśmielsze oczekiwania. Mieszka w nas determinacja i wola walki. Jesteśmy naładowani pozytywnymi wibracjami. Wiem, że Piraci znakomicie pojechali przeciwko Pszczołom w półfinale play-off, ale mam nadzieję, że wypracujemy sobie solidną przewagę przed podróżą do Dorset. Podejrzewam, że wynik dwumeczu będzie bardzo ciasny, ale chciałbym aby nasi chłopcy otworzyli nową erę Belle Vue jako mistrzowie. Nowy stadion, na który wjeżdżają mistrzowie Elite League – czyż to nie piękne?” – Scottie odfrunął w sferę marzeń. Ostatni raz żużlowcy Belle Vue sięgnęli po mistrzostwo Elite League w 1993 roku. Wówczas ich barw bronił niewiarygodnie utalentowany zawodnik: Joe Screen. Zajrzyjmy za kotarę „The Machine”, bo życiorys żużlowca, który 22 lata temu przydał blasku Asom jest niezwykły…

 

Naturalny talent z Chesterfield

 

27 listopada Joe Screen ukończy 43 lata. Gdyby uchylić kotarę i przez dziurę w płocie przyjrzeć się dwukrotnemu indywidualnemu mistrzowi Wielkiej Brytanii, oczy wyszłyby niechybnie z orbit. Screenie głaszcze kota, karmi teriera i wyprowadza koniki. Próżno szukać źdźbła hałasu w New Farm w Daresbury. Joe i jego małżonka Lindsay wiszą sobie niczym na hamaku w zacisznej dolince rozpostartej pomiędzy Warrington a Runcorn. W ujęciu brytyjskim farma jest zacna, bo budynki, w których buszowali stajenni datują się na rok 1800, a więc Screen Machine czuje powiew historii. Czworonożni przyjaciele przybywają w roli gości, gdy majętni Brytyjczycy wyjeżdżają na wakacje, a rolę opiekuna powierzają Joe – niegdysiejszemu rycerzowi żużlowych torów. Indywidualny mistrz świata juniorów kocha zwierzęta. Dwa koniki: Beau i Lucy zostały zakupione przez Joe od byłej gwiazdy Manchesteru United i reprezentacji Anglii – Paula Scholesa. Ponadto skarby świata całego wabią się: Alfie i Royston – psy pasterskie, a dwa urocze kociaki to Gru i Minion. Żyć nie umierać. I pomyśleć, że ten mężczyzna o łagodnym usposobieniu dostąpił zaszczytu jazdy na starym stadionie Belle Vue – Hyde Road Stadium… Miał wtedy 16 lat…

 

Był chłopcem pośród mężczyzn. W środę przesiadywał jeszcze w szkolnej ławie, a w piątek ścigał się z zaprawionymi w boju żużlowcami. Po latach przyznaje, że był naiwniakiem zanurzonym w cudownej nieświadomości. Peter Collins, indywidualny mistrz świata z 1976 roku, dostrzegł w nim niezwykły talent do jazdy ślizgiem kontrolowanym. „Naturalny talent i prawdziwy diament. Kiedy Hyde Road zamykał podwoje przed żużlem, a ja przenosiłem klub na Kirky Lane, byłem przepełniony czarnymi myślami. Nadzieje na lepsze jutro dla Belle Vue podsycił we mnie Joe Screen. Roy Holding, biznesman z Warrington, widział Screena jak szalał w wieku 15 lat na torach trawiastych. Przyjrzałem się Joe i przytaknąłem Royowi. Postanowiłem wypróbować go na treningu po zakończonym meczu ligowym. Oniemiałem z zachwytu. Hans Nielsen podzielił moją opinię. Joe siedział mu na ogonie podczas meczu Gepardów (Cheetahs) z Oxfordu z Asami (Aces) z Belle Vue. Screenie był wyjątkowy. Wiedziałem, że nie wolno pozwolić mu odejść z Manchesteru. Żałowałem kiedy The Machine przeszedł do Bradford. Pozbywaliśmy się najcenniejszego klejnotu” – wspomina Peter Collins, mentor Joe.

 

PC troszczył się o Screena jak o własnego syna. „Został indywidualnym mistrzem świata juniorów, był szósty w Grand Prix w 1999 roku. Użyłem swoich kontaktów, aby mógł jeździć w GP Challenge w Lonigo. Joe wsiadł wówczas na motocykl mając mnóstwo żelastwa w stopie. Nie widziałem bardziej odważnego żużlowca. Moi mechanicy: Rob Hignett i Tim Harrington stanowili opokę dla Joe w parku maszyn, ale jednej rzeczy przenigdy nie odważyłem się zrobić: nie mówiłem mu jak ma jeździć. On urodził się z talentem do speedwaya w kołysce. Bazował na instynkcie. Miał wspaniałą karierę, choć w pewnym stopniu ma prawo czuć się niespełnionym. Gdyby miał lepsze wsparcie wśród rodaków, Wielka Brytania mogłaby sięgnąć po złoto w Drużynowym Pucharze Świata…” – Peter zamyślił się przez chwilę i zanurzył w kartach historii. Wydawało się, że słychać słonie, które przed laty sąsiadowały w zoo z żużlowcami na Hyde Road…