W studiu Punchera po raz pierwszy gościł przewodniczący komisji sędziowskiej Polskiego Wydziału Boksu Zawodowego - Leszek Jankowiak, który okiem eksperta ocenił decyzje podejmowane przez sędziego Dariusza Zwolińskiego.

 

Ewa Brodnicka mianowała się królewną


Pierwsze zarzuty do pracy sędziego Zwolińskiego pojawiły się po przerwaniu walki pomiędzy Maciejem Miszkiniem oraz Tomaszem Gargulą. Czy liczenie "Tomery" miało jakikolwiek sens?

Moim zdaniem ten pojedynek należało bezwzględnie przerwać w momencie, kiedy sędzia rozpoczął liczenie. Gargula nie kontrolował tego, co działo się w ringu. Decydując się na liczenie sędzia "zapędził się w kozi róg". Zabrakło koncentracji i konsekwencji - ocenił Jankowiak.

Nie obyło się bez kontrowersji przy drugim pojedynku prowadzonym przez Dariusza Zwolińskiego. Mowa oczywiście o walce pomiędzy Marcinem Rekowskim a Nagy Aguilerą. Do zakończenia rywalizacji pozostawało dosłownie kilka sekund, kiedy sędzia przerwał pojedynek.

Sporo pretensji po zakończonej walce miał Rekowski, ale dokładna analiza wykazała, że błędy pojawiły się już wcześniej. Pierwsze liczenie Marcina Rekowskiego trwało ponad piętnaście sekund!

Pierwszy błąd spowodował, że sędzia Zwoliński popełnił kilka błędów. Należało zastopować walkę i wydać odpowiednie komendy. Liczenie powinno być kontynuowane bez przerwy. Zabrakło komunikacji pomiędzy sędzią ringowym, a osobą odpowiedzialną za nokdauny, która znajdowała się pod ringiem - przekazał Jankowiak.

Sędzia Zwoliński tuż po zakończonych walkach bronił swoich decyzji, ale już kilkadziesiąt godzin później nie był pewny swoich postanowień.

Co o pracy sędziego powiedzieli Janusz Pindera i Mateusz Borek? Obejrzyjcie materiał wideo!